Wspomnienia o tym, kiedy prawie codziennie przyjeżdżał trenować na tym obiekcie, wydają się być bardzo odległe. Pamięta, jakie miał wątpliowści, czy podjął dobrą decyzję, dołączając do tego klubu. Jednak w końcu odnalazł się w nowej sytuacji, chłonął każde słowo trenera i przy okazji idola jak gąbka. Jednak ostatnio przez intrygi Robbena miał ważniejsze sprawy na głowie. Nie wiedział, że gdzieś podświadomie tęsknił za tym miejscem. Wreszcie po długiej przerwie może wyprostowany stanąć przed Allianz Areną. Gdzie podziali się wszyscy krytycy? Ci co, od razu uznalina piłkarza za winnego? Ci co, przekreślili jego przyszłość, wymyślali bzdurne plotki na jego temat? Ucichli. To znak, że wychodzi na prostą. Przyjechał na stadion, aby dostarczyć brakujące papiery. Od przyszłego sezonu będzie z powrotem biegał w koszulce z numerem dziewiętnaście. Bardzo się cieszy. Chce pokazać tym, którzy w niego zwątpili, że potrafi. Pokierował swoje kroki w stronę obiektu. Przechodząc przez obszerny parking, zatrzymał się przed znajomą postacią.
- Cześć...- Austryjak poczuł wielką gulę w gardle- Wiem, że to juź mówiłem w sądzie, ale pozwól, że się powtórzę. Strasznie przepraszam za to wszystko.
- Nie spodziewałem się, że spotkam tu kogoś o tej porze. Myślałem, że wszyscy wyjechali już korzystać z wolnego.- Goetze nie wyglądał na wściekłego, ani zakłopotanego.
- Znowu problemy z kolanem.- wytłumaczył- No i rozprawa nie długo. Zresztą zawiesili mnie w prawach. Nie wiem, kiedy wrócę na boisko.
- To było do przewidzenia. Wracaj do zdrowia.- rzucił, chcą wyminąć kolegę z drużyny.
- Zaczekaj. Proszę, daj mi chwilę.- Alaba zagrodził mu swoim ciałem przejście.
- Dobra. Słucham.- podrzucił niebieską teczką z dokumentami, którą trzymał w dłoni.
- Postąpiłem jak idiota i tchórz. Nie powinienem wtedy milczeć. Po prostu bałem się, że ja też trafię za kratki. Wiem, byłem egoistom i skończonym dupkiem. Nie masz pojęcia, jak męczyły mnie wyrzuty sumienia. Wstydzę się, że tak postąpiłem, że trzymałem się z Thomasem i Arjenem. Chciałbym, żebyś mi kiedyś wybaczył. Nie mówię, że teraz, zaraz...- westchnął, czekając na reakcję brązowookiego. Nie wiedział, czego się spodziewać.
- Nie należę do pamiętliwych ludzi. I nawet mógłbym ci wybaczyć, ale... Przez to całe zamieszanie Sophie mnie zostawiła. Dużo oboje wycierpieliśmy.- zauważył.
- Gdybym wtedy wiedział, że to wszystko tak się potoczy... Tak mi głupio... Nie zdziwiłbym się jeśli nie chciałbyś w ogóle ze mną gadać. Ale słyszałem, że wróciliście do siebie, prawda?- zapytał. Czuł jak pocą mu się dłonie, miał tak zawsze, gdy się stresował.
- To prawda. Nawet się oświadczyłem i planujemy wziąść ślub. Tylko, że to wcale nie wygląda tak kolorowo. Sophie popadła w anoreksję. To straszne cholerstwo niszczy człowieka fizycznie i psychicznie. Było źle, ale jej organizm ciągle walczy. Kiedy widzę jej cierpienie...-spoważniał- Nie jestem w stanie ci wybaczyć. Mam przy sobie osobę, która jest całym moim światem i widzę strach w jej oczach. Gdyby nie ten cały spisek, nie doszłoby do tego. Będę już leciał.- pożegnał się. David nie wiedział z czym boryka się panna Weidenfeller. Nie znał narzeczonej brązowookiego, ale zrobiło mu się jej żal. Pomyśleć, że gdyby nie milczał tak długo, mogłoby do tego nie dojść...
***
Tymczasem w mieszkaniu Sophie i Mario dawno nie krzątało się tyle osób. Dziewczyna postanowiła zorganizować spóźnioną imprezę urodzinową dla swojego partnera. Tak się stało, że rocznica urodzin Niemca, przypadła w okresie, kiedy spędzał każdy dzień w szpitalu przy ukochanej. Mężczyzna wyszedł dostarczyć papiery do klubu i na trening boksu. Ostatnio wrócił do jednej ze swoich pasji. Rudowłosa modliła się w duchu, aby zajęło mu to jak najwięcej czasu. Chciała dopiąć wszystko na ostatni guzik. Miała wiele do zrobienia, ale pomocników nie brakowało. Felix i Fabian zadeklarowali wybrać odpowiednią muzykę, przez co dochodziło do głośnych sprzeczek. Oczywiście nie obeszło się bez interwencji pana Goetze, który musiał pogodzić braci. Mimo, że nie są już małymi dziećmi to wciąż kłócą się o zwykłe drobiazgi. Typowe rodzeństwo. Marco wraz z ojcem Mario rozstawili w salonie stół i próbowali go ładnie nakryć. W kuchni walczyła zielonooka i jej przyszła teściowa. Starsza zajęła się dokończeniem dań mięsnych, zaś Sophie piekła tort i kroiła warzywa na sałatki. Miejmy nadzieję, że nie spełni się przysłowie: gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść... Na szczęście, kiedy usłyszeli przekręcanie klucza w drzwiach, wszystko było już gotowe.
- Jestem!- oznajmił brunet, zdejmując w korytarzu buty i zostawiając tam torbę- Co tak pa...
- Niespodzianka!- krzyknęli chórkiem, wchodząc w słowo piłkarzowi. Ten był pod niemałym wrażeniem. Nie spodziewał się spotkać akurat dziś rodziny i najlepszego przyjaciela.
- Wszytskiego najlepszego stara dupo!- jako pierwszy życzenia zaczął składać Reus, który stał najbliżej solenizanta.
- Przecież ja już miałem urodziny.- nadal nie dowierzał w to, co widzi.
- I właśnie je świętujemy.- powiedział Fabian.
- Takiej okazji nie można przepuścić.- dorzucił najmłodszy z braci.
- Jak ja się za tobą stęskniłam...- oznajmiła pani Goetze, obejmując Mario. Po wszystkich czułościach zasiedli do stołu zajadając się jeszcze ciepłymi potrawami.
- No przyznam, że pysznie wam to wyszło.- pochwalił najstarszy w towarzystwie, biorąc kolejny kęs zapiekanki.
- A czegoś ty się spodziewał? Jak my z Sophie nie damy rady, to kto?- zaśmiała się małżonka przedmówcy. Atmosfera przy stole była bardzo luźna, rodzinna. Rozmowy toczyły się na wszystkie możliwe tematy, zaczynając na piłce nożnej, a kończąc na płynach do prania. Oczywiście męskie grono nie obeszło się bez Fify. Panie wolały dalej plotkować, w końcu dość długo się nie widziały. Chyba można powiedzieć, że wytworzyła się między nimi specjalna więź. Czas jak zawsze w takich momentach uciekał nieubłagalnie. Mimo wielu zachęceń Mario i Sophie, państwo Goetze nie mieli w planach zostać u nich na noc. Chcieli odwiedzić jeszcze jedną ciotkę, która mieszkała w Bawarii. Kiedy klubowa dziewiętnastka zauważyła, że towarzystwo się powoli zbiera, postanowił ogłosić coś ważnego.
- Dziękuję, że przyjechaliście. Niespodzianka jak najbardziej udana.- uśmiechnął się, ukazując w policzkach urocze dołeczki.
- To wszystko zasługa Sophie, ona nas zaprosiła.- zauważył ojciec solenizanta, wkładając na siebie marynarkę.
- Bez waszej pomocy nic by się nie udało.- wtrąciła rudowłosa. Sportowiec objął ją od tyłu i położył głowę na jej ramieniu. Pani Goetze, aż się rozpromieniła na ten widok. Nawet ślepy dostrzegłby, że jej syn jest szczęśliwy, a to było dla niej najważniejsze.
- Zanim wyjdziecie, chcielibyśmy jeszcze coś ogłosić...- zaczął brunet, trwając w tej samej pozycji co wcześniej. Marco wiedział, co się święci, bo przyjaciel jakiś czas temu dyskutował z nim ma temat oświadczyn.
- Wpadliście?- oczy Fabiana prawie wyszły z orbit. Zakochana para wybuchła gromkim śmiechem, a najstarszy w towarzystwie zmroził syna wzrokiem.
- Spokojnie wujkiem jak na razie nie zostaniesz.- odpowiedziała rozbawiona zielonooka.
- Mówcie już, bo ciekawość nas zżera.- ponagliła zniecierpliwiona kobieta.
- Zaręczyliśmy się.- oznajmił krótko brunet. Wszyscy zaczęli składać im gratulacje. Cieszyli się razem z młodą parą. W końcu rodzina Goetze opuściła mieszkanie, a zaraz po nich Reus.
- Jak to? Nie zostaniesz u nas na noc?- zdziwiła się dziewczyna.
- Mam jedną sprawę do załatwienia. Wpadnę do was jutro.- pożegnał się i tyle go widzieli.
- Ty wiesz o co chodzi, prawda?- uniosła brew.
- Raczej o kogo. Jutro nam wszystko opowie.- stwierdził Niemiec, chwytając narzeczoną za dłoń. Już po chwili bujali się w rytm wolnego utworu wtuleni w siebie.- Dziękuję, ale wiesz, że powinienem się gniewać. Ty nie pozwoliłaś mi świętować twoich urodzin.
- Oj tam. Będą następne. To były inne okoliczności.- zaśmiała się- Szpital...? Złe miejsce na imprezę.
- Ja już o to zadbam, żeby porządnie uczcić twoją dwudziestkę.- obiecał, odchylając głowę, aby spojrzeć w oczy rudowłosej.
- Już się boję.- uniosła kącik ust. On zawsze potrafił wywołać na jej twarzy uśmiech.
- Prawidłowo. Wzięłaś wszystkie leki?- przypomniał. Dziewczyna musiała przyjmować różne pastylki.
- Tak, tato.- zarzuciła ręce na szyję brązowookiego- Pamiętam o takich rzeczach. Dam sobie radę.
- I tak będę ci przypominał...- wyjaśnił, opierając czoło o czoło panny Weidenfeller- Bo się martwię.
- Nie potrzebnie. Jestem już dużą dziewczynką. A dziś jest twój dzień, więc nie mówmy o mnie.- powiedziała, gładząc dłonią policzek partnera.
- To niemożliwe przecież jesteś moją połową.- zauważył.
- Wiesz, co?- zapytała.
- Możesz mnie oświecić.- zaśmiał się, na co kobieta pokręciła tylko głową z rozbawieniem.
- Cieszę się, że zostanę twoją żoną. Już się mnie nie pozbędziesz.- wyszeptała.
- Bardzo podoba mi się taka perspektywa. Nie wyobrażam sobie naszej przyszłości inaczej.- złożył na jej ustach delikatny pocałunek.
- Mam wrażenie, że już nic nie jest w stanie nas rozdzielić.- oznajmiła cicho.
- Wiesz, że mam podobnie?- wyszczerzył się- To dobry znak.- jeszcze bardziej wzmocnił swój uścisk, na potwierdzenie wcześniejszych słów. Czy właśnie tak miał wyglądać ich los? Czy najgorsze za nimi? Wiadomo, że w każdym związku są wzloty i upadki, jednak wystarczy rozejrzeć się wokół siebie, aby dostrzec małżeństwa z długoletnim stażem. Czy Sophie i Mario będą mogli spędzić resztę życia ze sobą w parze? Czy rudowłosa pokona chorobę?
***
Znacie to uczucie, kiedy budzicie się i stwierdzacie, że jesteście zmęczeni? Właśnie tak ostatnimi dniami czuła się Sophie. Lekarz ostrzegł ją, że tabletki, które musi stosować, mogą mieć na nią taki wpływ. Niestety nie ma żadnych zamienników i dziewczyna będzie się jeszcze męczyć z nimi tydzień, aż do wizyty kontrolnej. Ma nadzieję, że doktor uzna, iż nie potrzebuje ich już stosować. Oczywiście zielonooka nie spotkała w łóżku swojego partnera. On należał raczej do rannych ptaszków... Jak widać przeciwieństwa się przyciągają. Leżąc i rozciągając zesztywniałe kości, usłyszała, że Mario z kimś rozmawia. Od razu rozpoznała głos rozmówcy, był to Marco. Wczoraj obiecał, że jeszcze do nich wpadnie. Dziewiętnastolatka przeszła do łazienki, gdzie wzięła w miarę szybki i orzeźwiający prysznic. Odziała się w wygodne ciuchy. Włosy rozczesała i pozostawiła w artystycznym nieładzie. Nie miała ochoty układanie porządnej fryzury.
- Witam państwa.- oznajmiła, wchodząc do kuchni. Przy małym stoliku siedział Goetze wraz z przyjacielem. Zielonooka chwyciła po szklankę z wodą mineralną i dołączyła do mężczyzn.
- Wyspana?- zapytał z troską brunet, gładząc dziewczynę po przedramieniu. Ta łypnęła na niego wymownym spojrzeniem.
- Jak zawsze.- sarknęła, wzdychając- I co, ważna sprawa załatwiona?- skierowała pytanie do blondyna.
- Załatwiona, załatwiona, ale widzę, że u was więcej się działo skoro jesteś taka zmęczona.- wyszczerzył się zawodnik BVB.
- To przez tabletki.- wyjaśniła krótko- A ty jakieś zboczone teorie masz jak zawsze.- pokręciła głową ze zrezygnowaniem.
- Marco jest po prostu niewyżyty.- zaśmiał się brązowooki- Odgrzać ci śniadanie?
- Poproszę.- narzeczona uśmiechnęła się w jego stronę.
- Przyjaciel zawsze stanie po twojej stronie.- wtrącił równie rozbawiony mężczyzna.
- Wybacz.- rzekł z bananem na twarzy- Smacznego.- oznajmił, stawiając przed kobietą talerz z porcją jajecznicy. Zajął wcześniejsze miejsce.
- Dzięki.- pocałowała go w policzek- A wy już jedliście?
- Kochanie, o tej godzinie to ja już jestem po drugim śniadaniu.- oświadczyła klubowa jedynastka, zerkając na swój zegarek.
- To może opowiesz o tej dziewczynie, którą odwiedziłeś?- uniosła brew, przełykając kolejny kęs najważniejszego posiłku wciągu dnia.
- Długo rozmawialiśmy i zasnęliśmy nad ranem. Nie ma o czym gadać.- wzruszył ramionami.
- Znam ją?- panna Weidenfeller prowadziła dalsze śledztwo.
- Czy to ważne?- odpowiedział pytaniem na pytanie, przypatrując się uważnie rudowłosej.
- Skoro to tylko koleżanka, to chyba możesz nam zdradzić tą tajemnicę.- zaśmiała się, przygryzając dolną wargę.
- Wszystko w swoim czasie.- zakończył temat dość tajemniczo.
- Jak chcesz.- kobieta powróciła do konsumowania jajecznicy. Stwierdziła, że nie będzie zawracać sobie głowy tą sprawą. Poczeka, aż Reus sam powie jej coś więcej. Blondyn planował kupić nowy samochód, toteż o tym toczyła się dyskusja przy stole. Panowie mówili o różnych nieznanych Sophie markach samochodów, ich częściach itp. To zdecydowanie nigdy nie była bajka zielonookiej.
- A ty co myślisz?- gość skierował pytanie w stronę pani domu.
- Hym...- odłożyła sztućce na pusty już talerz- Czarny będzie najlepszy.- na to obaj sportowcy wybuchnęli gromkim śmiechem- Może wy zostańcie przy tych samochodach, a ja pójdę pomalować sobie paznokcie.- oznajmiła, chowając naczynia do zmywarki.
- Na czarno?- szczerzył się Marco.
- Nie, na malachitowo.- zaśmiała się. Ona nie zna się na autach, oni na kolorach. Usadowiła się na kanapie w salonie. Włączyła w TV kanał muzyczny i zabrała się za malowanie. Tak na prawdę nie miała ciekawszych zajęć i powoli zaczynało ją to przytłaczać. Kiedy obie dłonie zostały ozdobione i czekały na wyschnięcie, przyszło pożegnać się jej z blondynem. Obiecali sobie, że jeszcze niedługo się zobaczą. Może w Dortmundzie...? W końcu są wakacje.
- Pogadamy?- zapytał brunet, siadając obok dziewiętnastolatki na sofie.
- No pewnie, o co chodzi?- zdziwiła się. Wydawało się jej, że mężczyzna był lekko spięty.
- Wiesz, że jesteś dla mnie najważniejsza?- usiadł po turecku bokiem, by móc widzieć twarz partnerki.
- Ostatnio często mi to powtarzasz.- zauważyła, kiwając głową.
- Pomagam ci, jak najlepiej potrafię. Ale myślę, że powinnać porozmawiać z kimś wykwalifikowanym. Czytałem o tym w internecie i wszyscy polecają takie terapie. Moglibyśmy pójść razem. Wystarczy, że się zgodzisz.- oznajmił, obserwując Niemkę.
- ,,O tym" czyli o anoreksji. Nie bójmy się nazywać rzeczy po imieniu. Nie rozumiem, przecież jest coraz lepiej...- powiedziała szczerze.
- Widzę to, ale nie chciałbym, aby taka sytuacja się kiedykolwiek powtórzyła.- rzekł zatroskany.
- Nie powtórzy. Nie spotkam się z żadnym psychiatrą. Nie jestem wariatką.- spojrzała w jego czekoladowe tęczówki.
- Nie powiedziałem nic takiego. Proszę cię, chociaż jedno spotkanie.- nieodpuszczał. Zerknęła na świeżo ozdobione paznokcie.
- A co to da? Zrozum, ja chcę zapomnieć.- pokręciła głową, odganiając przywoływane przez wyobraźnię wspomnienia.
- Mógłby nam coś doradzić. Zna się na takich przypadkach. Ja nie wiem, czy postępuję dobrze, czy sam nie robię tobie krzywdy.- wyjaśnił.
- Uwierz mi, że jesteś dla mnie najlepszym terapeutą. Nigdzie nie pójdę.- westchnęła, siadając twarzą w twarz ze sportowcem.
- A zrobisz to dla mnie?- zapytał z nadzieją.
- Nie kombinuj, takie podchody nie przejdą. Jak mówię, że nie, to znaczy nie.- złożyła usta w wąską linijkę.
- Dlaczego nie chcesz dać sobie pomóc? Utrudniasz sobie życię.- jeknął. Wiedział, że przegrał.
- Bo jestem uparta po tacie, nie moja wina.- wzruszyła ramionami- Jesteś zły?
- Trochę...- przyznał, wzdychając. Mocno przytulił rudowłosą.
- Przepraszam, taka już jestem. Zobaczysz wszystko będzie dobrze. Naprawdę w to wierzę, chyba pierwszy raz w życiu. Tylko musimy mi znaleźć coś do roboty, bo zanudzę się w tych czterech ścianach.- wyznała.
- Coś wymyślimy. Mam rozumieć, że co do terapi nie zmienisz zdania?- zaprzeczyła głową.
- Nie w tym wcieleniu.- poczuła zapach perfum Niemca. Do tego jego ciepłe ramiona... Mogłabym trwać w tej pozycji godzinami.
****
Nie wiem, co powiedzieć. Zgubiłam gdzieś wenę. Mam nadzieję, że mi wybaczycie to powyżej ;) Długo się wachałam, czy to opublikować. Ale obiecałam, więc jest. Epilog powinien być lepszy ;D Chyba mam pomysł na nowe opowiadanie...^^ Jeszcze się zobaczy. Pozdrawiam :* xo
PS Co do dzisiejszego meczu... Trochę szkoda, ale mam nadzieję, że to dobra wróżba na finał ;) Z Monachium też przegraliśmy w Bundeslidze, a później... ;D
sobota, 16 maja 2015
sobota, 2 maja 2015
ROZDZIAŁ 30-,, Ta, mógłbyś pracować jako klaun."
I wreszcie nadszedł dzień, wypisu Sophie ze szpitala. Rudowłosa czekała na niego aż pięć długich tygodni. W tym czasie udało się jej przybrać trochę na wadzę, a żebra zdążyły się już zrosnąć. Kostka również wraca do normy, jednak dziewczyna porusza się jeszcze za pomocą kul inwalidzkich. Ale to wciąż początek walki z anoreksją. Chwilowo wszystko idzie w dobrym kierunku. Panna Weidenfeller ma ogromne wsparcie w rodzinie, jak i w swoim chłopaku. Właśnie weszli razem do starego mieszkania zielonookiej. Wspólnie postanowili, że lepiej będzie, kiedy przeprowadzi się ona do Niemca.
- Gdzie się podziała moja kondycja?- jęknęła, opadając na kanapę.
- Zaraz pozbędziesz się tych kul. Nie zdążycie się nawet zaprzyjaźnić.- zaśmiał się- Dobra, to co mam pakować?-zapytał, rozkładając na podłodzę dużą torbę. Rudowłosa wskazała mu szuflady z ciuchami, które chciała ze sobą zabrać.
- A to nie jest czasem moje?- zdziwił się, zauważywszy bardzo podobny T-shirt do swojego. Nawet w tym samym rozmiarze.
- Możesz sobie wziąść z powrotem, bo już nie pachnie tobą.- wyszczerzyła się, na co rozbawiony sportowiec pokręcił tylko głową. Zapakowali wszystkie ciuchy, książki, płyty i inne przydatne rzeczy, kiedy spotkali na swojej drodzę pierwszą przeszkodę. Mianowicie był to rowerek stacjonarny i podobne sprzęty, na których katowała się zielonooka.
- Myślę, że to zdecydowanie trzeba wyrzucić. Razem z tymi tabelkami, dietami... To już się nikomu nie przyda.- zaczął wrzucać lżejsze rzeczy do worka na śmieci. Sophie poczuła się okropnie, jakby ktoś wtargnął na jej własne terytorium i niszczył wszystko wokół. Podniosła się na kulach.
- Zaczekaj, szkoda to przecież wrzucać do śmieci.- powiedziała mało pewnym siebie głosem. Jednak Mario pozostał nieugięty.
- Tam jest ich miejsce. Rower wyniosę na końcu, za ciężarki wezmę się od razu...- zaczął głośno planować, nie dając rudowłosej dojść do głosu. Zebrało się w niej tyle złości, że nie wytrzymała. Strąciła z szafy doniczkę, która potłukła się na drobne kawałeczki. Huk zwrócił uwagę piłkrza. Nastała krępująca cisza. Do oczu Niemki napłynęły łzy, a ta szybko wyszła na balkon. Tam usiadła na posadcę, zwieszając nogi między szprychami. Oparła czoło o chłodną balustradę, a po jej policzkach popłynęły gorzkie łzy. Co w nią wstąpiło? Było jej tak głupio... Do tego znowu płacze, jak mała dziewczynka, która zgubiła misia. Przecież kiedyś taka nie była... Po dłuższej chwili Mario zajął obok niej miejscę. Oparł się o balustradę, wpatrując w zapłakaną kobietę.
- Przepraszam.- szepnęła- Chyba po prostu chciałam zwrócić na ciebie swoją uwagę... Sama nie wiem, co się ze mną dzieję. Zmieniłam się...
- Powinieniem wysłuchać cię do końca. Nie jestem bez winy.- rzekł, głaszcząc ją po ramieniu.
- Mario, czy ty wiesz, czego się podejmujesz? Ja już nie jestem tą samą córką Weidenfellera. Jestem jednym wielkim problemem.- zauważyła, zerkając na chłopaka.
- Moje wielkie serducho bije tylko dla ciebie. Pokonamy wszystkie przeszkody razem.- przybliżył się do niej- Możemy zgłosić się do terapeuty. Pomoże nam z twoją chorobą.
- Nie chcę z nikim o tym rozmawiać, to jest za trudne. Mogę raz wyrzucić to z siebie, ok? A potem chcę o tym zapomnieć.- wzięła głębszy oddech.
- Jeśli chcesz to, słucham.- uśmiechnął się zachęcająco.
- Kiedy się rozstaliśmy to... Wpadłam w strasznego doła. Stwierdziłam, że to wszystko moja wina, że byłam niewystarczająca, skoro tak bardzo spodobała ci się inna. Wtedy spojrzałam w lustro i... Ujrzałam grubą, brzydką dziewczynę. Zmiana fryzury w niczym nie pomogła. Znienawidziłam swoje ciało, znienawidziłam siebie. Chciałam być szczuplejsza. Stosowałam różne diety, ćwiczyłam i nic. W tym lustrze stała ciągle ta okropna dziewczyna tylko coraz bardziej załamana. Przez głodówki przestałam się wysypiać. Stałam się taka inna. Ciągle miałam ochotę płakać, jakby to miało w czymś pomóc... Nie zauważyłam, że przerodziło się to w obsesję. Nadal trudno mi w to uwierzyć. I nie chcę być piątym kołem u wozu dla nikogo, zwłaszcza dla ciebie.- zakończyła. Strumienie łez wciąż moczyły jej chude policzki.
- To straszne, że musiałaś to wszystko przejść. I gdzie ja wtedy byłem?- nie mógł sobie wybaczyć, że to wszystko stało się z jego winy- Chciałbym chociaż trochę tego cierpienia wziąść na siebie, żeby ci ulżyć. I nie powinnaś tak myśleć. Jesteś dla mnie najważniejsza słyszysz? Za każdym razem, kiedy widzę twoje łzy, serce mi się kraja. Chciałbym powiedzieć, że nikt już nigdy cię nie skrzywdzi, bo będę ciebie chronił. Ale nie wiem, czy potrafię cię ochronić przed samym sobą.- powiedział głośno, co myślał. Sophie wysunęła się z pomiędzy prętów, po czym wtuliła w bruneta. Tak jak robiła to dawniej.
- Nie zobaczysz już żadnej łzy, obiecuję.- otarła mokre policzki, a na jej twarz wdarł się krzywy grymas uśmiechu. Chciałaby pozostać w tych ramionach już na zawsze.
- Kocham cię, kocham, kocham.- powtarzał, patrząc w jej zielone tęczówki, podczas gdy czubki ich nosów się stykały- Będę ci to powtarzał codziennie rano, wieczorem, przy obiedzie... I nie zniszczy tego nawet rutyna.
- Mam wrażenie, że nie jesteś prawdziwy. Zaraz się obudzę, albo ty znikniesz jak bańka mydlana.- rzekła tonąc w czułym spojrzeniu sportowca.
- Ale wtedy nie zrobiłbym tak.- musnął jej wargi subtelnie, jednak po chwili pocałunki zamieniały się w coraz namiętniejsze.
- Hans, czy ty to widziałeś? Do czego to dochodzi, że młodzi obmacują się już na balkonach...- była to sąsiadka rudowłosej, Stella. Staruszka interesowała się życiem prywatnym każdego lokatora kamienicy i mieszkała zaraz nad panną Weidenfeller. Gdy Goetze usłyszał wypowiedź kobiety, wybuchł gromkim śmiechem.
- Dzień dobry pani Stello. Stęskniła się pani za mną?- zapytała zielonooka, wciąż trzymana w uścisku swojego partnera. Między sąsiadkami często dochodziło do sprzeczek.
- Dziecko, dawno tak dobrze mi się nie mieszkało.- machnęła ręką- Prawda Hans?- osiemnastolatka nigdy nie słyszała, ani nie widziała męża pani Stelli. Może dawno umarł? Albo nigdy nie istniał? W jej wyobraźni pan Hans był mężczynzą z lekką nadwagą. Siedzącym cały dzień przed telewizorem z piwskiem w ręku.
- Wyprowadzam się, więc będzie pani miała spokój.- wyszczerzyła się Niemka. Stella tak się ucieszyła, że o mało co, nie wypadła ze swojego balkoniku.
- Co za wspaniała wiadomość! Hans, słyszałeś? Będziemy mogli spokojnie się zdrzemnąć w ciągu dnia.- klasnęła z radości- Jeśli zamieszka z tym młodzieńcem... To jednak szkoda mi chłopaka, a nawet taki przystojny...- mówiła, wchodząc już do środka swojego mieszkania.
- Przypadłeś do gustu pani Stelli...- poruszyła brwiami- Chyba muszę zacząć być zazdrosna...
- Mówisz, że mam branie?- droczył się, udając że, poprawia kołnierzyk przy koszuli.
- Uważaj na słowa, bo zaraz mogę cię zdzielić tą kulą. Przyda sie na coś.- zachichotała.
- Ty zła kobieto, co zrobiłaś biednej pani Stelli, że cię tak nie lubi?- dopytywał, pomagając dziewczynie wstać z posadzki.
- Wydaje mi się, że nie przepada za rockiem alternatywnym.- zaśmiała się, podpierając się już na kulach inwalidzkich.
** jakiś czas później**
Wszystko udało się według planu. Sophie zamieszkała z Mario, który upiekuje się nią dwadzieścia cztery godziny na dobę. Czasem strasznie denerwuje ją to, że bywa nadopiekuńczy, ale nie potrafi dłużej się na niego gniewać. Starsza pani Weidenfeller przygotowała masę słoików z różnymi potrawami, które wystarczy tylko podgrzać i obiad gotowy. W każdą niedzielę zaprasza młodzież na wspólny posiłek. Nie jest to łatwe dla Sophie, ale nie poddaje się. Walczy, bo ma dla kogo. Regularnie stawia się na badania w szpitalu. Jej stan się poprawia, jednak nadal przez niedowagę, musi ograniczać aktywność fizyczną. Zaraz po regularnych posiłkach to, przeszkadza jej najbardziej. Są lepsze i gorsze dni. Ten należał do tych drugich, chociaż... Może oceńcie sami.
Mario właśnie skończył oglądać popołudniowe wydarzenia. Zauważył, że rudowłosa położyła się w ich sypialni. Chciał sprawdzić, czy przypadkiem nie usnęła. Gdy oparł się o futrynę drzwi, dostrzegł, że kobieta ma otwarte oczy. Okryła się kocem, ostatnio ciągle było jej zimno. Zauważył, że coś nie gra.
- Co jest?- zapytał, wpatrując się w dziewczynę. Ta tylko westchnęła.- Źle się czujesz?- dopytywał, siadając na łóżku obok zielonookiej.
- Strasznie... Mam doła. Nie chcę cię znowu męczyć swoim zrzędzeniem.- odwróciła się plecami do Niemca.
- Przecież wiesz, że zawsze chętnie cię wysłucham. Między innymi taka jest rola drugiej półowki. Jeśli nie chcesz, to rozumiem. Jednak myślę, że lepiej się komuś wyżalić, niż tłumić to w sobie.- powiedział, kładąc się przy zielonookiej. Ona widocznie zmieniła zdanie i z powrotem leżała przodem do Goetze. Wtyliła się w tors piłkarza, od razu poczuła ciepło bijące od niego. Delikatny uśmiech wkradł się na jej twarz, ale tylko na chwilę. Zapanowała cisza, a mężczyzna delektował się zapachem włosów partnerki.
- Chyba masz niestety rację... Znowu.- zaznaczyła, udając podirytowaną.
- Sam nie wiedziałem, że taki mądry jestem.- wyznał, po czym oboje wybuchnęli śmiechem- Lubię cię rozśmieszać, nawet dobrze mi to wychodzi.
- Ta, mógłbyś pracować jako klaun. Wiesz, jak zakończysz swoją karierę...- uniosła brwi, na co Goetze zaczął ją gilać.
- I ten uśmiech kocham.- wyszczerzył się, kiedy przestał łaskotać rudowłosą.
- Mario, nie nudzisz się tu ze mną? Nie masz ochoty stąd uciec? Wytrzymujesz te moje wszystkie humorki, pilnujesz posiłków, czy się nie przemęczam bla, bla bla. Nie masz czasu dla siebie. Nie wróciłeś na boisko...- zerknęła na niego z dołu, wciąż trzymając głowę na klatce piersiowej brązowookiego.
- A to tutaj cię boli...- pokiwał głową.
- Nie. Może. Nie wiem?- jęknęła, na co ten się zaśmiał.
- Kochanie uwierz mi, że parę miesięcy temu oddałbym wszystko, żeby móc być przy tobie.- przerwał, aby pocałować córkę bramkarza BVB w czoło- Swój wolny czas i tak spędzałbym z tobą i właśnie odpoczywam. Sezon się skończył, wrócę do trenigów po wakacjach jak reszta zespołu.
- Na prawdę nie jestem jak kamień u nogi? Bo tak się czuję dla ciebie, dla babci i dziadka, dla ojca...- splotła ich dłonie.
- Jestem tu dobrowolnie. Nikt nie trzyma mnie tutaj na siłę.- dalej tłumaczył- To normalne, że się o ciebie martwią. Myślę, że twoja babcia na pewno nie była by szczęśliwa, gdyby się dowiedziała, co za głupoty na jej temat opowiadasz...
- Przecież jej o tym nie powiem. I ty też.- zauważyła.
- No nie wiem, nie wiem...- udawał, że się zastanawia.
- No Mario!- jęknęła.
- Nie będziesz już tak o nas myślała?- w jego policzkach pokazały się urocze dołeczki.
- Postaram się.- przyrzekła.
- Więc co planujesz robić przez resztę dnia?- zapytał, nadal obejmując dziewczynę.
- Leżeć, patrzeć w sufit, dalej marudzić...- wypuściła głośno powietrzę.
- Nie są to zbyt ambitne plany... Widzę, że trzeba poprawić ci humor. Na szczęście masz przy sobie odpowiednią osobę, na odpowiednim miejscu.- rzekł, uparcie nad czymś myśląc.
- Czyli klaun Mario, do usług.- zaśmiała się.
- Udam, że nie słyszałem.- prychnął- Może przejdziemy się na lody?
- Na lody?- zdziwiła się. Czy to dobry pomysł...
- A dlaczego nie? Trzeba korzystać, zaraz zrobi sie zimno i skończy się sezon. A więc...?- czekał na odpowiedź?.
- W sumie... Ale jak ja wyglądam... Nie chcę mi się układać włosów i malować...- zauważyła.
- I tak wyglądasz pięknie. Jeśli chcesz to znam na to prosty i szybki sposób.- wyszczerzył się. Pożyczył Sophie full cap i okulary przeciwsłoneczne. Sam założył to samo. Był zadowolony, że jego plan wyciągnięcia zielonookiej na świeże powietrze, się powiódł. Na miejscu zjedli porcję orzeźwiających, miętowych lodów. Świetnie czuli się w swoim towarzystwie. Panna Weidenfeller rozchmurzyła się, na chwilę zapominając o kaloriach i chorobie. Dużo rozmawiali, wspominali. Wyszli z lokalu jako ostatni klienci. Wieczór był w miarę ciepły, a rudowłosa ubrana ,, na cebulkę", więc postanowili przejść się jeszcze na spacer do ich ulubionego parku. Brunet wziął partnerkę na barana. Nie sprawiało mu to żadnego kłopotu, a dziewczyna nie nadwyrężała się za bardzo. Kiedy dotarli do celu, zielonooka stanęła na własnych nogach. Razem spacerowali wyznaczoną do tego ścieżką. Szli w ciszy, bo słowa nie były im potrzebne. Nagle pojawił się przed nimi pewien młody mężczyzna. Szedł on zapatrzony w komórkę w drugiej ręce, trzymając bukiet róż. Co robił tu o tej porze? Nie wiadomo, ale najdziwniejsze było to, że gdy mijał się z parą, zostawił kwiaty w ręce Goetze. Sam poszedł dalej niewzruszony, jakby do nieczego nie doszło.
- Co to było?- zdziwiła się.
- Nic takiego.- machnął ręką- Nie mam pojęcia, jak to ubrać w słowa. Kocham cię. Bardzo cię kocham. Myślę, że to co przeżyliśmy tylko wzmocniło nasze uczucia do siebie. Nie wyobrażam sobie życia z inną kobietą przy boku. Po prostu stałaś się moją lepszą półówką, nie da się funkcjonować bez ciebie. Sophie Weidenfeller, czy zechciałabyś zostać moją żoną?- to co właśnie usłyszała, kompletnie ją zaskoczyło. Na prawdę się nie spodziewała. Mario właśnie klękał przed nią z bukietem jej ulubionych kwiatów i pudełeczkiem z pierścionkiem.
- Oczywiście, że tak.- wyszeptała. Brunet wręczył jej bukiet, wsunał pierścionek na odpowiedni palec, po czym przytulił do siebie rudowłosą, okręcając się z nią wokoło.
- Jestem najszczęśliwszym facetem na całym świecie!- krzyknął uradowany.
- Kiedy ty to wszystko zaplanowałeś? Przecież to było takie spontaniczne wyjście...- niedowierzała w to, co wydarzyło się przed chwilą.
- Myślałem o tym już jakiś czas wcześniej. Do kuriera zadzwoniłem, kiedy wyszłaś do toalety w lodziarni.- wyjawił, odstawiając kobietę na ścieżkę, ale nie puszczając.
- Nieźle to wykombinowałeś.- zaśmiała się- To teraz będę mogła mówić o tobie ,,mój narzeczony"?- nie posiadała się z radości. Jeszcze kilka godzin temu leżała w łóżku i rozmyślała nad sensem swojego życia, a przecież on stoi właśnie przed nią.
- Oczywiście. ,,Chłopak" idzie w odstawkę.- złączyli swoje usta w długim pocałunku pełnym uczucia. Takiego zakończenia dnia chyba nawet Mario się nie spodziewał. No i właśnie czy był on tym z grupy ,,gorszych"? Dla tej pary małżeństwo jest potwierdzeniem ich wzajemnej miłości, a nie czymś przymusowym.
***
Widzę,że zżyłyście się z opowiadaniem jak ja... Niestety czeka nas jeszcze jeden rozdział+ epilog. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Taki miałam ,,plan" na tego bloga i nie chcę robić z niego tzw. Mody na sukces. Czekam na wasze opinie i gorąco pozdrawiam.
- Gdzie się podziała moja kondycja?- jęknęła, opadając na kanapę.
- Zaraz pozbędziesz się tych kul. Nie zdążycie się nawet zaprzyjaźnić.- zaśmiał się- Dobra, to co mam pakować?-zapytał, rozkładając na podłodzę dużą torbę. Rudowłosa wskazała mu szuflady z ciuchami, które chciała ze sobą zabrać.
- A to nie jest czasem moje?- zdziwił się, zauważywszy bardzo podobny T-shirt do swojego. Nawet w tym samym rozmiarze.
- Możesz sobie wziąść z powrotem, bo już nie pachnie tobą.- wyszczerzyła się, na co rozbawiony sportowiec pokręcił tylko głową. Zapakowali wszystkie ciuchy, książki, płyty i inne przydatne rzeczy, kiedy spotkali na swojej drodzę pierwszą przeszkodę. Mianowicie był to rowerek stacjonarny i podobne sprzęty, na których katowała się zielonooka.
- Myślę, że to zdecydowanie trzeba wyrzucić. Razem z tymi tabelkami, dietami... To już się nikomu nie przyda.- zaczął wrzucać lżejsze rzeczy do worka na śmieci. Sophie poczuła się okropnie, jakby ktoś wtargnął na jej własne terytorium i niszczył wszystko wokół. Podniosła się na kulach.
- Zaczekaj, szkoda to przecież wrzucać do śmieci.- powiedziała mało pewnym siebie głosem. Jednak Mario pozostał nieugięty.
- Tam jest ich miejsce. Rower wyniosę na końcu, za ciężarki wezmę się od razu...- zaczął głośno planować, nie dając rudowłosej dojść do głosu. Zebrało się w niej tyle złości, że nie wytrzymała. Strąciła z szafy doniczkę, która potłukła się na drobne kawałeczki. Huk zwrócił uwagę piłkrza. Nastała krępująca cisza. Do oczu Niemki napłynęły łzy, a ta szybko wyszła na balkon. Tam usiadła na posadcę, zwieszając nogi między szprychami. Oparła czoło o chłodną balustradę, a po jej policzkach popłynęły gorzkie łzy. Co w nią wstąpiło? Było jej tak głupio... Do tego znowu płacze, jak mała dziewczynka, która zgubiła misia. Przecież kiedyś taka nie była... Po dłuższej chwili Mario zajął obok niej miejscę. Oparł się o balustradę, wpatrując w zapłakaną kobietę.
- Przepraszam.- szepnęła- Chyba po prostu chciałam zwrócić na ciebie swoją uwagę... Sama nie wiem, co się ze mną dzieję. Zmieniłam się...
- Powinieniem wysłuchać cię do końca. Nie jestem bez winy.- rzekł, głaszcząc ją po ramieniu.
- Mario, czy ty wiesz, czego się podejmujesz? Ja już nie jestem tą samą córką Weidenfellera. Jestem jednym wielkim problemem.- zauważyła, zerkając na chłopaka.
- Moje wielkie serducho bije tylko dla ciebie. Pokonamy wszystkie przeszkody razem.- przybliżył się do niej- Możemy zgłosić się do terapeuty. Pomoże nam z twoją chorobą.
- Nie chcę z nikim o tym rozmawiać, to jest za trudne. Mogę raz wyrzucić to z siebie, ok? A potem chcę o tym zapomnieć.- wzięła głębszy oddech.
- Jeśli chcesz to, słucham.- uśmiechnął się zachęcająco.
- Kiedy się rozstaliśmy to... Wpadłam w strasznego doła. Stwierdziłam, że to wszystko moja wina, że byłam niewystarczająca, skoro tak bardzo spodobała ci się inna. Wtedy spojrzałam w lustro i... Ujrzałam grubą, brzydką dziewczynę. Zmiana fryzury w niczym nie pomogła. Znienawidziłam swoje ciało, znienawidziłam siebie. Chciałam być szczuplejsza. Stosowałam różne diety, ćwiczyłam i nic. W tym lustrze stała ciągle ta okropna dziewczyna tylko coraz bardziej załamana. Przez głodówki przestałam się wysypiać. Stałam się taka inna. Ciągle miałam ochotę płakać, jakby to miało w czymś pomóc... Nie zauważyłam, że przerodziło się to w obsesję. Nadal trudno mi w to uwierzyć. I nie chcę być piątym kołem u wozu dla nikogo, zwłaszcza dla ciebie.- zakończyła. Strumienie łez wciąż moczyły jej chude policzki.
- To straszne, że musiałaś to wszystko przejść. I gdzie ja wtedy byłem?- nie mógł sobie wybaczyć, że to wszystko stało się z jego winy- Chciałbym chociaż trochę tego cierpienia wziąść na siebie, żeby ci ulżyć. I nie powinnaś tak myśleć. Jesteś dla mnie najważniejsza słyszysz? Za każdym razem, kiedy widzę twoje łzy, serce mi się kraja. Chciałbym powiedzieć, że nikt już nigdy cię nie skrzywdzi, bo będę ciebie chronił. Ale nie wiem, czy potrafię cię ochronić przed samym sobą.- powiedział głośno, co myślał. Sophie wysunęła się z pomiędzy prętów, po czym wtuliła w bruneta. Tak jak robiła to dawniej.
- Nie zobaczysz już żadnej łzy, obiecuję.- otarła mokre policzki, a na jej twarz wdarł się krzywy grymas uśmiechu. Chciałaby pozostać w tych ramionach już na zawsze.
- Kocham cię, kocham, kocham.- powtarzał, patrząc w jej zielone tęczówki, podczas gdy czubki ich nosów się stykały- Będę ci to powtarzał codziennie rano, wieczorem, przy obiedzie... I nie zniszczy tego nawet rutyna.
- Mam wrażenie, że nie jesteś prawdziwy. Zaraz się obudzę, albo ty znikniesz jak bańka mydlana.- rzekła tonąc w czułym spojrzeniu sportowca.
- Ale wtedy nie zrobiłbym tak.- musnął jej wargi subtelnie, jednak po chwili pocałunki zamieniały się w coraz namiętniejsze.
- Hans, czy ty to widziałeś? Do czego to dochodzi, że młodzi obmacują się już na balkonach...- była to sąsiadka rudowłosej, Stella. Staruszka interesowała się życiem prywatnym każdego lokatora kamienicy i mieszkała zaraz nad panną Weidenfeller. Gdy Goetze usłyszał wypowiedź kobiety, wybuchł gromkim śmiechem.
- Dzień dobry pani Stello. Stęskniła się pani za mną?- zapytała zielonooka, wciąż trzymana w uścisku swojego partnera. Między sąsiadkami często dochodziło do sprzeczek.
- Dziecko, dawno tak dobrze mi się nie mieszkało.- machnęła ręką- Prawda Hans?- osiemnastolatka nigdy nie słyszała, ani nie widziała męża pani Stelli. Może dawno umarł? Albo nigdy nie istniał? W jej wyobraźni pan Hans był mężczynzą z lekką nadwagą. Siedzącym cały dzień przed telewizorem z piwskiem w ręku.
- Wyprowadzam się, więc będzie pani miała spokój.- wyszczerzyła się Niemka. Stella tak się ucieszyła, że o mało co, nie wypadła ze swojego balkoniku.
- Co za wspaniała wiadomość! Hans, słyszałeś? Będziemy mogli spokojnie się zdrzemnąć w ciągu dnia.- klasnęła z radości- Jeśli zamieszka z tym młodzieńcem... To jednak szkoda mi chłopaka, a nawet taki przystojny...- mówiła, wchodząc już do środka swojego mieszkania.
- Przypadłeś do gustu pani Stelli...- poruszyła brwiami- Chyba muszę zacząć być zazdrosna...
- Mówisz, że mam branie?- droczył się, udając że, poprawia kołnierzyk przy koszuli.
- Uważaj na słowa, bo zaraz mogę cię zdzielić tą kulą. Przyda sie na coś.- zachichotała.
- Ty zła kobieto, co zrobiłaś biednej pani Stelli, że cię tak nie lubi?- dopytywał, pomagając dziewczynie wstać z posadzki.
- Wydaje mi się, że nie przepada za rockiem alternatywnym.- zaśmiała się, podpierając się już na kulach inwalidzkich.
** jakiś czas później**
Wszystko udało się według planu. Sophie zamieszkała z Mario, który upiekuje się nią dwadzieścia cztery godziny na dobę. Czasem strasznie denerwuje ją to, że bywa nadopiekuńczy, ale nie potrafi dłużej się na niego gniewać. Starsza pani Weidenfeller przygotowała masę słoików z różnymi potrawami, które wystarczy tylko podgrzać i obiad gotowy. W każdą niedzielę zaprasza młodzież na wspólny posiłek. Nie jest to łatwe dla Sophie, ale nie poddaje się. Walczy, bo ma dla kogo. Regularnie stawia się na badania w szpitalu. Jej stan się poprawia, jednak nadal przez niedowagę, musi ograniczać aktywność fizyczną. Zaraz po regularnych posiłkach to, przeszkadza jej najbardziej. Są lepsze i gorsze dni. Ten należał do tych drugich, chociaż... Może oceńcie sami.
Mario właśnie skończył oglądać popołudniowe wydarzenia. Zauważył, że rudowłosa położyła się w ich sypialni. Chciał sprawdzić, czy przypadkiem nie usnęła. Gdy oparł się o futrynę drzwi, dostrzegł, że kobieta ma otwarte oczy. Okryła się kocem, ostatnio ciągle było jej zimno. Zauważył, że coś nie gra.
- Co jest?- zapytał, wpatrując się w dziewczynę. Ta tylko westchnęła.- Źle się czujesz?- dopytywał, siadając na łóżku obok zielonookiej.
- Strasznie... Mam doła. Nie chcę cię znowu męczyć swoim zrzędzeniem.- odwróciła się plecami do Niemca.
- Przecież wiesz, że zawsze chętnie cię wysłucham. Między innymi taka jest rola drugiej półowki. Jeśli nie chcesz, to rozumiem. Jednak myślę, że lepiej się komuś wyżalić, niż tłumić to w sobie.- powiedział, kładąc się przy zielonookiej. Ona widocznie zmieniła zdanie i z powrotem leżała przodem do Goetze. Wtyliła się w tors piłkarza, od razu poczuła ciepło bijące od niego. Delikatny uśmiech wkradł się na jej twarz, ale tylko na chwilę. Zapanowała cisza, a mężczyzna delektował się zapachem włosów partnerki.
- Chyba masz niestety rację... Znowu.- zaznaczyła, udając podirytowaną.
- Sam nie wiedziałem, że taki mądry jestem.- wyznał, po czym oboje wybuchnęli śmiechem- Lubię cię rozśmieszać, nawet dobrze mi to wychodzi.
- Ta, mógłbyś pracować jako klaun. Wiesz, jak zakończysz swoją karierę...- uniosła brwi, na co Goetze zaczął ją gilać.
- I ten uśmiech kocham.- wyszczerzył się, kiedy przestał łaskotać rudowłosą.
- Mario, nie nudzisz się tu ze mną? Nie masz ochoty stąd uciec? Wytrzymujesz te moje wszystkie humorki, pilnujesz posiłków, czy się nie przemęczam bla, bla bla. Nie masz czasu dla siebie. Nie wróciłeś na boisko...- zerknęła na niego z dołu, wciąż trzymając głowę na klatce piersiowej brązowookiego.
- A to tutaj cię boli...- pokiwał głową.
- Nie. Może. Nie wiem?- jęknęła, na co ten się zaśmiał.
- Kochanie uwierz mi, że parę miesięcy temu oddałbym wszystko, żeby móc być przy tobie.- przerwał, aby pocałować córkę bramkarza BVB w czoło- Swój wolny czas i tak spędzałbym z tobą i właśnie odpoczywam. Sezon się skończył, wrócę do trenigów po wakacjach jak reszta zespołu.
- Na prawdę nie jestem jak kamień u nogi? Bo tak się czuję dla ciebie, dla babci i dziadka, dla ojca...- splotła ich dłonie.
- Jestem tu dobrowolnie. Nikt nie trzyma mnie tutaj na siłę.- dalej tłumaczył- To normalne, że się o ciebie martwią. Myślę, że twoja babcia na pewno nie była by szczęśliwa, gdyby się dowiedziała, co za głupoty na jej temat opowiadasz...
- Przecież jej o tym nie powiem. I ty też.- zauważyła.
- No nie wiem, nie wiem...- udawał, że się zastanawia.
- No Mario!- jęknęła.
- Nie będziesz już tak o nas myślała?- w jego policzkach pokazały się urocze dołeczki.
- Postaram się.- przyrzekła.
- Więc co planujesz robić przez resztę dnia?- zapytał, nadal obejmując dziewczynę.
- Leżeć, patrzeć w sufit, dalej marudzić...- wypuściła głośno powietrzę.
- Nie są to zbyt ambitne plany... Widzę, że trzeba poprawić ci humor. Na szczęście masz przy sobie odpowiednią osobę, na odpowiednim miejscu.- rzekł, uparcie nad czymś myśląc.
- Czyli klaun Mario, do usług.- zaśmiała się.
- Udam, że nie słyszałem.- prychnął- Może przejdziemy się na lody?
- Na lody?- zdziwiła się. Czy to dobry pomysł...
- A dlaczego nie? Trzeba korzystać, zaraz zrobi sie zimno i skończy się sezon. A więc...?- czekał na odpowiedź?.
- W sumie... Ale jak ja wyglądam... Nie chcę mi się układać włosów i malować...- zauważyła.
- I tak wyglądasz pięknie. Jeśli chcesz to znam na to prosty i szybki sposób.- wyszczerzył się. Pożyczył Sophie full cap i okulary przeciwsłoneczne. Sam założył to samo. Był zadowolony, że jego plan wyciągnięcia zielonookiej na świeże powietrze, się powiódł. Na miejscu zjedli porcję orzeźwiających, miętowych lodów. Świetnie czuli się w swoim towarzystwie. Panna Weidenfeller rozchmurzyła się, na chwilę zapominając o kaloriach i chorobie. Dużo rozmawiali, wspominali. Wyszli z lokalu jako ostatni klienci. Wieczór był w miarę ciepły, a rudowłosa ubrana ,, na cebulkę", więc postanowili przejść się jeszcze na spacer do ich ulubionego parku. Brunet wziął partnerkę na barana. Nie sprawiało mu to żadnego kłopotu, a dziewczyna nie nadwyrężała się za bardzo. Kiedy dotarli do celu, zielonooka stanęła na własnych nogach. Razem spacerowali wyznaczoną do tego ścieżką. Szli w ciszy, bo słowa nie były im potrzebne. Nagle pojawił się przed nimi pewien młody mężczyzna. Szedł on zapatrzony w komórkę w drugiej ręce, trzymając bukiet róż. Co robił tu o tej porze? Nie wiadomo, ale najdziwniejsze było to, że gdy mijał się z parą, zostawił kwiaty w ręce Goetze. Sam poszedł dalej niewzruszony, jakby do nieczego nie doszło.
- Co to było?- zdziwiła się.
- Nic takiego.- machnął ręką- Nie mam pojęcia, jak to ubrać w słowa. Kocham cię. Bardzo cię kocham. Myślę, że to co przeżyliśmy tylko wzmocniło nasze uczucia do siebie. Nie wyobrażam sobie życia z inną kobietą przy boku. Po prostu stałaś się moją lepszą półówką, nie da się funkcjonować bez ciebie. Sophie Weidenfeller, czy zechciałabyś zostać moją żoną?- to co właśnie usłyszała, kompletnie ją zaskoczyło. Na prawdę się nie spodziewała. Mario właśnie klękał przed nią z bukietem jej ulubionych kwiatów i pudełeczkiem z pierścionkiem.
- Oczywiście, że tak.- wyszeptała. Brunet wręczył jej bukiet, wsunał pierścionek na odpowiedni palec, po czym przytulił do siebie rudowłosą, okręcając się z nią wokoło.
- Jestem najszczęśliwszym facetem na całym świecie!- krzyknął uradowany.
- Kiedy ty to wszystko zaplanowałeś? Przecież to było takie spontaniczne wyjście...- niedowierzała w to, co wydarzyło się przed chwilą.
- Myślałem o tym już jakiś czas wcześniej. Do kuriera zadzwoniłem, kiedy wyszłaś do toalety w lodziarni.- wyjawił, odstawiając kobietę na ścieżkę, ale nie puszczając.
- Nieźle to wykombinowałeś.- zaśmiała się- To teraz będę mogła mówić o tobie ,,mój narzeczony"?- nie posiadała się z radości. Jeszcze kilka godzin temu leżała w łóżku i rozmyślała nad sensem swojego życia, a przecież on stoi właśnie przed nią.
- Oczywiście. ,,Chłopak" idzie w odstawkę.- złączyli swoje usta w długim pocałunku pełnym uczucia. Takiego zakończenia dnia chyba nawet Mario się nie spodziewał. No i właśnie czy był on tym z grupy ,,gorszych"? Dla tej pary małżeństwo jest potwierdzeniem ich wzajemnej miłości, a nie czymś przymusowym.
***
Widzę,że zżyłyście się z opowiadaniem jak ja... Niestety czeka nas jeszcze jeden rozdział+ epilog. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Taki miałam ,,plan" na tego bloga i nie chcę robić z niego tzw. Mody na sukces. Czekam na wasze opinie i gorąco pozdrawiam.
piątek, 24 kwietnia 2015
ROZDZIAŁ 29-,, Mario, jesteś niewinny!"
STYCZEŃ
Sophie udało się znaleźć wymówkę, aby nie odwiedzić Weidenfellerów w Dortmundzie. Sumiennie się uczy i pracuje w salonie z odzieżą. Stara się zaplanować każdą chwilę, żeby nie mieć czasu na rozmyślanie o Mario...
LUTY
Dziewczyna wciąż izoluje się od rodziny i znajomych. Codziennie ćwiczy, chcąc zrzucić według niej zbędne kilogramy...
MARZEC
Ten miesiąc spędza głównie nad książkami, przygotowując się do kolokwium. Nie widzi porządanych efektów po katowaniu się treningami. Zaczyna czuć wstręt do jedzenia, głodzi się...
KWIECIEŃ
Zaliczyła kolowium. Odporność Sophie słabnie i rudowłosa wraz z nadejściem wiosny łapie wszystkie choróbstwa...
To już kolejny czwarty maj, który spędza podobnie. Tego dnia jej matka obchodziłaby swoje urodziny. Świętowałaby okrągłe czterdzieści lat. Z tej okazji Sophie, Roman i jego rodzice zebrali się nad grobem kobiety. Było bardzo wietrznie, więc Lisa postanowiła pozostać z Oscarem w domu teściów, aby się nie przeziębił. Z drugiej strony nie chciała iść na cmentarz, czułaby się jak intruz. Wolała pozwolić im przeżywać to we własnym gronie. Odmówili modlitwę, ułożyli bukiet świeżych kwiatów, zapalili znicz. Dużo wspominali. Atmosfera wcale nie była napięta, ani podobna do tych na stypach. Przypominali sobie różne ciekawe historie z życia matki Sophie i uśmiechali się. Oczywiście, każdy w sercu odczuwał smutek, ale starali się go nie okazywać. Nauczyli się z nim żyć.
- Chodźmy, robi się chłodno. Upiekłam szarlotkę.- zachęciła starsza pani z drobnymi zmarszczkami na twarzy.
- Racja jeszcze się pochorujemy.- zauważył bramkarz BVB. Rodzice Weidenfellera wracali własnym samochodem, a on z córką swoim. Chciał z nią porozmawiać na osobności. Widział, że coś jest nie tak. Nie wyglądała najlepiej.- Córcia, powiedz mi, czy u ciebie wszystko w porządku?
- Tak? A dlaczego pytasz?- roześmiała się.
- Nie dźwonisz do nas, nie piszesz. Jesteś bardzo blada i sporo schudłaś...- westchnął zmartwiony.
- Ja? Gdzie? Fajnie by było.- mruknęła- Jestem przeziębiona. Dostałam zwolnienie, mogę pokazać jeśli nie wierzysz.
-Nie musisz. Chodzi o to, że się martwię. Widzę, że coś nie gra. Wciąż chodzi o Mario, prawda?- nie miał pojęcia, po jak cieńkim lodzie stąpa.
- Czy wy wszyscy możecie dać mi święty spokój? Co chwilę o niego pytacie. Ludzie! Nie jesteśmy już razem od miesięcy!- zdenerwowała się, krzyżując ręce na piersi.
- Czyli, że mam rację...- stwierdził brunet.
- Nie! Chcesz wiedzieć co u niego? Zadzwoń! Wybrać ci numer?- zaproponowała, nadal wściekła.
- Niech on mi lepiej w drogę nie wchodzi, bo nie ręczę za siebie.- ostrzegł- Co się z tobą dziecko dzieje?
- Byłam z nim- nie dobrze. Sama układam sobie życie- jeszcze gorzej... Tobie nie da się dogodzić.- pokręciła głową, zaciskając usta w wąską linijkę.
- To nie tak. Widzę, że nie jesteś sobą. Odtrącasz nas. Sama skóra i kości. To już nie jest objaw przeziębienia, tylko ano...
- Przestań!- krzyknęła- Jestem dorosła i wiem, co robię. Po prostu zmęczyłam się wykładami, pracą... Teraz po kolokwium wszytko się unormuje.
- Wiesz, że zawsze możesz do nas dźwonić z każdym problemem? My, ci pomożemy. Zapamiętasz?- zapytał, mijając ostatnie zabudowania. Cmentarz znajdował się kawałek za miastem.
- Zapamiętam.- wyszeptała, powstrzymując napływające łzy. Jechali pustą drogą, a po jej prawej stronie rozciągał się zielony las. Nagle Roman stracił panowanie nad kierownicą.- Co się dzieje?!- krzyknęła przerażona osiemnastolatka. Ojciec nie zdążył jej odpowiedzieć. Przez plamy oleju na asfalcie, uderzyli w drzewo...
***
Mówią, że najgorsze dla rodzica jest przeżycie śmierci swojego dziecka. Przecież to matka i ojciec powinni odejść w zaświaty pierwsi, prawda? To co dopiero musi odczuwać starsza pani Weidenfeller? Jej jedyny syn i wnuczka, którą wychowała, mieli poważny wypadek. Mogliby już dołączyć do kobiety, którą jeszcze przed chwilą wspólnie wspominali. Los potrawi być okrutny i nieprzewidywalny. Teraz siedzi przy córce piłkarza Borussii i czuwa. Nic więcej jej nie pozostało. Dziewczynę wprowadzono w śpiączkę farmakologiczną dla jej bezpieczeństwa. Jest podpięta do tylu różnych maszyn, kabelków... Kobieta nie powstrzymuje łez. Dlaczego to ich musiało spotkać? Dwie tak ważne osoby w jej życiu. Oddałaby wszystko, aby nie musiały cierpieć. Dosłownie wszystko...
***
Koniec tego. Blondyn ma już dość. Myślał, że Mario i Sophie sami się zejdą, ale widzi, że trzeba im pomóc. Tymbardziej teraz, kiedy zielonooka jest od dwóch dni nieprzytomna, a Goetze nie da się wyprowadzić spod jej sali. Reus zaczął działać szybko, jeszcze w drodzę do Monachium załatwił sobie adres ofiary ,,nibygwałtu". Napastnik jako jedyny wątpił, że do niego doszło, a sprawa wciąż ciągnęła się w sądzie. Skierował swoje kroki d
pod odpowiedni numer mieszkania w bloku. Schował różową karteczkę z namiarami do kieszeni spodni. Wziął głęboki wdech i zapukał do drzwi. Po chwili ujrzał drobną szatynkę, która wychyliła się zza nich.
- Pani Lia Tess?- zapytał, chcą upewnić się, że znalazł odpowiedną osobę.
- A kim pan jest?- zapytała podejrzliwie. Widocznie nie interesowała się piłką nożną.
- Marco Reus, przyszedłem w sprawie mojego przyjaciela Mario Goetze...- niebieskooka usłyszawszy nazwisko oskarżonego, chciała błyskawicznie zatrzasnąć drzwi. Niestety, blondyn rozszyfrował jej zamiary i zatrzymał je stopą- Czego pani się boi?
- Znowu bierzecie mnie pod włos. Teraz jakaś scenka na przyjaciela? Zostawcie mnie, przecież nikomu nic nie powiem!- uniosła głos, cofając się w głąb mieszkania.
- Nie rozumiem.- rzekł mężczyzna, wpraszając się do środka. Od razu znalazł się w kuchni. Mieszkanko było malutkie, mogło mieć ze dwadzieścia metrów kwadratowych.
- Przestańcie mnie nękać. Ja już na prawdę nie wytrzymuję psychicznie...- usiadła na krześle, a z jej oczu popłynęły gorzkie łzy.- klubowa jedenastka próbowała posklejać sobie wszystko w głowie. Czyżby chodziło o jakiś szantaż? Zrobiło mu się żal tej dziewczyny. Chciał pomóc, ale nie wiedział jak. Ukradkiem dostrzegł, że w rogu drugiego pokoju stoi dziecience łóżeczko, w którym spała mała istotka.
- Uwierz mi, na prawdę nie wiem, o czym mówisz. Jestem tu, bo nie mogę patrzeć na cierpienie mojego przyjaciela. Z resztą gdybym był tym kimś, o kogo mnie posądzasz, to czy bym się przedstawił?- ukucnął obok kobiety. Pragnął pokazać, że nie jest jej wrogiem.
- Ja... Po prostu się boję...- podkurczyła nogi, chowając twarz w kolanach- Co mnie podkusiło, żeby wracać wtedy krótszą drogą?- jęknęła.
- Posłuchaj, nie wiem, co tam się wydarzyło. Mój przyjaciel nie zrobiłby ci krzywydy, ale... Jego była dziewczyna, w której wciąż jest zakochany po uszy, miała poważny wypadek. Nie mogę dłużej patrzeć na ich cierpienie. Kiedy już się wybudzi ze śpiączki, chciałbym, aby do siebie wrócili. A ty możesz w tym pomóc.- wyznał.
- Niby jak?- spojrzała na niego wielkimi, przestraszonymi oczyma.
- Powiedzieć wreszcie prawdę.- doradził, jakby była to najprostrza rzecz do zrobienia na świecie.
- Nie mogę... Spójrz, ja mam dziecko. Ona jest moim największym skarbem. Oprócz Nel nie mam nikogo. Staram się zapewnić jej jak najlepsze warunki, a widzisz, że sie nam nie przelewa. Oni zagrozili, że ją zabiorą, że sąd cofnie mi prawa do opieki, że nie znajdę już nigdzie pracy. Nie takiego życia chcę dla mojego córki...- szlochała. Reus poczuł, że jest bardzo blisko odkrycia prawdy. Teraz na pewno nie odpuści.
- Taki szantaż jest karalny. Jeśli zeznasz to w sądzie, ten ktoś na pewno pójdzie siedzieć. Będziesz bezpieczna.- powiedział, z iskierkami w oczach. Nie wiadomo kiedy, przeszli na ,,ty".
- Łatwo ci mówić. Ich jest kilku. Są sławni, lubiani. Nikt mi nie uwierzy, a nawet jeśli to oni mają swoich ludzi. Ciągle mnie nachodzą, zastraszają. Myślałam, że jesteś jednym z nich...- odparła, ocierając mokre policzki.
- Nie można zostawić ich bezkarnych. Przez tych ludzi, kto inny został oskarżony. Osoba niewinna. Mario jest niewinny, prawda? Nie skrzywdził cię?- dopytywał. Chciał to w końcu usłyszeć. W pokoju zapadła cicza, przerywana spokojnym oddychaniem śpiącej Nel.
- Ja go nawet nie znam.- wbiła wzrok w swoje dłonie. Reus chciał skakać ze szcęścia, ale powstrzymał się, to jeszcze za wcześnie. Chciał skłonić szatynkę, aby wyznała to przed sądem.
- Spróbuj się postawić w jego sytuacji. Stracił prawie wszystko, a osoba, którą bezgranicznie kocha, walczy o życie. Wiem, że to trudne, ale proszę... Ty możesz im pomóc. Jesteś ostatnią nadzieją. Musisz tylko opowiedzieć, jak było na prawdę.- czekał na jej rekację, lecz Lia nie wiedziała, co powiedzieć- Pomogę. Mogę cię zawieść chodźby zaraz na komisariat. Obiecuję, że będziecie bezpieczne. Przecież jest jeszcze sprawiedliwość na tym świecie...
***
Rudowłosa zaczęła powoli wybudzać się ze śpiączki. Ostrożnie otworzyła oczy. Znalazła się w nieznajomym jej pokoju. Czuła się, jakby ktoś uderzył ją czymś w głowę. Nagle spostrzegła, że jest podpięta do różnych wężyków, głośnych urządzeń. Wiele razy widziała w filmach podobne sceny, odgrywane w szpitalu. Zaraz, zaraz. Co ona tu robi? Poczuła, że coś trzyma jej lewą dłoń. Delikatnie przekręciła głowę i ujrzała tam swoją kochaną babcię.
- Co ja tutaj robię?- zapytała, lekko zachrypniętym głosem. Kobieta nie zauważyła wcześniej, że wnuczka się wybudza.
- Sophie, jak dobrze, że jesteś!- rozpłakała się. Gładząc zielonooką po policzku. Niespodziewanie do głowy osiemnastolatki zaczęły napływać różne obrazy. Powoli ułożyły się w logiczną całość. Jechała samochodem z ojcem i...
- Gdzie jest tata?- przestraszyła się.
- Kochanie, spokojnie. Nie możesz się tak denerwować.- rzekła pani Weidenfeller.
- Gdzie jest mój tata.- powtórzyła rudowłosa, spodziewając się najgorszego.
- Zabrali go na badania. Jest lekko poobijany i złamał rękę.- wyjaśniła staruszka, chcąc uspokoić pacjentkę.
- Na pewno? Pamiętam ten pisk opon, kręciliśmy się w kółko. Tak sie bałam. A potem ten huk i... ja... tata...- studentce zaczęło podnosić się ciśnienie, o czym dały znać odpowiednie aparatury. Do sali migiem wbiegły dwie pielęgniarki i pan doktor.
- Wnusiu, spokojnie, już dobrze.- powtarzała jej babcia. Sophie dostała dożylnie leki, który pomogły się jej uspokoić. Po chwili ponownie zasnęła.
- To normalne.- zapewnił lekarz- Taki wstrząs powypadkowy. Ważne, że się wybudziła. Najgorsze za nami. Tymczasem niech odpocznie.
***
Tym razem budziła się ze świadomością, gdzie się znajduje. Wciąż czuła na swojej dłoni, jakiś ciężar, lecz to nie było to samo. Delikatnie uchyliła powieki, bojąc się, że przez to może ją coś zaboleć. Przy łóżku córki bramkarza BVB siedział Mario. Zielonooka wśrodku cieszyła się, że go widzi. Jednak serce mówi jedno, a rozum drugie. Chłopak dostrzegł, że rudowłosa się w niego wpatruje. Od razu na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.
- Sophie... Wiesz, jak ja sie bałem? Proszę cię, nie rób tak więcej. Nigdy.- pocałował jej dłoń, a w oczach zaszkliły mu się łzy.
- Długo tu siedzisz? Mogłeś mnie obudzić.- powiedziała. Jednak nie zabrała ręki z uścisku Niemca. Brakowało jej tego, bardzo.
- Musisz wypoczywać. Jestem tu od początku. Twój dziadek mnie poinformował o wypadku...- nie mógł uwierzyć, że ma ją przy sobie, że nie odeszła w zaświaty. W myślach dziękował za to Bogu.
- Jak długo tu leżę?- zapytał, nie zdając sobie sprawy z tego, jaką mają dziś datę.
- Dwa dni. Lekarze wprowadzili cię w śpiączkę.- wyjaśnił.
- Przespałam dwa dni... To chyba mój rekord.- stwierdziła, unosząc kaciki ust ku górze.
- Zdecydowanie. Wyciąganie cię z łóżka rankiem, przebiega trochę szybciej.- odwzajemnił jej uśmiech. Jednak po chwili studentka posmutniała i odwróciła wzrok. Przypomniała sobie, że te chwile już nie wrócą, a ona nie powinna ich wspominać. Zanim Goetze zdążył zapytać, co się stało, do pomieszczenia wszedł lekarz prowadzący.
- Dzień dobry, jak samopoczucie?- zapytał, zapisując w odpowiednich rubrykach jakieś cyferki i literki.
- Trochę jakbym dostała czymś w głowę.- rzekła mrużąc oczy.
- To przez leki przeciwbólowe. Później zaczniemy stopniowo zmniejszać dawkę. Narazie nie chcemy pani męczyć.- objaśnił, kończąc notowanie.
- Tak właściwie to co mi jest?- dopytywała.
- Miała pani lekki wstrząs mózgu. Do tego dwa złamane żebra, skręcona kostka, siniaki i liczne zadrapania. Obawialiśmy się obrażeń wewnętrznych, jednak obyło się bez nich. Miała pani dużo szczęścia.- zauważył- Jest jeszcze jedna sprawa.
- Słucham.- poprosiła.
- Mamy zapisane w karcie, że była pani wcześniej umówiona na badania kontrolne, na które się pani nie wstawiła.- oświadczył, poprawiając okulary na nosie. Mario nie wiedział, o czym mężczyzna mówi. Czekał na dalsze wyjaśnienia.
- Tak, to było kiedy się przeziębiłam. Po prostu potem poczułam się lepiej.- skłamała, wcale cudownie nie ozdrowiała. Mario zauważył, że zielonooka zataja prawdę, lecz chwilowo milczał.
- Przyznaję, że nie pochwalam takiego zachwania... Ale przejdzmy do rzeczy. Rozmawiałem z pani lekarzem pierwszego kontaktu. Przedyskutowaliśmy pani wyniki. Nie biorąc pod uwagę wypadku, nie jest dobrze. Nie dobór wielu witamin to najmniejszy problem. Ja na prawdę widziałem podobne przypadki. To nie prowadzi do niczego dobrego. Anoreksja to nie jest łatwa choroba do pokonania.- powiedział poważnie.
- O czym pan mówi?- zaśmiała się.
- Pierwszym krokiem ku lepszemu jest uświadomienie pacjentce, że jest chora.- zwrócił się do Mario- Uprzedzam, że nie będzie kolorowo. Ale razem dacie radę.- spojrzał na ich splecione dłonie, po czym opuścił pomieszczenie. Zapadła głucha cisza. Goetze starał się przyswoić wszystko, co usłyszał. Nie wiedział, że z Sophie jest tak źle. Oczywiście, zauważył, że schudła, nawet bardzo ale... Jak mógł nie domyślić się, że ma problem? Przeklinał siebie w myślach. Za to Sophie nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji. Zwykła dieta nikomu nie zaszkodzi, prawda? Chciała być szczuplejsza, piękniejsza.
- Nie lubię go. Jakiś nawiedzony.- stwierdziła. Lekko poruszyła się na łóżku, lecz szybko odczuła ból i odruchowo syknęła.
- Wszystko w porządku?- sportowiec podniósł się z siedzenia, gotowy biec po doktora.
- Tak, nie panikuj.- westchnęła cicho.
- Znajdziemy jakiegoś terapeutę. Wszystko się ułoży.- zapewniał bardziej samego siebie, z powrotem zajmując wcześniejsze miejsce.
- Wszyscy zmówiliście się przeciwko mnie. Najpierw ojciec, ten lekarz, teraz ty... Przecież nie jestem chora psychicznie, ludzie...- zapierała się- I przypominam, że nie jesteśmy parą. Nie ma żadnego ,,my".- odwróciła głowę w przeciwnym kierunku.
- Zawsze powtarzałem i będę powtarzać, że ciebie kocham.- oparł łokcie o szpitalne łóżko, przybiżając się do rudowłosej- I nie zostawię cię z tym samej. Wszyscy chcemy ci pomóc. Jesteś dla mnie wszystkim, nie mogę patrzeć, jak cierpisz. Słyszysz?- złapał ją za rękę, którą szybko wyswobodziła z uścisku. Uciekała wzrokiem w inną stronę sali, a do jej oczu zaczęły napływać łzy. Wtedy do pomieszczenia wtargnął uradowany Reus.
- Przepraszam, że się wtrącam, ale mam mało czasu. Zaraz wpadnie tu pielęgniarka i mnie pogoni.- salowa pilnowała, aby odwiedzać pacjentkę pojedyńczo- Byłem u tej kobiety. Trochę mi to zajęło, ale w końcu się udało. Wyciągnąłem z niej prawdę. Zawiozłem na komisariat, właśnie składa szczere zeznania.
- O kim ty mówisz?- młodszy nie zrozumiał, o kim mowa. Z resztą trudno mu było trzeźwo myśleć. W głowie wciąż miał Sophie. Myślał, że kiedy dziewczyna się wybudzi, odczuję ulgę. Na początku tak było, lecz teraz jest przerażony. Nie wiedział, że jest z nią tak źle. Nie chce niczyjej pomocy, nadal go odtrąca.
- Mario, jesteś niewinny!- wyszczerzył się blondyn- Ten cały gwałt to wszystko wymysł Robbena. Zastraszył tą biedną kobietę tak, że śpiewała jak jej kazał. Nie znam dokładnych szczegółów, na pewno nie działał sam. Twój adwokat zaraz do ciebie zadzwoni i poinformuje o zmianie zeznań ofiary.
- Ale czy ja mówię niewyraźnie? Jedna osoba. Pacjentka nie może się jeszcze przemęczać...- pielęgniarka wyprosiła Marco, który był cały w skowronkach. Miał nadzieję, że Goetze weźnie teraz sprawy w swoje ręce i porozmawia z córką Romana. Oni muszą być razem. Słowa klubowej jedenastki się sprawdziły i po chwili brunet odebrał telefon od Alexa. Potwierdził wszystko, co usłyszał od przyjaciela. Więcej faktów dowie się na kolejnej rozprawie.
- Jestem niewinny.- nie mógł uwierzyć. Poczuł się wolny. Teraz sąd musi umożyć postępowanie w jego sprawie. Dlaczego Robben to zrobił? Nie miał teraz do tego głowy, pomyśli nad tym później- Te wszystkie zdarzenia sprawiły, że na prawdę dojrzałem. Wiem, czego chcę od życia. Znalazłem sobie główny cel i... Chcę do niego dążyć, ale jesteś mi do tego potrzebna.- wyznał, czekając na reakcję panny Weidenfeller.
- Czy ktoś może mnie dobić? Zniszczyłam swoje życie, ja nie chcę tak dłużej.- rozpłakała się.
- Nie pozwolę na to.- oświadczył szybko, bezskutecznie ocierając policzek kobiety, na który wciąż napływały nowe łzy.
- Powinnam wtedy zostać przy tobie, wspierać cię. Na tym polega miłość, tak? A ja po prostu odeszłam. Było mi strasznie trudno, nadal jest. Tak na prawdę to ja spieprzyłam nasz związek, a było tak cudownie, a teraz? Leże tutaj jak kaleka. Wszyscy wmawiają mi, że jestem chora. Nie wiem, komu wierzyć...- głośno westchnęła.
- Nie możesz tak myśleć. Nie ty byłaś oskarżona o gwałt, nie ty. Miałaś prawo odejść, zwątpiłaś. Ja sam nie wiedziałam, co mam o tym wszystkim myśleć. Naprawmy to. Razem będzie łatwiej. Kocham cię Sophie. Tak bardzo...- załamał mu się głos.
- Ja ciebię też.- wyszeptała, nie mogąc zatrzymać łez.
- Wybaczasz mi?- zapytał z nadzieją w głosie.
- Chyba ty powinieneś wybaczyć mi, to ja ciebie zostawiłam w najgorszym na to momencie.- powiedziała lekko zachrypnięta.
- To nieprawda, porozmawiamy o tym później. Chciałbym cię mocno wyściskać.- wreszcie się uśmiechnął.
- To chyba niewskazane.- zauważyła odwzajemniając jego entuzjazm.
- Ale to mogę zrobić.- złożył na jej wargach delikatny pocałunek. Znowu poczuła motyle w brzuchu- Już nic nie jest w stanie nas rozdzielić. Kochanie, dlaczego płaczesz?- tak dawno nie słyszała tego ,,kochanie".
- Ze szczęścia.- wyjaśniła krótko z uniesionymi kącikami ust. Splotła ich dłonie ze sobą, wciąż roniąc łzy. W tej chwili czuła się najszczęśliwszą osobą na świecie. Marco zdecydowanie zostanie ich bohaterem.
,,Nowy ty, nowa ja
Talia nowych kart, nowa gra"
****
Jest!!!!! Trochę długi wyszedł, ale szkoda mi go było dzielić na pół. Przyznaję, że to chyba mój pierwszy rozdział, przy którym łezka się w oku zakręciła. Sama nie wiem, jak ja będę funkcjonować po zakończeniu historii tej pary... Polubiłam ich, bardzo. Jak wrażenia? Jestem strasznie ciekawa waszego zdania. Kto sie spodziewał? Pewnie wszyscy xd Przed naszymi bohaterami ciężka droga...
Btw Jestem przeszczęślliwa, że mam testy gimnazjalne już za sobą. Chyba zawaliłam wszystko oprócz angielskiego hahaha.
~,,Testy gimnazjalne- czyli jak zniszczyć trzy lata w dwie godziny"- takie prawdziwe.
Pozdrawiam.
Sophie udało się znaleźć wymówkę, aby nie odwiedzić Weidenfellerów w Dortmundzie. Sumiennie się uczy i pracuje w salonie z odzieżą. Stara się zaplanować każdą chwilę, żeby nie mieć czasu na rozmyślanie o Mario...
LUTY
Dziewczyna wciąż izoluje się od rodziny i znajomych. Codziennie ćwiczy, chcąc zrzucić według niej zbędne kilogramy...
MARZEC
Ten miesiąc spędza głównie nad książkami, przygotowując się do kolokwium. Nie widzi porządanych efektów po katowaniu się treningami. Zaczyna czuć wstręt do jedzenia, głodzi się...
KWIECIEŃ
Zaliczyła kolowium. Odporność Sophie słabnie i rudowłosa wraz z nadejściem wiosny łapie wszystkie choróbstwa...
To już kolejny czwarty maj, który spędza podobnie. Tego dnia jej matka obchodziłaby swoje urodziny. Świętowałaby okrągłe czterdzieści lat. Z tej okazji Sophie, Roman i jego rodzice zebrali się nad grobem kobiety. Było bardzo wietrznie, więc Lisa postanowiła pozostać z Oscarem w domu teściów, aby się nie przeziębił. Z drugiej strony nie chciała iść na cmentarz, czułaby się jak intruz. Wolała pozwolić im przeżywać to we własnym gronie. Odmówili modlitwę, ułożyli bukiet świeżych kwiatów, zapalili znicz. Dużo wspominali. Atmosfera wcale nie była napięta, ani podobna do tych na stypach. Przypominali sobie różne ciekawe historie z życia matki Sophie i uśmiechali się. Oczywiście, każdy w sercu odczuwał smutek, ale starali się go nie okazywać. Nauczyli się z nim żyć.
- Chodźmy, robi się chłodno. Upiekłam szarlotkę.- zachęciła starsza pani z drobnymi zmarszczkami na twarzy.
- Racja jeszcze się pochorujemy.- zauważył bramkarz BVB. Rodzice Weidenfellera wracali własnym samochodem, a on z córką swoim. Chciał z nią porozmawiać na osobności. Widział, że coś jest nie tak. Nie wyglądała najlepiej.- Córcia, powiedz mi, czy u ciebie wszystko w porządku?
- Tak? A dlaczego pytasz?- roześmiała się.
- Nie dźwonisz do nas, nie piszesz. Jesteś bardzo blada i sporo schudłaś...- westchnął zmartwiony.
- Ja? Gdzie? Fajnie by było.- mruknęła- Jestem przeziębiona. Dostałam zwolnienie, mogę pokazać jeśli nie wierzysz.
-Nie musisz. Chodzi o to, że się martwię. Widzę, że coś nie gra. Wciąż chodzi o Mario, prawda?- nie miał pojęcia, po jak cieńkim lodzie stąpa.
- Czy wy wszyscy możecie dać mi święty spokój? Co chwilę o niego pytacie. Ludzie! Nie jesteśmy już razem od miesięcy!- zdenerwowała się, krzyżując ręce na piersi.
- Czyli, że mam rację...- stwierdził brunet.
- Nie! Chcesz wiedzieć co u niego? Zadzwoń! Wybrać ci numer?- zaproponowała, nadal wściekła.
- Niech on mi lepiej w drogę nie wchodzi, bo nie ręczę za siebie.- ostrzegł- Co się z tobą dziecko dzieje?
- Byłam z nim- nie dobrze. Sama układam sobie życie- jeszcze gorzej... Tobie nie da się dogodzić.- pokręciła głową, zaciskając usta w wąską linijkę.
- To nie tak. Widzę, że nie jesteś sobą. Odtrącasz nas. Sama skóra i kości. To już nie jest objaw przeziębienia, tylko ano...
- Przestań!- krzyknęła- Jestem dorosła i wiem, co robię. Po prostu zmęczyłam się wykładami, pracą... Teraz po kolokwium wszytko się unormuje.
- Wiesz, że zawsze możesz do nas dźwonić z każdym problemem? My, ci pomożemy. Zapamiętasz?- zapytał, mijając ostatnie zabudowania. Cmentarz znajdował się kawałek za miastem.
- Zapamiętam.- wyszeptała, powstrzymując napływające łzy. Jechali pustą drogą, a po jej prawej stronie rozciągał się zielony las. Nagle Roman stracił panowanie nad kierownicą.- Co się dzieje?!- krzyknęła przerażona osiemnastolatka. Ojciec nie zdążył jej odpowiedzieć. Przez plamy oleju na asfalcie, uderzyli w drzewo...
***
Mówią, że najgorsze dla rodzica jest przeżycie śmierci swojego dziecka. Przecież to matka i ojciec powinni odejść w zaświaty pierwsi, prawda? To co dopiero musi odczuwać starsza pani Weidenfeller? Jej jedyny syn i wnuczka, którą wychowała, mieli poważny wypadek. Mogliby już dołączyć do kobiety, którą jeszcze przed chwilą wspólnie wspominali. Los potrawi być okrutny i nieprzewidywalny. Teraz siedzi przy córce piłkarza Borussii i czuwa. Nic więcej jej nie pozostało. Dziewczynę wprowadzono w śpiączkę farmakologiczną dla jej bezpieczeństwa. Jest podpięta do tylu różnych maszyn, kabelków... Kobieta nie powstrzymuje łez. Dlaczego to ich musiało spotkać? Dwie tak ważne osoby w jej życiu. Oddałaby wszystko, aby nie musiały cierpieć. Dosłownie wszystko...
***
Koniec tego. Blondyn ma już dość. Myślał, że Mario i Sophie sami się zejdą, ale widzi, że trzeba im pomóc. Tymbardziej teraz, kiedy zielonooka jest od dwóch dni nieprzytomna, a Goetze nie da się wyprowadzić spod jej sali. Reus zaczął działać szybko, jeszcze w drodzę do Monachium załatwił sobie adres ofiary ,,nibygwałtu". Napastnik jako jedyny wątpił, że do niego doszło, a sprawa wciąż ciągnęła się w sądzie. Skierował swoje kroki d
pod odpowiedni numer mieszkania w bloku. Schował różową karteczkę z namiarami do kieszeni spodni. Wziął głęboki wdech i zapukał do drzwi. Po chwili ujrzał drobną szatynkę, która wychyliła się zza nich.
- Pani Lia Tess?- zapytał, chcą upewnić się, że znalazł odpowiedną osobę.
- A kim pan jest?- zapytała podejrzliwie. Widocznie nie interesowała się piłką nożną.
- Marco Reus, przyszedłem w sprawie mojego przyjaciela Mario Goetze...- niebieskooka usłyszawszy nazwisko oskarżonego, chciała błyskawicznie zatrzasnąć drzwi. Niestety, blondyn rozszyfrował jej zamiary i zatrzymał je stopą- Czego pani się boi?
- Znowu bierzecie mnie pod włos. Teraz jakaś scenka na przyjaciela? Zostawcie mnie, przecież nikomu nic nie powiem!- uniosła głos, cofając się w głąb mieszkania.
- Nie rozumiem.- rzekł mężczyzna, wpraszając się do środka. Od razu znalazł się w kuchni. Mieszkanko było malutkie, mogło mieć ze dwadzieścia metrów kwadratowych.
- Przestańcie mnie nękać. Ja już na prawdę nie wytrzymuję psychicznie...- usiadła na krześle, a z jej oczu popłynęły gorzkie łzy.- klubowa jedenastka próbowała posklejać sobie wszystko w głowie. Czyżby chodziło o jakiś szantaż? Zrobiło mu się żal tej dziewczyny. Chciał pomóc, ale nie wiedział jak. Ukradkiem dostrzegł, że w rogu drugiego pokoju stoi dziecience łóżeczko, w którym spała mała istotka.
- Uwierz mi, na prawdę nie wiem, o czym mówisz. Jestem tu, bo nie mogę patrzeć na cierpienie mojego przyjaciela. Z resztą gdybym był tym kimś, o kogo mnie posądzasz, to czy bym się przedstawił?- ukucnął obok kobiety. Pragnął pokazać, że nie jest jej wrogiem.
- Ja... Po prostu się boję...- podkurczyła nogi, chowając twarz w kolanach- Co mnie podkusiło, żeby wracać wtedy krótszą drogą?- jęknęła.
- Posłuchaj, nie wiem, co tam się wydarzyło. Mój przyjaciel nie zrobiłby ci krzywydy, ale... Jego była dziewczyna, w której wciąż jest zakochany po uszy, miała poważny wypadek. Nie mogę dłużej patrzeć na ich cierpienie. Kiedy już się wybudzi ze śpiączki, chciałbym, aby do siebie wrócili. A ty możesz w tym pomóc.- wyznał.
- Niby jak?- spojrzała na niego wielkimi, przestraszonymi oczyma.
- Powiedzieć wreszcie prawdę.- doradził, jakby była to najprostrza rzecz do zrobienia na świecie.
- Nie mogę... Spójrz, ja mam dziecko. Ona jest moim największym skarbem. Oprócz Nel nie mam nikogo. Staram się zapewnić jej jak najlepsze warunki, a widzisz, że sie nam nie przelewa. Oni zagrozili, że ją zabiorą, że sąd cofnie mi prawa do opieki, że nie znajdę już nigdzie pracy. Nie takiego życia chcę dla mojego córki...- szlochała. Reus poczuł, że jest bardzo blisko odkrycia prawdy. Teraz na pewno nie odpuści.
- Taki szantaż jest karalny. Jeśli zeznasz to w sądzie, ten ktoś na pewno pójdzie siedzieć. Będziesz bezpieczna.- powiedział, z iskierkami w oczach. Nie wiadomo kiedy, przeszli na ,,ty".
- Łatwo ci mówić. Ich jest kilku. Są sławni, lubiani. Nikt mi nie uwierzy, a nawet jeśli to oni mają swoich ludzi. Ciągle mnie nachodzą, zastraszają. Myślałam, że jesteś jednym z nich...- odparła, ocierając mokre policzki.
- Nie można zostawić ich bezkarnych. Przez tych ludzi, kto inny został oskarżony. Osoba niewinna. Mario jest niewinny, prawda? Nie skrzywdził cię?- dopytywał. Chciał to w końcu usłyszeć. W pokoju zapadła cicza, przerywana spokojnym oddychaniem śpiącej Nel.
- Ja go nawet nie znam.- wbiła wzrok w swoje dłonie. Reus chciał skakać ze szcęścia, ale powstrzymał się, to jeszcze za wcześnie. Chciał skłonić szatynkę, aby wyznała to przed sądem.
- Spróbuj się postawić w jego sytuacji. Stracił prawie wszystko, a osoba, którą bezgranicznie kocha, walczy o życie. Wiem, że to trudne, ale proszę... Ty możesz im pomóc. Jesteś ostatnią nadzieją. Musisz tylko opowiedzieć, jak było na prawdę.- czekał na jej rekację, lecz Lia nie wiedziała, co powiedzieć- Pomogę. Mogę cię zawieść chodźby zaraz na komisariat. Obiecuję, że będziecie bezpieczne. Przecież jest jeszcze sprawiedliwość na tym świecie...
***
Rudowłosa zaczęła powoli wybudzać się ze śpiączki. Ostrożnie otworzyła oczy. Znalazła się w nieznajomym jej pokoju. Czuła się, jakby ktoś uderzył ją czymś w głowę. Nagle spostrzegła, że jest podpięta do różnych wężyków, głośnych urządzeń. Wiele razy widziała w filmach podobne sceny, odgrywane w szpitalu. Zaraz, zaraz. Co ona tu robi? Poczuła, że coś trzyma jej lewą dłoń. Delikatnie przekręciła głowę i ujrzała tam swoją kochaną babcię.
- Co ja tutaj robię?- zapytała, lekko zachrypniętym głosem. Kobieta nie zauważyła wcześniej, że wnuczka się wybudza.
- Sophie, jak dobrze, że jesteś!- rozpłakała się. Gładząc zielonooką po policzku. Niespodziewanie do głowy osiemnastolatki zaczęły napływać różne obrazy. Powoli ułożyły się w logiczną całość. Jechała samochodem z ojcem i...
- Gdzie jest tata?- przestraszyła się.
- Kochanie, spokojnie. Nie możesz się tak denerwować.- rzekła pani Weidenfeller.
- Gdzie jest mój tata.- powtórzyła rudowłosa, spodziewając się najgorszego.
- Zabrali go na badania. Jest lekko poobijany i złamał rękę.- wyjaśniła staruszka, chcąc uspokoić pacjentkę.
- Na pewno? Pamiętam ten pisk opon, kręciliśmy się w kółko. Tak sie bałam. A potem ten huk i... ja... tata...- studentce zaczęło podnosić się ciśnienie, o czym dały znać odpowiednie aparatury. Do sali migiem wbiegły dwie pielęgniarki i pan doktor.
- Wnusiu, spokojnie, już dobrze.- powtarzała jej babcia. Sophie dostała dożylnie leki, który pomogły się jej uspokoić. Po chwili ponownie zasnęła.
- To normalne.- zapewnił lekarz- Taki wstrząs powypadkowy. Ważne, że się wybudziła. Najgorsze za nami. Tymczasem niech odpocznie.
***
Tym razem budziła się ze świadomością, gdzie się znajduje. Wciąż czuła na swojej dłoni, jakiś ciężar, lecz to nie było to samo. Delikatnie uchyliła powieki, bojąc się, że przez to może ją coś zaboleć. Przy łóżku córki bramkarza BVB siedział Mario. Zielonooka wśrodku cieszyła się, że go widzi. Jednak serce mówi jedno, a rozum drugie. Chłopak dostrzegł, że rudowłosa się w niego wpatruje. Od razu na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.
- Sophie... Wiesz, jak ja sie bałem? Proszę cię, nie rób tak więcej. Nigdy.- pocałował jej dłoń, a w oczach zaszkliły mu się łzy.
- Długo tu siedzisz? Mogłeś mnie obudzić.- powiedziała. Jednak nie zabrała ręki z uścisku Niemca. Brakowało jej tego, bardzo.
- Musisz wypoczywać. Jestem tu od początku. Twój dziadek mnie poinformował o wypadku...- nie mógł uwierzyć, że ma ją przy sobie, że nie odeszła w zaświaty. W myślach dziękował za to Bogu.
- Jak długo tu leżę?- zapytał, nie zdając sobie sprawy z tego, jaką mają dziś datę.
- Dwa dni. Lekarze wprowadzili cię w śpiączkę.- wyjaśnił.
- Przespałam dwa dni... To chyba mój rekord.- stwierdziła, unosząc kaciki ust ku górze.
- Zdecydowanie. Wyciąganie cię z łóżka rankiem, przebiega trochę szybciej.- odwzajemnił jej uśmiech. Jednak po chwili studentka posmutniała i odwróciła wzrok. Przypomniała sobie, że te chwile już nie wrócą, a ona nie powinna ich wspominać. Zanim Goetze zdążył zapytać, co się stało, do pomieszczenia wszedł lekarz prowadzący.
- Dzień dobry, jak samopoczucie?- zapytał, zapisując w odpowiednich rubrykach jakieś cyferki i literki.
- Trochę jakbym dostała czymś w głowę.- rzekła mrużąc oczy.
- To przez leki przeciwbólowe. Później zaczniemy stopniowo zmniejszać dawkę. Narazie nie chcemy pani męczyć.- objaśnił, kończąc notowanie.
- Tak właściwie to co mi jest?- dopytywała.
- Miała pani lekki wstrząs mózgu. Do tego dwa złamane żebra, skręcona kostka, siniaki i liczne zadrapania. Obawialiśmy się obrażeń wewnętrznych, jednak obyło się bez nich. Miała pani dużo szczęścia.- zauważył- Jest jeszcze jedna sprawa.
- Słucham.- poprosiła.
- Mamy zapisane w karcie, że była pani wcześniej umówiona na badania kontrolne, na które się pani nie wstawiła.- oświadczył, poprawiając okulary na nosie. Mario nie wiedział, o czym mężczyzna mówi. Czekał na dalsze wyjaśnienia.
- Tak, to było kiedy się przeziębiłam. Po prostu potem poczułam się lepiej.- skłamała, wcale cudownie nie ozdrowiała. Mario zauważył, że zielonooka zataja prawdę, lecz chwilowo milczał.
- Przyznaję, że nie pochwalam takiego zachwania... Ale przejdzmy do rzeczy. Rozmawiałem z pani lekarzem pierwszego kontaktu. Przedyskutowaliśmy pani wyniki. Nie biorąc pod uwagę wypadku, nie jest dobrze. Nie dobór wielu witamin to najmniejszy problem. Ja na prawdę widziałem podobne przypadki. To nie prowadzi do niczego dobrego. Anoreksja to nie jest łatwa choroba do pokonania.- powiedział poważnie.
- O czym pan mówi?- zaśmiała się.
- Pierwszym krokiem ku lepszemu jest uświadomienie pacjentce, że jest chora.- zwrócił się do Mario- Uprzedzam, że nie będzie kolorowo. Ale razem dacie radę.- spojrzał na ich splecione dłonie, po czym opuścił pomieszczenie. Zapadła głucha cisza. Goetze starał się przyswoić wszystko, co usłyszał. Nie wiedział, że z Sophie jest tak źle. Oczywiście, zauważył, że schudła, nawet bardzo ale... Jak mógł nie domyślić się, że ma problem? Przeklinał siebie w myślach. Za to Sophie nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji. Zwykła dieta nikomu nie zaszkodzi, prawda? Chciała być szczuplejsza, piękniejsza.
- Nie lubię go. Jakiś nawiedzony.- stwierdziła. Lekko poruszyła się na łóżku, lecz szybko odczuła ból i odruchowo syknęła.
- Wszystko w porządku?- sportowiec podniósł się z siedzenia, gotowy biec po doktora.
- Tak, nie panikuj.- westchnęła cicho.
- Znajdziemy jakiegoś terapeutę. Wszystko się ułoży.- zapewniał bardziej samego siebie, z powrotem zajmując wcześniejsze miejsce.
- Wszyscy zmówiliście się przeciwko mnie. Najpierw ojciec, ten lekarz, teraz ty... Przecież nie jestem chora psychicznie, ludzie...- zapierała się- I przypominam, że nie jesteśmy parą. Nie ma żadnego ,,my".- odwróciła głowę w przeciwnym kierunku.
- Zawsze powtarzałem i będę powtarzać, że ciebie kocham.- oparł łokcie o szpitalne łóżko, przybiżając się do rudowłosej- I nie zostawię cię z tym samej. Wszyscy chcemy ci pomóc. Jesteś dla mnie wszystkim, nie mogę patrzeć, jak cierpisz. Słyszysz?- złapał ją za rękę, którą szybko wyswobodziła z uścisku. Uciekała wzrokiem w inną stronę sali, a do jej oczu zaczęły napływać łzy. Wtedy do pomieszczenia wtargnął uradowany Reus.
- Przepraszam, że się wtrącam, ale mam mało czasu. Zaraz wpadnie tu pielęgniarka i mnie pogoni.- salowa pilnowała, aby odwiedzać pacjentkę pojedyńczo- Byłem u tej kobiety. Trochę mi to zajęło, ale w końcu się udało. Wyciągnąłem z niej prawdę. Zawiozłem na komisariat, właśnie składa szczere zeznania.
- O kim ty mówisz?- młodszy nie zrozumiał, o kim mowa. Z resztą trudno mu było trzeźwo myśleć. W głowie wciąż miał Sophie. Myślał, że kiedy dziewczyna się wybudzi, odczuję ulgę. Na początku tak było, lecz teraz jest przerażony. Nie wiedział, że jest z nią tak źle. Nie chce niczyjej pomocy, nadal go odtrąca.
- Mario, jesteś niewinny!- wyszczerzył się blondyn- Ten cały gwałt to wszystko wymysł Robbena. Zastraszył tą biedną kobietę tak, że śpiewała jak jej kazał. Nie znam dokładnych szczegółów, na pewno nie działał sam. Twój adwokat zaraz do ciebie zadzwoni i poinformuje o zmianie zeznań ofiary.
- Ale czy ja mówię niewyraźnie? Jedna osoba. Pacjentka nie może się jeszcze przemęczać...- pielęgniarka wyprosiła Marco, który był cały w skowronkach. Miał nadzieję, że Goetze weźnie teraz sprawy w swoje ręce i porozmawia z córką Romana. Oni muszą być razem. Słowa klubowej jedenastki się sprawdziły i po chwili brunet odebrał telefon od Alexa. Potwierdził wszystko, co usłyszał od przyjaciela. Więcej faktów dowie się na kolejnej rozprawie.
- Jestem niewinny.- nie mógł uwierzyć. Poczuł się wolny. Teraz sąd musi umożyć postępowanie w jego sprawie. Dlaczego Robben to zrobił? Nie miał teraz do tego głowy, pomyśli nad tym później- Te wszystkie zdarzenia sprawiły, że na prawdę dojrzałem. Wiem, czego chcę od życia. Znalazłem sobie główny cel i... Chcę do niego dążyć, ale jesteś mi do tego potrzebna.- wyznał, czekając na reakcję panny Weidenfeller.
- Czy ktoś może mnie dobić? Zniszczyłam swoje życie, ja nie chcę tak dłużej.- rozpłakała się.
- Nie pozwolę na to.- oświadczył szybko, bezskutecznie ocierając policzek kobiety, na który wciąż napływały nowe łzy.
- Powinnam wtedy zostać przy tobie, wspierać cię. Na tym polega miłość, tak? A ja po prostu odeszłam. Było mi strasznie trudno, nadal jest. Tak na prawdę to ja spieprzyłam nasz związek, a było tak cudownie, a teraz? Leże tutaj jak kaleka. Wszyscy wmawiają mi, że jestem chora. Nie wiem, komu wierzyć...- głośno westchnęła.
- Nie możesz tak myśleć. Nie ty byłaś oskarżona o gwałt, nie ty. Miałaś prawo odejść, zwątpiłaś. Ja sam nie wiedziałam, co mam o tym wszystkim myśleć. Naprawmy to. Razem będzie łatwiej. Kocham cię Sophie. Tak bardzo...- załamał mu się głos.
- Ja ciebię też.- wyszeptała, nie mogąc zatrzymać łez.
- Wybaczasz mi?- zapytał z nadzieją w głosie.
- Chyba ty powinieneś wybaczyć mi, to ja ciebie zostawiłam w najgorszym na to momencie.- powiedziała lekko zachrypnięta.
- To nieprawda, porozmawiamy o tym później. Chciałbym cię mocno wyściskać.- wreszcie się uśmiechnął.
- To chyba niewskazane.- zauważyła odwzajemniając jego entuzjazm.
- Ale to mogę zrobić.- złożył na jej wargach delikatny pocałunek. Znowu poczuła motyle w brzuchu- Już nic nie jest w stanie nas rozdzielić. Kochanie, dlaczego płaczesz?- tak dawno nie słyszała tego ,,kochanie".
- Ze szczęścia.- wyjaśniła krótko z uniesionymi kącikami ust. Splotła ich dłonie ze sobą, wciąż roniąc łzy. W tej chwili czuła się najszczęśliwszą osobą na świecie. Marco zdecydowanie zostanie ich bohaterem.
,,Nowy ty, nowa ja
Talia nowych kart, nowa gra"
****
Jest!!!!! Trochę długi wyszedł, ale szkoda mi go było dzielić na pół. Przyznaję, że to chyba mój pierwszy rozdział, przy którym łezka się w oku zakręciła. Sama nie wiem, jak ja będę funkcjonować po zakończeniu historii tej pary... Polubiłam ich, bardzo. Jak wrażenia? Jestem strasznie ciekawa waszego zdania. Kto sie spodziewał? Pewnie wszyscy xd Przed naszymi bohaterami ciężka droga...
Btw Jestem przeszczęślliwa, że mam testy gimnazjalne już za sobą. Chyba zawaliłam wszystko oprócz angielskiego hahaha.
~,,Testy gimnazjalne- czyli jak zniszczyć trzy lata w dwie godziny"- takie prawdziwe.
Pozdrawiam.
środa, 8 kwietnia 2015
ROZDZIAŁ 28-,, Ale marzyć chyba można."
Była tak zmęczona, że nie miała siły, ani ochoty zmywać makijażu czy przebrać się w pidżamę. Położyła się na kanapie odziana w czerwoną sukienkę. Nie chciała nawet wyciągać pościeli ze skrzyni, więc okryła się kocem z reniferkowym wzorkiem. Mimo późnej pory wiedziała, że tak szybko nie zaśnie. Miała ogromne wyrzuty sumienia po dzisiejszej wieczerzy.
Wigilę spędziła w domu babci i dziadka, których odwiedzili również Roman, Lisa i mały Oscar. Cieszyła się ze spotkania z młodszym braciszkiem. Chłopczyk rósł jak na drożdżach. Bardzo lubił, kiedy rudowłosa bujała go w swoich ramionach i opowiadała mu, co będą robić, jak będzie starszy. Oczywiście nic z tego nie rozumiał, ale osiemnastolatka zdecydowanie była świetną siostrą. Gdy doszło do niezręcznej sytuacji przy stole, Sophie udało się uniknąć odpowiedzi dzięki Oscarowi. Najmłodszy Weidenfeller został jej bohaterem. Roman palnął głupotę, bronił się, że tylko głośno myślał. Cała rodzina nie wspominała o Mario i bolesnym rozstaniu. Nikt nie chciał naciskać. Z resztą widzieli, że zielonooka jest jakaś inna. Mniej się uśmiecha, często ucieka gdzieś myślami, jest nieobecna i małomówna. Jakby zamykała się w sobie. W końcu bramkarz BVB, jego ojciec i matka wybrali się na pasterkę, a Lisa została w domu, aby pilnować śpiącego już synka. Sophie chciała, jak najszybciej znaleźć się w swoich czterech ścianach. Pragnęła się przejść do domu, jednak Roman stanowczo jej tego zabronił. Bał się o nią, przecież było już późno, a kto wie, co złego mogłoby się wydarzyć. Zamówił dziewczynie taksówkę.
A dlaczego miała on wyrzuty sumienia? No właśnie. Według niej zjadała zdecydowanie za dużo. Przed wieczerzą obiecała sobie, że posmakuje tylko kilku potraw i nie skusi się na deser. Jednak piernik babci wyglądał tak bosko, że skosztowała kawałek. Ile to kalorii! Dobrze, że w pierwsze i drugie święto pracuje, i nie będzie narażona na więcej pokus. Jutro nie zje nic i jeszcze przed pracą porządnie poćwiczy. Nie cierpi swojego ciała, uważa, że strasznie się zapuściła. Właśnie wpatrywała się w biały sufit, kiedy usłyszała dzwonek do drzwi. Nie spodziewała się gości po dwunastej w nocy. Zapaliła lampę w pokoju, aby przyzwyczaić oczy do światła. W progu przewitał ją Mario. Na pewno należał do ostatnich osób, które chciałby właśnie ujrzeć.
- Co ty tutaj robisz?- zapytała, marszcząc brwi.
- Chciałem osobiście złożyć ci życzenia. Takie sms-em są sztuczne.- uśmiechnął się delikatnie, przez co rudowłosa ujrzała, że jego warga jest świeżo rozcięta i podpuchnięta.
- Co się stało?- zaniepokoiła się- Biłeś się?- uchyliła szerzej drzwi, wpuszczając Niemca do mieszkania.
- Zadajesz dużo pytań.- zaśmiał się, siadając na kanapie.
- Jeśli dobrze pamiętam, jeszcze niedawno bardzo chciałeś rozmawiać.- odgryzła się, szukając w kuchni wacików- A więc?
- Spotkałem twojego kolegę i tak wyszło.- wzruszył ramionami.
- Pobiłeś się z Marcelem? W święta?- stanęła przed brunetem z zawartością apteczki.
- Każda okazja jest dobra.- ponownie się zaśmiał.
- Już brak mi na was słów.- pokręciła głową, przykładając do rany mężczyzny wacik, nasączony wodą utlenioną. Brązowooki syknął z bólu.- I po co ci to było?
- Bez przesady będę żył. Wyjaśnisz mi jedną rzecz?- zapytał, łapiąc za jej dłoń, którą wciąż trzymała przy opuchniętej wardze.
- Mogę spróbować...- delikatnie chwyciła za rękę piłkarza i przyłożyła do wacika, aby sam go trzymał. Rudowłosa chciała zwiększyć dystans między nimi, więc się odsunęła. Mario wszystko zauważył, cicho wzdychając.
- Czy ten cały Marcel był u nas ostatnio, kiedy mnie nie było w domu?- uważnie obserwował córkę Weidenfellera.
- To o to wam poszło?- zdziwiła się jeszcze bardziej.
- Oj to też... ale nieważne, odpowiedz na moje pytanie.- poprosił, wciąż zajmując miejscę na kanapie.
- Tak, był. Zaprosiłam go, żeby wpadł zamiast Sue. Nie chciałam siedzieć sama, a wiedziałam, że na niego mogę liczyć.- powiedziała spokojnie, okrywając się szczelniej kocem, który nadal spoczywał na jej ramionach.
- Dlaczego nic o tym nie wiedziałem? Byłem pewny, że tamten wieczór spędziłaś w babskim gronie.- nie wiedział, co ma o tym myśleć.
- Zacznijmy od tego, że nie pytałeś. Zająłeś się leczeniem kaca.- przypomniała- Spotkałam się z przyjacielem. Nigdy go nie lubiłeś, dlatego nie wspominałam o tym, bo nie było takiej potrzeby. Z resztą po co to rozpamiętywać?- skończyła, czekając na reakcję klubowej dziewiętnastki.
- Chciałem tylko wiedzieć.- pokiwał głową.
- To wszystko? Bo wiesz, jutro muszę wstać do pracy, a jeszcze się nawet nie położyłam.- zauważyła.
- Masz rację. Będę już szedł.- podniósł się z kanapy- Chciałbym życzyć ci nie tyle wesołych świąt, co zwyczajnie szczęścia i zdrowia.- spontanicznie przytulił się do dziewczyny. Oczywiście składanie życzeń było tylko pretekstem, aby spotkać się z Sophie.
- A ja życzę ci, żebyś najzwyczajniej w świecie był szczęśliwy.- trwali wciąż w uścisku, dopóki zielonooka nie odsunęła się od bruneta.
- Wiesz kiedy tak się stanie? Kiedy będziesz przy mnie.- wyznał, patrząc na osiemnastolatkę, która unikała jego wzroku.- A co gdyby sąd oczyścił mnie z zarzutów? Wróciłabyś do mnie?- ożywił się.
- To tak nie działa.- westchnęła- Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.
- Bzdura. Co musiałbym zrobić, żebyśmy byli znowu razem?- dopytywał.
- Nie chcę ci dawać żadnej nadziei.- zacisnęła usta w wąską linijkę.
- Proszę, odpowiedź.- jęknął.
- Na pewno musiałbyś dorosnąć. Stać się odpowiedzialny i w miarę rozsądny. Ale ja nie szukam ani dużego dziecka, ani partnera. Nie chcę się w nic angażować.- podkreśliła.
- Popracuję nad sobą.- obiecał uśmiechięty- Postanowienie noworoczne.
- Nie rób sobie nadziei.- powtórzyła- Nie będziemy już razem, zrozum.- rzekła.
- Jeszcze zobaczymy.- pocałował ją w czubek głowy, gdy skierował swoje kroki do drzwi- Dobranoc.- krzyknął, wychodząc z mieszkania.
- Dobranoc.- westchnęła, lecz Niemiec nie mógł jej już usłyszeć. Miło, że ich rozmowa nie zakończyła się kłótnią, jednak jej przebieg niebardzo jej się podobał. Wciąż stała w miejscu oszołomiona zapachem perfum piłkarza, który unosił się jeszcze jakiś czas w powietrzu. Gdy się otrząsnęła podeszła do okna balkonowego. Na dworzu paliły się latarnie, rozświetlając ciemności, panujące na ulicach Monachium. Blondynka pomyślała sobie, że mimo wszystko dziękuje losowi. Może wyglądać to egoistycznie, bo teraz oboje cierpią, ale cieszy się, że poznała Goetze. Nauczył ją, co to jest prawdziwa miłość. Szkoda, że ona nie może się odwdzięczyć, stojąc za nim murem w tej trudnej sytuacji.
Zdecydowanie nie czuła klimatu tych świąt, nie potrafiła się z nich cieszyć. Zaliczały się do najgorszych jakie przeżyła, ponieważ nie było przy niej osoby, którą w głebi serca nadal kochała.
,,I just want You for my own
more than You could ever know
make my wish come true
all I want for Christmas is You
You baby"
****
Jak to miło wreszcie rozprostować kości po dłuższej podróży. Weidenfeller właśnie leżał na podłodze w swoim salonie, a na brzuchu posadził syna, któremu za oparcie służyły kolana bramkarza. Oscar był zadowolony, gdy znajdował się w centrum uwagi, więc cieszył się bardzo, kiedy ojciec go rozśmieszał.
- Wymęcz go porządnie, to zaśnie nam w samochodzie.- powiedziała Lisa, krzątając się po mieszkaniu. Podlewała domowe kwiaty, stojące na parapetach.
- Świetna taktyka trenerze.- zaśmiał się mężczyzna- Wiesz, najchętniej zostałbym w domu...
- Ja też, ale obiecaliśmy moim rodzicom, że przyjedziemy do nich na Sylwestra.- westchnęła również zmęczona myślą o kolejnym wyjeździe.
- Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.- oświadczył sportowiec, robiąc śmieszne miny w stronę Oscara.
- Zgadzam się z tobą kochanie w stu procentach.- potwierdziła, obrywając suche listki przy roślinie- Na pewno stęsknili się za wnuczkiem.
- Za naszym urwisem nie da się nie stęsknić. Zastanawiam się, czy dobrze zrobiłem, nie rozmawiając z Sophie o tym wszystkim...- zaakcentował ostatnie słowa.
- Moim zdaniem jasno dawała nam do zrozumienia, że nie chce o tym mówić. Żal mi jej.- modelka posmutniała.
- Od początku wiedziałem, że to zły pomysł, żeby z nim chodziła...- przypomniał brunet.
- Gadasz jak stary zrząda.- Niemka przewróciła oczami- Miłość nie wybiera. Zakochali się w sobie, wcale nie po to, żeby zrobić ci na złość. Byli świetną parą.
- Byli, byli i co z tego wyszło? Prawda Oscar?- Mario w jego oczach został nieodwracalnie skreślony.
- A kto mógł to przewidzieć? Z resztą nie wiemy, co do końca się wydarzyło. Gazety zawsze wszystko wylobrzymiają. Wszędzie szukają sensacji.- zauważyła długonoga.
- Wiem, wiem. To nie zmienia faktu, że Sophie cierpi przez tego gnojka.- powstrzymał się od użycia ,,cięższych" słów przy dziecku, które i tak nic nie rozumiało.
- Nie chcę stawać po żadnej stronie. Widzę, że Sophie jeszcze ze wszystkim sobie nie poradziła, ale dajmy jej trochę czasu. Sama musi sobie to poukładać. I może ciebie to nie interesuje, ale myślę, że Mario też przeżywa ich rozstanie. Kochali się, to jest pewne.- podsumowała, chowając konewkę do szafki w korytarzu.
- To moja córka i strasznie się o nią martwię. Ale nie mówmy już o tym, bo pewnie teraz ma czkawkę.- bramkarz potrząsnął głową, chcą wyrzucić z niej tę myśl- Usiądź sobie, odpocznij chwilę.
- Muszę jeszcze spakować nam w walizki czyste ciuchy.- jęknęła.
- Siadaj, nigdzie się na nie pali.- zachęcał zielonooki.
- No dobrze... Ale tylko na chwilkę.- postanowiła blondynka. Lisa położyła się na kanapie, chcąc odsapnąć na moment.
- Jestem ciekaw, jak Oscar zareaguje na dźwięki wybuchu fajerwerek. Oby zdążył zasnąć, ma sen jak kamień po tacie. Można by drzewo w pokoju rąbać, a tata nic...- Roman rozgadał się jak przekupa na targu, a kiedy zadał pytanie swojej partnerce, nie doczekał się odpowiedzi. Kobieta zasnęła, każda mama małego brzdąca dałaby wiele za drzemkę wciągu dnia- Zobacz, mama zasnęła. Pewnie znowu męczyłeś ją w nocy, a tata nic nie słyszał.
*****
Retrospekcja
Niestety weekend w Dortmundzie nie rozpieszczał mieszkańców piękną pogodą. Na dworzu lało jak z cebra i chyba nikt o zdrowych zmysłach, nie wybierał się właśnie na spacer. Mimo, że była to dopiero czternasta godzina, ulice miasta opustoszały. Sophie siedziała w salonie razem z Olivią.
- Myślisz, że ten deszcz jeszcze przejdzie?- zapytała koleżanka blondynki.
- Nie zanosi się na to.- rzekła zielonooka, zerkając w stronę okna. Po szybie spływały strumienie wody.
- Szkoda, szkoda...- podsumował gość, biorac do ust kolejną porcję popcornu i wpatrując się w ekran telewizora- A właściwie dlaczego, my oglądamy bajkę?
- Masz coś do Shreka?- oburzyła się- Lepsze to niż jakaś twoja nudna komedia romantyczna.
- No dobra, ale następnym razem ja wybieram.- ostrzegła panna Keller. Już pod koniec animacji, jedna z wróżek zaśpiewała piosenkę, która podsunęła dziewczynie nową myśl.
,,I need a hero. I'm holding out for a hero 'til the end of the night.
He's gotta be strong and he's gotta be fast
and he's gotta be fresh from the fight.
I need a hero. I'm holding out for a hero 'til the morning light.
He's gotta be sure and it's gotta be soon
and he's gotta be larger than life."
- A zastanawiałaś się kiedyś, jaki powinien być twój chłopak, a później mąż?- zapytała z ciekawością.
- Chyba mamy jeszcze na to czas.- wybuchnęła niepohamowanym śmiechem.
- No ale nigdy sobie tak nie marzyłaś?- dopytywała Olivia.
- A ty?- zielonooka odwróciła kota ogonem.
- Marzy mi się, żeby był tancerzem.- powiedziała, uśmiechając się przy tym.
- Dlaczego akurat tancerz?- Sophie zainteresowała się wypowiedzią przyjaciółki.
- Bo oni są przystojni, wysportowani, zdyscyplinowani, mają dobre gusta...- zaczęła wyliczać.
- I myślisz, że każdy pasuje do tych kryteriów?- panna Weidenfeller uniosła brew.
- Większość...- wyszczerzyła się Olivia- A twój ideał?
- Nie ma ideałów.- przypomniała zielonoooka.
- Ale marzyć chyba można.- wtrąciła pół Niemka, pół Polka.
- Niby tak, ale potem można się strasznie zawieść.- córka piłkarza BVB rozsiadła się wygodniej na kanapie- Chciałabym, żeby pokochał mnie taką jaka jestem, a ja postaram się mu tym odwdzięczyć. To chyba proste.
- Ale zostanę twoją świadkową?- Olivia miała dzisiejszego dnia bardzo dobry humor. Wciąż się uśmiechała, co udzielało się Sophie.
- Oj ty głupolu, przecież na razie nie mam chłopaka i nikogo nie szukam.- blondynka popukała się w czoło.
- Jeszcze się zdziwisz. Może miłość czeka za rogiem? Trafi cię strzała Kulidyna i bum!- dziewczyna gestykulując, rozsypała trochę popcornu.
- Za dużo romansów czytasz.- zielonooka wydała diagnozę niczym lekarz- I uważaj, żeby ciebie coś przypadkiem nie trafiło.
****
Wieje nudą, ale obiecuję, że w kolejnym rozdziale będzie się duuużo działo :3 Muszę was poinformować, że zbliżamy się powoli do końca opowiadania... Przewiduję jeszcze 3, może 4 rozdziały+ epilog. Jakoś jeszcze to do mnie nie dociera i chyba wolę o tym nie myśleć :D Dziękuję za motywujące komentarze!!! Jesteście najlepsze! Kiedy czytam wasze historie, to mało co nie popadam w kompleksy ;D Pozdrawiam ;*
Nadal żyję wczorajszym meczem 3:2! *.*!
Kolejny rozdział pojawi się jakoś po 23 kwietnia, ponieważ muszę zacząć uczyć się do testów (wiem, lepiej późno niż wcale) ;p
Wigilę spędziła w domu babci i dziadka, których odwiedzili również Roman, Lisa i mały Oscar. Cieszyła się ze spotkania z młodszym braciszkiem. Chłopczyk rósł jak na drożdżach. Bardzo lubił, kiedy rudowłosa bujała go w swoich ramionach i opowiadała mu, co będą robić, jak będzie starszy. Oczywiście nic z tego nie rozumiał, ale osiemnastolatka zdecydowanie była świetną siostrą. Gdy doszło do niezręcznej sytuacji przy stole, Sophie udało się uniknąć odpowiedzi dzięki Oscarowi. Najmłodszy Weidenfeller został jej bohaterem. Roman palnął głupotę, bronił się, że tylko głośno myślał. Cała rodzina nie wspominała o Mario i bolesnym rozstaniu. Nikt nie chciał naciskać. Z resztą widzieli, że zielonooka jest jakaś inna. Mniej się uśmiecha, często ucieka gdzieś myślami, jest nieobecna i małomówna. Jakby zamykała się w sobie. W końcu bramkarz BVB, jego ojciec i matka wybrali się na pasterkę, a Lisa została w domu, aby pilnować śpiącego już synka. Sophie chciała, jak najszybciej znaleźć się w swoich czterech ścianach. Pragnęła się przejść do domu, jednak Roman stanowczo jej tego zabronił. Bał się o nią, przecież było już późno, a kto wie, co złego mogłoby się wydarzyć. Zamówił dziewczynie taksówkę.
A dlaczego miała on wyrzuty sumienia? No właśnie. Według niej zjadała zdecydowanie za dużo. Przed wieczerzą obiecała sobie, że posmakuje tylko kilku potraw i nie skusi się na deser. Jednak piernik babci wyglądał tak bosko, że skosztowała kawałek. Ile to kalorii! Dobrze, że w pierwsze i drugie święto pracuje, i nie będzie narażona na więcej pokus. Jutro nie zje nic i jeszcze przed pracą porządnie poćwiczy. Nie cierpi swojego ciała, uważa, że strasznie się zapuściła. Właśnie wpatrywała się w biały sufit, kiedy usłyszała dzwonek do drzwi. Nie spodziewała się gości po dwunastej w nocy. Zapaliła lampę w pokoju, aby przyzwyczaić oczy do światła. W progu przewitał ją Mario. Na pewno należał do ostatnich osób, które chciałby właśnie ujrzeć.
- Co ty tutaj robisz?- zapytała, marszcząc brwi.
- Chciałem osobiście złożyć ci życzenia. Takie sms-em są sztuczne.- uśmiechnął się delikatnie, przez co rudowłosa ujrzała, że jego warga jest świeżo rozcięta i podpuchnięta.
- Co się stało?- zaniepokoiła się- Biłeś się?- uchyliła szerzej drzwi, wpuszczając Niemca do mieszkania.
- Zadajesz dużo pytań.- zaśmiał się, siadając na kanapie.
- Jeśli dobrze pamiętam, jeszcze niedawno bardzo chciałeś rozmawiać.- odgryzła się, szukając w kuchni wacików- A więc?
- Spotkałem twojego kolegę i tak wyszło.- wzruszył ramionami.
- Pobiłeś się z Marcelem? W święta?- stanęła przed brunetem z zawartością apteczki.
- Każda okazja jest dobra.- ponownie się zaśmiał.
- Już brak mi na was słów.- pokręciła głową, przykładając do rany mężczyzny wacik, nasączony wodą utlenioną. Brązowooki syknął z bólu.- I po co ci to było?
- Bez przesady będę żył. Wyjaśnisz mi jedną rzecz?- zapytał, łapiąc za jej dłoń, którą wciąż trzymała przy opuchniętej wardze.
- Mogę spróbować...- delikatnie chwyciła za rękę piłkarza i przyłożyła do wacika, aby sam go trzymał. Rudowłosa chciała zwiększyć dystans między nimi, więc się odsunęła. Mario wszystko zauważył, cicho wzdychając.
- Czy ten cały Marcel był u nas ostatnio, kiedy mnie nie było w domu?- uważnie obserwował córkę Weidenfellera.
- To o to wam poszło?- zdziwiła się jeszcze bardziej.
- Oj to też... ale nieważne, odpowiedz na moje pytanie.- poprosił, wciąż zajmując miejscę na kanapie.
- Tak, był. Zaprosiłam go, żeby wpadł zamiast Sue. Nie chciałam siedzieć sama, a wiedziałam, że na niego mogę liczyć.- powiedziała spokojnie, okrywając się szczelniej kocem, który nadal spoczywał na jej ramionach.
- Dlaczego nic o tym nie wiedziałem? Byłem pewny, że tamten wieczór spędziłaś w babskim gronie.- nie wiedział, co ma o tym myśleć.
- Zacznijmy od tego, że nie pytałeś. Zająłeś się leczeniem kaca.- przypomniała- Spotkałam się z przyjacielem. Nigdy go nie lubiłeś, dlatego nie wspominałam o tym, bo nie było takiej potrzeby. Z resztą po co to rozpamiętywać?- skończyła, czekając na reakcję klubowej dziewiętnastki.
- Chciałem tylko wiedzieć.- pokiwał głową.
- To wszystko? Bo wiesz, jutro muszę wstać do pracy, a jeszcze się nawet nie położyłam.- zauważyła.
- Masz rację. Będę już szedł.- podniósł się z kanapy- Chciałbym życzyć ci nie tyle wesołych świąt, co zwyczajnie szczęścia i zdrowia.- spontanicznie przytulił się do dziewczyny. Oczywiście składanie życzeń było tylko pretekstem, aby spotkać się z Sophie.
- A ja życzę ci, żebyś najzwyczajniej w świecie był szczęśliwy.- trwali wciąż w uścisku, dopóki zielonooka nie odsunęła się od bruneta.
- Wiesz kiedy tak się stanie? Kiedy będziesz przy mnie.- wyznał, patrząc na osiemnastolatkę, która unikała jego wzroku.- A co gdyby sąd oczyścił mnie z zarzutów? Wróciłabyś do mnie?- ożywił się.
- To tak nie działa.- westchnęła- Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.
- Bzdura. Co musiałbym zrobić, żebyśmy byli znowu razem?- dopytywał.
- Nie chcę ci dawać żadnej nadziei.- zacisnęła usta w wąską linijkę.
- Proszę, odpowiedź.- jęknął.
- Na pewno musiałbyś dorosnąć. Stać się odpowiedzialny i w miarę rozsądny. Ale ja nie szukam ani dużego dziecka, ani partnera. Nie chcę się w nic angażować.- podkreśliła.
- Popracuję nad sobą.- obiecał uśmiechięty- Postanowienie noworoczne.
- Nie rób sobie nadziei.- powtórzyła- Nie będziemy już razem, zrozum.- rzekła.
- Jeszcze zobaczymy.- pocałował ją w czubek głowy, gdy skierował swoje kroki do drzwi- Dobranoc.- krzyknął, wychodząc z mieszkania.
- Dobranoc.- westchnęła, lecz Niemiec nie mógł jej już usłyszeć. Miło, że ich rozmowa nie zakończyła się kłótnią, jednak jej przebieg niebardzo jej się podobał. Wciąż stała w miejscu oszołomiona zapachem perfum piłkarza, który unosił się jeszcze jakiś czas w powietrzu. Gdy się otrząsnęła podeszła do okna balkonowego. Na dworzu paliły się latarnie, rozświetlając ciemności, panujące na ulicach Monachium. Blondynka pomyślała sobie, że mimo wszystko dziękuje losowi. Może wyglądać to egoistycznie, bo teraz oboje cierpią, ale cieszy się, że poznała Goetze. Nauczył ją, co to jest prawdziwa miłość. Szkoda, że ona nie może się odwdzięczyć, stojąc za nim murem w tej trudnej sytuacji.
Zdecydowanie nie czuła klimatu tych świąt, nie potrafiła się z nich cieszyć. Zaliczały się do najgorszych jakie przeżyła, ponieważ nie było przy niej osoby, którą w głebi serca nadal kochała.
,,I just want You for my own
more than You could ever know
make my wish come true
all I want for Christmas is You
You baby"
****
Jak to miło wreszcie rozprostować kości po dłuższej podróży. Weidenfeller właśnie leżał na podłodze w swoim salonie, a na brzuchu posadził syna, któremu za oparcie służyły kolana bramkarza. Oscar był zadowolony, gdy znajdował się w centrum uwagi, więc cieszył się bardzo, kiedy ojciec go rozśmieszał.
- Wymęcz go porządnie, to zaśnie nam w samochodzie.- powiedziała Lisa, krzątając się po mieszkaniu. Podlewała domowe kwiaty, stojące na parapetach.
- Świetna taktyka trenerze.- zaśmiał się mężczyzna- Wiesz, najchętniej zostałbym w domu...
- Ja też, ale obiecaliśmy moim rodzicom, że przyjedziemy do nich na Sylwestra.- westchnęła również zmęczona myślą o kolejnym wyjeździe.
- Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.- oświadczył sportowiec, robiąc śmieszne miny w stronę Oscara.
- Zgadzam się z tobą kochanie w stu procentach.- potwierdziła, obrywając suche listki przy roślinie- Na pewno stęsknili się za wnuczkiem.
- Za naszym urwisem nie da się nie stęsknić. Zastanawiam się, czy dobrze zrobiłem, nie rozmawiając z Sophie o tym wszystkim...- zaakcentował ostatnie słowa.
- Moim zdaniem jasno dawała nam do zrozumienia, że nie chce o tym mówić. Żal mi jej.- modelka posmutniała.
- Od początku wiedziałem, że to zły pomysł, żeby z nim chodziła...- przypomniał brunet.
- Gadasz jak stary zrząda.- Niemka przewróciła oczami- Miłość nie wybiera. Zakochali się w sobie, wcale nie po to, żeby zrobić ci na złość. Byli świetną parą.
- Byli, byli i co z tego wyszło? Prawda Oscar?- Mario w jego oczach został nieodwracalnie skreślony.
- A kto mógł to przewidzieć? Z resztą nie wiemy, co do końca się wydarzyło. Gazety zawsze wszystko wylobrzymiają. Wszędzie szukają sensacji.- zauważyła długonoga.
- Wiem, wiem. To nie zmienia faktu, że Sophie cierpi przez tego gnojka.- powstrzymał się od użycia ,,cięższych" słów przy dziecku, które i tak nic nie rozumiało.
- Nie chcę stawać po żadnej stronie. Widzę, że Sophie jeszcze ze wszystkim sobie nie poradziła, ale dajmy jej trochę czasu. Sama musi sobie to poukładać. I może ciebie to nie interesuje, ale myślę, że Mario też przeżywa ich rozstanie. Kochali się, to jest pewne.- podsumowała, chowając konewkę do szafki w korytarzu.
- To moja córka i strasznie się o nią martwię. Ale nie mówmy już o tym, bo pewnie teraz ma czkawkę.- bramkarz potrząsnął głową, chcą wyrzucić z niej tę myśl- Usiądź sobie, odpocznij chwilę.
- Muszę jeszcze spakować nam w walizki czyste ciuchy.- jęknęła.
- Siadaj, nigdzie się na nie pali.- zachęcał zielonooki.
- No dobrze... Ale tylko na chwilkę.- postanowiła blondynka. Lisa położyła się na kanapie, chcąc odsapnąć na moment.
- Jestem ciekaw, jak Oscar zareaguje na dźwięki wybuchu fajerwerek. Oby zdążył zasnąć, ma sen jak kamień po tacie. Można by drzewo w pokoju rąbać, a tata nic...- Roman rozgadał się jak przekupa na targu, a kiedy zadał pytanie swojej partnerce, nie doczekał się odpowiedzi. Kobieta zasnęła, każda mama małego brzdąca dałaby wiele za drzemkę wciągu dnia- Zobacz, mama zasnęła. Pewnie znowu męczyłeś ją w nocy, a tata nic nie słyszał.
*****
Retrospekcja
Niestety weekend w Dortmundzie nie rozpieszczał mieszkańców piękną pogodą. Na dworzu lało jak z cebra i chyba nikt o zdrowych zmysłach, nie wybierał się właśnie na spacer. Mimo, że była to dopiero czternasta godzina, ulice miasta opustoszały. Sophie siedziała w salonie razem z Olivią.
- Myślisz, że ten deszcz jeszcze przejdzie?- zapytała koleżanka blondynki.
- Nie zanosi się na to.- rzekła zielonooka, zerkając w stronę okna. Po szybie spływały strumienie wody.
- Szkoda, szkoda...- podsumował gość, biorac do ust kolejną porcję popcornu i wpatrując się w ekran telewizora- A właściwie dlaczego, my oglądamy bajkę?
- Masz coś do Shreka?- oburzyła się- Lepsze to niż jakaś twoja nudna komedia romantyczna.
- No dobra, ale następnym razem ja wybieram.- ostrzegła panna Keller. Już pod koniec animacji, jedna z wróżek zaśpiewała piosenkę, która podsunęła dziewczynie nową myśl.
,,I need a hero. I'm holding out for a hero 'til the end of the night.
He's gotta be strong and he's gotta be fast
and he's gotta be fresh from the fight.
I need a hero. I'm holding out for a hero 'til the morning light.
He's gotta be sure and it's gotta be soon
and he's gotta be larger than life."
- A zastanawiałaś się kiedyś, jaki powinien być twój chłopak, a później mąż?- zapytała z ciekawością.
- Chyba mamy jeszcze na to czas.- wybuchnęła niepohamowanym śmiechem.
- No ale nigdy sobie tak nie marzyłaś?- dopytywała Olivia.
- A ty?- zielonooka odwróciła kota ogonem.
- Marzy mi się, żeby był tancerzem.- powiedziała, uśmiechając się przy tym.
- Dlaczego akurat tancerz?- Sophie zainteresowała się wypowiedzią przyjaciółki.
- Bo oni są przystojni, wysportowani, zdyscyplinowani, mają dobre gusta...- zaczęła wyliczać.
- I myślisz, że każdy pasuje do tych kryteriów?- panna Weidenfeller uniosła brew.
- Większość...- wyszczerzyła się Olivia- A twój ideał?
- Nie ma ideałów.- przypomniała zielonoooka.
- Ale marzyć chyba można.- wtrąciła pół Niemka, pół Polka.
- Niby tak, ale potem można się strasznie zawieść.- córka piłkarza BVB rozsiadła się wygodniej na kanapie- Chciałabym, żeby pokochał mnie taką jaka jestem, a ja postaram się mu tym odwdzięczyć. To chyba proste.
- Ale zostanę twoją świadkową?- Olivia miała dzisiejszego dnia bardzo dobry humor. Wciąż się uśmiechała, co udzielało się Sophie.
- Oj ty głupolu, przecież na razie nie mam chłopaka i nikogo nie szukam.- blondynka popukała się w czoło.
- Jeszcze się zdziwisz. Może miłość czeka za rogiem? Trafi cię strzała Kulidyna i bum!- dziewczyna gestykulując, rozsypała trochę popcornu.
- Za dużo romansów czytasz.- zielonooka wydała diagnozę niczym lekarz- I uważaj, żeby ciebie coś przypadkiem nie trafiło.
****
Wieje nudą, ale obiecuję, że w kolejnym rozdziale będzie się duuużo działo :3 Muszę was poinformować, że zbliżamy się powoli do końca opowiadania... Przewiduję jeszcze 3, może 4 rozdziały+ epilog. Jakoś jeszcze to do mnie nie dociera i chyba wolę o tym nie myśleć :D Dziękuję za motywujące komentarze!!! Jesteście najlepsze! Kiedy czytam wasze historie, to mało co nie popadam w kompleksy ;D Pozdrawiam ;*
Nadal żyję wczorajszym meczem 3:2! *.*!
Kolejny rozdział pojawi się jakoś po 23 kwietnia, ponieważ muszę zacząć uczyć się do testów (wiem, lepiej późno niż wcale) ;p
poniedziałek, 30 marca 2015
ROZDZIAŁ 27-,, Ale to jest jakaś paranoja!"
Dzisiejeszy dzień miał zapewnić Sophie wiele wrażeń. Rozprawa sądowa, na której odgrywała rolę świadka, a zaraz po niej pierwsza zmiana w nowej pracy. Bała się spotkania z Mario. Od momentu kiedy wyszła z sali odwiedzin, nie miała z nim żadnego kontaktu. Tęskniła za sporowcem, lecz chciała wyrzucić tą myśl z głowy. W końcu zaczęła normalnie funkcjonować, a przynajmniej wyglądało tak na pierwszy rzut oka. Planowała powrócić na uczelnie, nadrobić zaległości. Znalazła nową pracę, jako sprzedawca w sklepie z elegancką odzieżą dla mężczyzn. Nie leżała już całymi dnami na kanapie z podpuchniętymi oczami. Marcel często wpadał do niej na ,,niezapowiedziane kontrole". Sprawdzał jak się ma, w sumie teraz on był najbliżej Niemki. Dziewczyna z ojcem utrzymywała tylko kontakt telefoniczny, a dziadka i babcię odwiedzała od czasu do czasu. Trudno było jej udawać przed wszystkimi, że jest dobrze, bo tak nie było. Noce należały do najgorszych. Nie mogła zasnąć, a kiedy jej się to udawało, dręczyły ją koszmary. Zawsze kończyło się na tym, że ze spodu walizki wygrzebywała koszulkę Goetze, którą pozwoliła sobie zabrać. Przytulała się do T-shirtu i otulona zapachem perfum chłopaka, mogła odejść do krainy Morfeusza. Czuła się z tym źle, ponieważ pokazywała wtedy, jaka jest słaba. Chciała zacząć swoje życie od nowa, z czystym kontem. Nowe mieszkanie, praca. Obcięła krótko swoje blond włosy i przefarbowała je na rudo. Wyglądała w nich bardzo kobieco. Tylko czy to coś zmieni? Wybierała się do sądu, więc wypadało ubrać się elegancko. Założyła na siebie granatowe, dopasowane spodnie. Do podwiniętych nogawek świetnie pasowały czarne szpilki. Wybrała również białą koszulę z drobnymi cekinami, a jej przód schowała za brązowym paskiem. Z fryzurą nie miała większych dylematów. Ułożyła rude włosy, po czym spryskała specjalnym lakieram. Przejrzała się w lustrze, ostatnio robiła to dość często. Widziała w nim grubą, brzydką dziewczynę. Straciła pewność siebie, oceniała się bardzo krytycznie. Brzydziła się swoim ciałem. Dziewczyna postanowiła działać. Jeździła na rowerze stacjonarnym, wyrzuciła wszystkie niezdrowe i tłuste produkty z lodówki... Za każdym razem gdy jadła, liczyła kalorie. Można się domyślić, że ciągle było ich za dużo. Zaczęła pić dużo wody i jeszcze więcej ćwiczyć. Zeszła na złą drogę i jeśli w porę się nie opamięta, może to mieć poważne skutki w przyszłości. Chwyciła za brązową torebkę, odziała się w płaszcz, po czym metrem dojechała pod gmach sądu. Mogła pójść pieszo (przy okazji spaliłaby parę kalorii), ale nie miała za dużo czasu, no i spacer w szpilkach w grudniu chyba nie należałby do najprzyjemniejszych. Udała się pod salę rozpraw. Adwokat Mario wcześniej poinformował ją, na którą godzinę i gdzie ma się stawić. Nie będzie od początku towarzyszyć w procesie. Jej nazwisko zostanie wywołane, tak jak innych świadków. Cieszyła się, że mniej czasu spędzi z Goetze w jednym pomieszczeniu. Znalazła się przed odpowiednimi drzwiami. Na krzesłach pod ścianą siedziało paru mężczyzn, zapewne byli to koledzy z drużyny oskarżonego. Nigdy nie miała okazji ich poznać, a oni jej. Jednak jeden zajął miejsce nieco dalej od grupki. Sophie pomyślała, że nie jest on z ich paczki. Po chwili rozpoznała w nim znajomą postać. Usiadła obok chłopaka, zdjęła płaszcz. Blondyn nawet nie oderwał oczu od swojego telefonu.
- No co jest? Nie poznajesz mnie?- zdziwiła się zielonooka. Niemiec spojrzał na nią zdezorientowany- Marco nie wygłupiaj się.
- Jezu, Sophie, to ty?- zaśmiał się sam z siebie- Przez tą fryzurę cię nie poznałem.- przytulił ją na powitanie, po czym schował komórkę do kieszeni.
- Co ty tutaj robisz?- zapytała, zakładając nogę na nogę. Przecież sportowiec nie mógł być świadkiem.
- Planowałem wpaść do was przed świętami.- przypomniał- Nie mógłbym się tutaj dziś nie pojawić. Dzwoniłem do ciebie, wiele razy.- uniósł brew, niczym zaniepokojony rodzic.
- Telefon zalał mi się kawą. Musiałam oddać do serwisu i trochę trwało zanim go naprawili.- skłamała.
- Słaba historyjka.- nie uwierzył w jej słowa- Ale nie musisz mi się tłumaczyć.- wyczuł, że to drażliwy temat dla kobiety.
- Dzięki...- wbiła wzrok w swoje dłonie, a między parą zapadła niezręczna cisza. Reus wiedział, że stąpa po kruchym lodzie i nie chciał, żeby dziewczyna czuła się zakłopotana.- Weszli już na salę?- długo się zbierała na zadanie tego pytania.
- Tak. Jakiś czas temu.- chciał dodać, że Mario szukał jej wzrokiem, lecz się powstrzymał. Atmosfera mogłoby się znacznie popsuć.- Denerwujesz się?
- Trochę.- przyznała- Pierwszy raz mam stanąć przed sądem. A zaraz potem pierwszy raz idę do nowej pracy.- tak na prawdę nie bała się stanąć przed sędzią i przysięgłymi. Bała się, bo wiedziała, że za drzwiami spotka Mario. Nie wiedziała, jak się zachować. Zobaczy też ofiarę. Dziewczyna pewnie jest piękna i szczupła, nie to co ona... Najchętniej uciekłaby stąd, gdzieś daleko, gdzie nikt jej nie znajdzie.
- Będzie dobrze. Na pewno go uniewinnią i kiedyś będziemy się z tego wszyscy razem śmiać.- zapewnił ją. Ona wiedziała, że nie ma na to szans. Już nigdy nie będzie tak jak kiedyś. Siedzieli na korytarzu, każdy pogrążony w swoich myślach. Sophie i Marco nie rozmawiali już za dużo. W końcu wywołane zostało nazwisko: ,,Weidenfeller". Ruda podniosła się z miejsca na miękkich nogach.- Powodzenia.- dortmundczyk, posłał jej serdeczny uśmiech i pokazał, że trzyma kciuki. Kobieta weszła do sali. Szła patrząc prosto przed siebie, zatrzymała się dopiero przy bramce, gdzie miała składać zeznania. Po swojej prawej dostrzegła drobną dziewczynę. Miała przestraszony wzrok, a czarne włosy opadały jej na twarz. Tak jak podejrzewała. Według Sophie, kobieta była sto razy ładniejsza i szczuplejsza od niej. Bała się spojrzeć w lewo. Wiedziała, że siedzi tam Mario w towarzystwie Alexa. Czuła jego wzrok na sobie. Pan sędzia poprosił, aby studentka opowiedziała o feralnym wieczorze. Interesowało go jak zachowywał się brunet, gdy wrócił z imprezy. Chciał znać każde szczegóły. Dla rudowłosej było to trudne. Przez ostatnie dni starała się nie myśleć o Goetze, a teraz musiała pamięcią wrócić do tych wydarzeń. Jednak zachowała kamienną twarz i opowiedziała o wszystkim po raz kolejny. Kiedy skończyła odpowiedziała na kilka pytań od prokuratora, a później od obrońcy Mario. I w tym momencie popełniła błąd. Instynktownie odwróciła się w stronę Alexa, napotkajac na wzrok Mario. Te brązowe tęczówki, za którymi tęskniła. Czas jakby się zatrzymał. Utonęła w jego spojrzeniu. Masa dobrych wspomnień wróciła. Byli szczęśliwą parą. Wiedziała jedno. Już nigdy nie spojrzy na mężczyznę, tak jak na Mario. To jej pierwsza i ostatnia miłość. Otrząsnęła się i zgrabnie wybrnęła z sytuacji. Sędzia poprosił ją, aby zajęła miejsce na sali, a sam zawołał nowego świadka. Zielonooka posłusznie usiadła na drewnianej ławeczce. Udawała, że interesuje ją przebieg procesu. Tak na prawdę starała się, ponownie nie spojrzeć w stronę oskarżonego. Nadal czuła na sobie jego wzrok, co ją trochę krępowało. Wreszcie sędzia ogłosił zakończenie przesłuchań. Alex wsześniej uświadomił Sophie, że takie procesy mogą ciągnąć się miesiącami, jednak ona nie będzie musiała przychodzić na kolejne rozprawy. Sędzia przedstawił następny termin spotkania i przychylił się do wniosku, uchylenia aresztu oskarżonego. Wziął pod uwagę to, że ofiara plącze się w swoich zeznaniach i jest wiele niezgodności, co do niektórych faktów. Rudowłosa szybko opuściła pomieszczenie. Potrzebowała świeżego powietrza. Dopiero na dworzu założyła płaszcz i odetchnęła z ulgą. Udało się jej. Nie rozpłakała się jak dziecko.
- Chciałem podziękować, że przyszłaś. Nie spodziewałem się...- odwróciła się i ujrzała Goetze. Jej serce zamarło.
- Chociaż tak mogłam pomóc.- odparła, przełykając wielką gulę w gardle.
- Te dni w areszcie dłużyły mi się niemiłosiernie. Tęsknię za tobą, wiesz?- wyznał, robiąc krok w stronę niegdyś blondynki. Obiecał sobie, że się nie podda. Nie odpuści tak łatwo, bo ją kocha.
- Marco czeka nie ciebie przed salą.- przypomniała. Każda jej cząstka chciała znaleźć się w ramionach bruneta. Dziewczyna stała w miejscu jak zamurowana.
- Widziałem go, kazał mi biec za tobą.- uśmiechnął się promiennie.- Świetnie wyglądasz w tej fryzurze. Może pójdziemy razem na obiad do jakiejś knajpki?- zaproponował. Sophie poczuła się zagrożona i zrozumiała, że musi się stąd ewakuować.
- Muszę już iść do pracy. Nie mogę się spóźnić.- spojrzała na zegarek i dyskretnie zrobiła dwa kroki do tyłu, aby zwiększyć dystans między nią a piłkarzem.
- Proszę cię. Nie możemy tak żyć. Kocham cię.- złapał za jej dłoń. Dotyk Niemca sprawił, że na jej skórze pojawiła się gęsia skórka.
- Musimy ograniczyć nasze kontakty do minimum.- chciała zabrać swoją dłoń, jednak sportowiec wzmocnił uścisk.
- Ale ja nie chcę. Zrozum, przecież było nam razem cudownie. Jesteś moją lepszą półówką.- rzekł, próbując przekonać dziewczynę do swoich słów.
- Racja, było- czas przeszły.- rzuciła, wreszcie wyrywając się z dłoni mężczyzny- To dla mnie też nie jest łatwe, a ty to jeszcze utrudniasz.
- I co teraz z nami będzie?- rozłożył ręce.
- Jesteś ty. Jestem ja. Nie ma już nas.- wytłumaczyła jak małemu dziecku- Co chcesz jeszcze usłyszeć?
- Że mnie kochasz i, że wrócisz do mnie.- wyszeptał, patrząc prosto w jej zielone oczy. Gdy słyszała błagalny ton Niemca i widziała jego wzrok, chciało jej się szlochać, jednak powstrzymywała się ze wszystkich sił, aby nie pokazać słabości.
- Przecież dobrze wiesz, że zawsze byłeś tym jednym. Kochałam cię jak nigdy nikogo w swoim życiu. W twoich ramionach czułam się bezpiecznie mimo, że często zachowywałeś jak niedojrzały nastolatek. Nie wiem, co byś musiał zrobić, aby takie uczucie wypaliło się z dnia na dzień.- schowała dłonie do kieszeni płaszcza- Ale to już koniec. Nasze drogi się rozeszły i musimy się z tym pogodzić.
- Ale to jest jakaś paranoja!- złapał się za głowę załamany- Mówisz, że mnie wciąż kochasz. Ja kocham ciebie, ale nie możemy być razem? Niby dlaczego? To wszystko...
- Powiem ci dlaczego.- przerwała jego wypowiedz zbulwersowana. Poczuła się, jakby Mario spychał całą winę na nią.- Człowieku jesteś oskarżony o gwałt! Wiesz co to w ogóle znaczy? Schlałeś się tak, że nie pamiętasz, co robiłeś poprzedniego wieczoru! Jesteś kompletnie nieodpowiedzialny! Nie zrobiłam ci w domu awantury, kiedy miałeś kaca, bo nie chciałam się kłócić. Wystarczająco źle wyglądałeś... Wiesz, jestem głupia bo nawet było mi cię przez chwilę żal.- wyrzuciła z siebie wszystko, co leżało jej na sercu.
- Wiem, że zawaliłem na całej lini. Chcę to naprawić. Wierzę, że nie zrobiłem nic głupiego. Ta dziewczyna ciągle zmienia zeznania, jest mało wiarygodna. Alex podejrzewa, że coś kręci.- powoli kończyły mu się argumenty na dalszą dyskusję.
-Życzę ci powodzenia. Na prawdę muszę już iść, obróciła się na pięcie i ruszyła w kierunku eleganckiego salonu.
- Zaczekaj! To nie może się tak zakończyć.- stanął przed nią, tarasując rudowłosej przejście.
- Śpieszę się. Daj mi już spokój.- przewróciła oczami, wymijając sportowca.
- Zależy mi na tobie i będę walczył do końca!- krzyknął w stronę oddalającej się sylwetki kobiety. Sophie nie chciała, aby doszło do takiej konfrontacji, jednak stało się. Ostatnie słowa wypowiedziane przez Niemca odbijały się w jej głowie echem. Wolałaby, gdyby ich nie powiedział. Teraz będzie im obojgu trudniej. Każde z nich, musi pójść inną ścieżką, zacząć układać swoje życie od nowa.
****
Gdy wszedł do swojego mieszkania, pierwsze kroki skierował do garderoby. Chciał zobaczyć w niej ciuchy panny Weidenfeller. Łódził się, że to tylko zły koszmar i zaraz się obudzi przy boku zielonookiej. Niestety wszystko co wydarzyło się w ostatnim czasie wokół niego, było prawdziwe. W pomieszczeniu spotkał tylko własne ubrania, a obok nich puste wieszaki. Czuł, że właśnie tak wygląda teraz od środka. Rudowłosa zabrała ze sobą również połowę jego serca, a ta część, która pozostała, żywo krwawiła. Wrócił do salonu z fotografią w ręku.
- Zobacz. Tutaj byliśmy jeszcze tylko przyjaciółmi.- postawił ramkę ze zdjęciem na stoliku, aby jego gość mógł się jej przyjrzeć.
- Od razu zauważyłem, że coś do niej cię ciągło.- przypomniał sobie blondyn.
- Wydaje mi się, jakby minęło od tego czasu ze dwadzieścia lat...- brunet zajął miejsce na kanapie. Sophie z Mario zachowywali się jak stare dobre małżeństwo, w którym uczucie nadal płonęło.- Oddałbym wszystko, żeby przy mnie była. Była dla mnie motywacją. Zawsze wracałem szczęśliwy z trenigu, wiedząc, że ją spotkam. Wolałbym, aby wyzwała mnie od najgorszych, rzucała różnymi przedmiotami, zrobiła wielką awanturę, a zaraz po niej wszystko byłoby po staremu...- trzeba przyznać, że Goetze był załamany. Marco już dawno to dostrzegł i starał się pomóc, jednak niewiele mógł w tej sprawie wnieść.
- Na pewno wszystko się ułoży. Będziemy jeszcze podziwiać gromadkę waszych dzieci.- poklepał go po ramieniu, chcąc dodać mu otuchy.
- Stary, ja nie mam już po co żyć.- brązowooki zdał sobie sprawę z beznadziejnego położenia- Klub mnie zawiesił w obowiązkach. Piłka była dla mnie ważna, a teraz dla zabicia czasu nawet nie mogę pójść na głupi trening. Nie mam do kogo wracać, dla kogo się starać. Nic, tylko się zabić.- przetarł dłońmi zmęczoną twarz.
- Co ty gadasz?!- przestraszył się gracz BVB- Halo, masz rodzinę. Co powiedziałaby twoja matka? Chcesz jej złamać serce? Masz mnie. Możesz dzwonić o każdej godzinie. Jesteś dla mnie jak brat i nawet nie opowiadaj takich głupot. Zostanę z tobą.
- Przepraszam.- na jego twarz wdarł się zakłopotany grymas- Możesz być spokojny, jestem za dużym tchórzem, żeby zrobić coś takiego.- westchnął.
- Moim zdaniem, tchórzami są ci, którzy sami odbierają sobie życie. Poddają się, zamiast walczyć, bo tak jest prościej.- wyjawił swoją opinię Reus.
- Coś w tym jest...- zauważył młodszy- Marco, nie musisz tutaj ze mną siedzieć. Ani dziś, ani jutro, tracisz czas. Miałeś lecieć do Dubaju, musisz zregenerować siły na rundę rewanżową... A tu patrzysz tylko na obraz nędzy i rozpaczy.
- Wyrzucasz mnie?- zaśmiała się klubowa jedenastka- Żartuję, zrozumiałem, o co ci chodziło. Zacznijmy od tego, że Dubaj nie ucieknie, a ten tydzień zaplanowałem spędzić właśnie tutaj. Mogę zbierać siły na przykład na twojej kanapie.- rozsiadł się wygodniej.
- Dziękuję za wszystko.- uśmiechnął się krzywo. Jednak cieszył się, że jego najlepszy przyjaciel zostanie przy nim. Doradzi mu w paru kwestiach. Mario chce dokładnie obmyślić plan. To chyba oczywiste, że nie da Sophie spokoju? Nie zamierza odpuścić, żałowałby tego do końca życia. Do kogo uśmiechnie się na starość? Kto poda mu szklankę wody, kiedy sam będzie zasłaby, aby po nią pójść? Córka Romana jest jedyną i bezkonkurencyjną kandydatką na to miejsce.
,,sometimes it lasts in love,
but sometimes it hurts instead"
****
Udało się dodać jeszcze w marcu ^^ I jak wrażenia? Wiem, że wszyscy chcą, aby Sophie wróciła do Goetze, ale to byłoby za proste :D Czekam na wasze opinie. Liczę na wasze komentarze, które bardzo motywuuuują :* WESOŁYCH ŚWIĄT!
- No co jest? Nie poznajesz mnie?- zdziwiła się zielonooka. Niemiec spojrzał na nią zdezorientowany- Marco nie wygłupiaj się.
- Jezu, Sophie, to ty?- zaśmiał się sam z siebie- Przez tą fryzurę cię nie poznałem.- przytulił ją na powitanie, po czym schował komórkę do kieszeni.
- Co ty tutaj robisz?- zapytała, zakładając nogę na nogę. Przecież sportowiec nie mógł być świadkiem.
- Planowałem wpaść do was przed świętami.- przypomniał- Nie mógłbym się tutaj dziś nie pojawić. Dzwoniłem do ciebie, wiele razy.- uniósł brew, niczym zaniepokojony rodzic.
- Telefon zalał mi się kawą. Musiałam oddać do serwisu i trochę trwało zanim go naprawili.- skłamała.
- Słaba historyjka.- nie uwierzył w jej słowa- Ale nie musisz mi się tłumaczyć.- wyczuł, że to drażliwy temat dla kobiety.
- Dzięki...- wbiła wzrok w swoje dłonie, a między parą zapadła niezręczna cisza. Reus wiedział, że stąpa po kruchym lodzie i nie chciał, żeby dziewczyna czuła się zakłopotana.- Weszli już na salę?- długo się zbierała na zadanie tego pytania.
- Tak. Jakiś czas temu.- chciał dodać, że Mario szukał jej wzrokiem, lecz się powstrzymał. Atmosfera mogłoby się znacznie popsuć.- Denerwujesz się?
- Trochę.- przyznała- Pierwszy raz mam stanąć przed sądem. A zaraz potem pierwszy raz idę do nowej pracy.- tak na prawdę nie bała się stanąć przed sędzią i przysięgłymi. Bała się, bo wiedziała, że za drzwiami spotka Mario. Nie wiedziała, jak się zachować. Zobaczy też ofiarę. Dziewczyna pewnie jest piękna i szczupła, nie to co ona... Najchętniej uciekłaby stąd, gdzieś daleko, gdzie nikt jej nie znajdzie.
- Będzie dobrze. Na pewno go uniewinnią i kiedyś będziemy się z tego wszyscy razem śmiać.- zapewnił ją. Ona wiedziała, że nie ma na to szans. Już nigdy nie będzie tak jak kiedyś. Siedzieli na korytarzu, każdy pogrążony w swoich myślach. Sophie i Marco nie rozmawiali już za dużo. W końcu wywołane zostało nazwisko: ,,Weidenfeller". Ruda podniosła się z miejsca na miękkich nogach.- Powodzenia.- dortmundczyk, posłał jej serdeczny uśmiech i pokazał, że trzyma kciuki. Kobieta weszła do sali. Szła patrząc prosto przed siebie, zatrzymała się dopiero przy bramce, gdzie miała składać zeznania. Po swojej prawej dostrzegła drobną dziewczynę. Miała przestraszony wzrok, a czarne włosy opadały jej na twarz. Tak jak podejrzewała. Według Sophie, kobieta była sto razy ładniejsza i szczuplejsza od niej. Bała się spojrzeć w lewo. Wiedziała, że siedzi tam Mario w towarzystwie Alexa. Czuła jego wzrok na sobie. Pan sędzia poprosił, aby studentka opowiedziała o feralnym wieczorze. Interesowało go jak zachowywał się brunet, gdy wrócił z imprezy. Chciał znać każde szczegóły. Dla rudowłosej było to trudne. Przez ostatnie dni starała się nie myśleć o Goetze, a teraz musiała pamięcią wrócić do tych wydarzeń. Jednak zachowała kamienną twarz i opowiedziała o wszystkim po raz kolejny. Kiedy skończyła odpowiedziała na kilka pytań od prokuratora, a później od obrońcy Mario. I w tym momencie popełniła błąd. Instynktownie odwróciła się w stronę Alexa, napotkajac na wzrok Mario. Te brązowe tęczówki, za którymi tęskniła. Czas jakby się zatrzymał. Utonęła w jego spojrzeniu. Masa dobrych wspomnień wróciła. Byli szczęśliwą parą. Wiedziała jedno. Już nigdy nie spojrzy na mężczyznę, tak jak na Mario. To jej pierwsza i ostatnia miłość. Otrząsnęła się i zgrabnie wybrnęła z sytuacji. Sędzia poprosił ją, aby zajęła miejsce na sali, a sam zawołał nowego świadka. Zielonooka posłusznie usiadła na drewnianej ławeczce. Udawała, że interesuje ją przebieg procesu. Tak na prawdę starała się, ponownie nie spojrzeć w stronę oskarżonego. Nadal czuła na sobie jego wzrok, co ją trochę krępowało. Wreszcie sędzia ogłosił zakończenie przesłuchań. Alex wsześniej uświadomił Sophie, że takie procesy mogą ciągnąć się miesiącami, jednak ona nie będzie musiała przychodzić na kolejne rozprawy. Sędzia przedstawił następny termin spotkania i przychylił się do wniosku, uchylenia aresztu oskarżonego. Wziął pod uwagę to, że ofiara plącze się w swoich zeznaniach i jest wiele niezgodności, co do niektórych faktów. Rudowłosa szybko opuściła pomieszczenie. Potrzebowała świeżego powietrza. Dopiero na dworzu założyła płaszcz i odetchnęła z ulgą. Udało się jej. Nie rozpłakała się jak dziecko.
- Chciałem podziękować, że przyszłaś. Nie spodziewałem się...- odwróciła się i ujrzała Goetze. Jej serce zamarło.
- Chociaż tak mogłam pomóc.- odparła, przełykając wielką gulę w gardle.
- Te dni w areszcie dłużyły mi się niemiłosiernie. Tęsknię za tobą, wiesz?- wyznał, robiąc krok w stronę niegdyś blondynki. Obiecał sobie, że się nie podda. Nie odpuści tak łatwo, bo ją kocha.
- Marco czeka nie ciebie przed salą.- przypomniała. Każda jej cząstka chciała znaleźć się w ramionach bruneta. Dziewczyna stała w miejscu jak zamurowana.
- Widziałem go, kazał mi biec za tobą.- uśmiechnął się promiennie.- Świetnie wyglądasz w tej fryzurze. Może pójdziemy razem na obiad do jakiejś knajpki?- zaproponował. Sophie poczuła się zagrożona i zrozumiała, że musi się stąd ewakuować.
- Muszę już iść do pracy. Nie mogę się spóźnić.- spojrzała na zegarek i dyskretnie zrobiła dwa kroki do tyłu, aby zwiększyć dystans między nią a piłkarzem.
- Proszę cię. Nie możemy tak żyć. Kocham cię.- złapał za jej dłoń. Dotyk Niemca sprawił, że na jej skórze pojawiła się gęsia skórka.
- Musimy ograniczyć nasze kontakty do minimum.- chciała zabrać swoją dłoń, jednak sportowiec wzmocnił uścisk.
- Ale ja nie chcę. Zrozum, przecież było nam razem cudownie. Jesteś moją lepszą półówką.- rzekł, próbując przekonać dziewczynę do swoich słów.
- Racja, było- czas przeszły.- rzuciła, wreszcie wyrywając się z dłoni mężczyzny- To dla mnie też nie jest łatwe, a ty to jeszcze utrudniasz.
- I co teraz z nami będzie?- rozłożył ręce.
- Jesteś ty. Jestem ja. Nie ma już nas.- wytłumaczyła jak małemu dziecku- Co chcesz jeszcze usłyszeć?
- Że mnie kochasz i, że wrócisz do mnie.- wyszeptał, patrząc prosto w jej zielone oczy. Gdy słyszała błagalny ton Niemca i widziała jego wzrok, chciało jej się szlochać, jednak powstrzymywała się ze wszystkich sił, aby nie pokazać słabości.
- Przecież dobrze wiesz, że zawsze byłeś tym jednym. Kochałam cię jak nigdy nikogo w swoim życiu. W twoich ramionach czułam się bezpiecznie mimo, że często zachowywałeś jak niedojrzały nastolatek. Nie wiem, co byś musiał zrobić, aby takie uczucie wypaliło się z dnia na dzień.- schowała dłonie do kieszeni płaszcza- Ale to już koniec. Nasze drogi się rozeszły i musimy się z tym pogodzić.
- Ale to jest jakaś paranoja!- złapał się za głowę załamany- Mówisz, że mnie wciąż kochasz. Ja kocham ciebie, ale nie możemy być razem? Niby dlaczego? To wszystko...
- Powiem ci dlaczego.- przerwała jego wypowiedz zbulwersowana. Poczuła się, jakby Mario spychał całą winę na nią.- Człowieku jesteś oskarżony o gwałt! Wiesz co to w ogóle znaczy? Schlałeś się tak, że nie pamiętasz, co robiłeś poprzedniego wieczoru! Jesteś kompletnie nieodpowiedzialny! Nie zrobiłam ci w domu awantury, kiedy miałeś kaca, bo nie chciałam się kłócić. Wystarczająco źle wyglądałeś... Wiesz, jestem głupia bo nawet było mi cię przez chwilę żal.- wyrzuciła z siebie wszystko, co leżało jej na sercu.
- Wiem, że zawaliłem na całej lini. Chcę to naprawić. Wierzę, że nie zrobiłem nic głupiego. Ta dziewczyna ciągle zmienia zeznania, jest mało wiarygodna. Alex podejrzewa, że coś kręci.- powoli kończyły mu się argumenty na dalszą dyskusję.
-Życzę ci powodzenia. Na prawdę muszę już iść, obróciła się na pięcie i ruszyła w kierunku eleganckiego salonu.
- Zaczekaj! To nie może się tak zakończyć.- stanął przed nią, tarasując rudowłosej przejście.
- Śpieszę się. Daj mi już spokój.- przewróciła oczami, wymijając sportowca.
- Zależy mi na tobie i będę walczył do końca!- krzyknął w stronę oddalającej się sylwetki kobiety. Sophie nie chciała, aby doszło do takiej konfrontacji, jednak stało się. Ostatnie słowa wypowiedziane przez Niemca odbijały się w jej głowie echem. Wolałaby, gdyby ich nie powiedział. Teraz będzie im obojgu trudniej. Każde z nich, musi pójść inną ścieżką, zacząć układać swoje życie od nowa.
****
Gdy wszedł do swojego mieszkania, pierwsze kroki skierował do garderoby. Chciał zobaczyć w niej ciuchy panny Weidenfeller. Łódził się, że to tylko zły koszmar i zaraz się obudzi przy boku zielonookiej. Niestety wszystko co wydarzyło się w ostatnim czasie wokół niego, było prawdziwe. W pomieszczeniu spotkał tylko własne ubrania, a obok nich puste wieszaki. Czuł, że właśnie tak wygląda teraz od środka. Rudowłosa zabrała ze sobą również połowę jego serca, a ta część, która pozostała, żywo krwawiła. Wrócił do salonu z fotografią w ręku.
- Zobacz. Tutaj byliśmy jeszcze tylko przyjaciółmi.- postawił ramkę ze zdjęciem na stoliku, aby jego gość mógł się jej przyjrzeć.
- Od razu zauważyłem, że coś do niej cię ciągło.- przypomniał sobie blondyn.
- Wydaje mi się, jakby minęło od tego czasu ze dwadzieścia lat...- brunet zajął miejsce na kanapie. Sophie z Mario zachowywali się jak stare dobre małżeństwo, w którym uczucie nadal płonęło.- Oddałbym wszystko, żeby przy mnie była. Była dla mnie motywacją. Zawsze wracałem szczęśliwy z trenigu, wiedząc, że ją spotkam. Wolałbym, aby wyzwała mnie od najgorszych, rzucała różnymi przedmiotami, zrobiła wielką awanturę, a zaraz po niej wszystko byłoby po staremu...- trzeba przyznać, że Goetze był załamany. Marco już dawno to dostrzegł i starał się pomóc, jednak niewiele mógł w tej sprawie wnieść.
- Na pewno wszystko się ułoży. Będziemy jeszcze podziwiać gromadkę waszych dzieci.- poklepał go po ramieniu, chcąc dodać mu otuchy.
- Stary, ja nie mam już po co żyć.- brązowooki zdał sobie sprawę z beznadziejnego położenia- Klub mnie zawiesił w obowiązkach. Piłka była dla mnie ważna, a teraz dla zabicia czasu nawet nie mogę pójść na głupi trening. Nie mam do kogo wracać, dla kogo się starać. Nic, tylko się zabić.- przetarł dłońmi zmęczoną twarz.
- Co ty gadasz?!- przestraszył się gracz BVB- Halo, masz rodzinę. Co powiedziałaby twoja matka? Chcesz jej złamać serce? Masz mnie. Możesz dzwonić o każdej godzinie. Jesteś dla mnie jak brat i nawet nie opowiadaj takich głupot. Zostanę z tobą.
- Przepraszam.- na jego twarz wdarł się zakłopotany grymas- Możesz być spokojny, jestem za dużym tchórzem, żeby zrobić coś takiego.- westchnął.
- Moim zdaniem, tchórzami są ci, którzy sami odbierają sobie życie. Poddają się, zamiast walczyć, bo tak jest prościej.- wyjawił swoją opinię Reus.
- Coś w tym jest...- zauważył młodszy- Marco, nie musisz tutaj ze mną siedzieć. Ani dziś, ani jutro, tracisz czas. Miałeś lecieć do Dubaju, musisz zregenerować siły na rundę rewanżową... A tu patrzysz tylko na obraz nędzy i rozpaczy.
- Wyrzucasz mnie?- zaśmiała się klubowa jedenastka- Żartuję, zrozumiałem, o co ci chodziło. Zacznijmy od tego, że Dubaj nie ucieknie, a ten tydzień zaplanowałem spędzić właśnie tutaj. Mogę zbierać siły na przykład na twojej kanapie.- rozsiadł się wygodniej.
- Dziękuję za wszystko.- uśmiechnął się krzywo. Jednak cieszył się, że jego najlepszy przyjaciel zostanie przy nim. Doradzi mu w paru kwestiach. Mario chce dokładnie obmyślić plan. To chyba oczywiste, że nie da Sophie spokoju? Nie zamierza odpuścić, żałowałby tego do końca życia. Do kogo uśmiechnie się na starość? Kto poda mu szklankę wody, kiedy sam będzie zasłaby, aby po nią pójść? Córka Romana jest jedyną i bezkonkurencyjną kandydatką na to miejsce.
,,sometimes it lasts in love,
but sometimes it hurts instead"
****
Udało się dodać jeszcze w marcu ^^ I jak wrażenia? Wiem, że wszyscy chcą, aby Sophie wróciła do Goetze, ale to byłoby za proste :D Czekam na wasze opinie. Liczę na wasze komentarze, które bardzo motywuuuują :* WESOŁYCH ŚWIĄT!
piątek, 13 marca 2015
ROZDZIAŁ 26-,, Leczcie się idioci!"
Po długim przesłuchaniu wreszcie mógł wrócić do domu. Na dworze zdążyło się już ściemnić, a termometr wciąż wskazywał minus pięś stopni Celsjusza. Zarzucił na głowę kaptur i ruszył przed siebie. Było mu wstyd za to, co zrobił przed chwilą. Wybrał numer do twórcy całego zamieszania.
- Obaj jesteście popieprzeni!- krzyknął zdenerwowany.
- Witaj przyjacielu!- zaśmiał się, zaciągając dymem z cygara.
- Zniszczycie mu życie! Na co wam to?!- nie rozumiał, jaki sens ma wsadzenie Goetze za kratki.
- Oh, czyli jesteś już po przesłuchaniu. I co ciekawego powiedziałeś panom policjantom?- dopytywał, gładząc dłonią swoją łysinę.
- To co kazaliście.- splunął, niedowierzając, że dał się wmanipulować w cały przekręt.
- Zuch chłopak. Pamiętaj, że siedzisz w tym gównie po uszy.- uświadomił młodszego kolegę z drużyny- A jeśli będziesz się stawiał, próbował nas wydać... Pamiętaj, że możemy wymyślić historyjkę, która ciebie też pogrąży.- wyszczerzył się.
- Powinni was izolować od społeczeństwa! Nie nawidzę was! Muller i ty będziecie smażyć się w piekle.- ciagle mówił podwyższonym głosem.
- Taki z ciebie chojrak? No popatrz, ale wyśpiewałeś wszystko tak, jak ci kazaliśmy... Jesteś taki sam jak my. Przykro mi Alaba.- wybuchnął gromki śmiechem. To on tu triumfował.
- A myślałem, że nikt nie dorasta tobie do pięt.- kopnął zmarzniętą bryłę śniegu, która leżała na jego drodze- Ty Robben ten najlepszy, najcudowniejszy.- prychnął z pogardą- Bałeś się, że Mario może cie przyćmić?
- On? Nie żartuj sobie.- rzekł, udając znudzonego- To tak dla rozrywki.
- Mam nadzieję, że spotka cię coś równie okrutnego. Jesteś potworem. Wstyd mi, że zadałem się z tobą. No i Muller... Nawet nie jest mi was szkoda. Leczcie się idioci!- przystanął na chwilę.
- Widzimy się jutro na treningu. Szkoda, że nasz kolega nie pojawi się tam w najbliższym czasie...- zakończył konwersację dumny z samego siebie. David czuł się zerem. Musi kryć tych popaprańców udawać, że czegoś nie widział. Nie miał nic do Mario. Fajny chłopak nawet zaczął się z nim dogadywać. Nie umiałby pójść teraz do aresztu i patrząc mu prosto w oczy, powiedzieć że wszystko będzie dobrze. Austryjak dobrze wie, że tak się nie stanie. Brukowce szybko wywęszą sensację. Może sam Arjen czy Thomas poinformują ich anonimowo. Jest cholernie wściekły na siebie, na ,,kolegów". Dał się podejść jak małe dziecko. Zawiódł na całej lini. Nie może tego naprawić, bo boi się o własny tyłek. Żal mu Goetze, ale sam jest tchórzem. Thomas i Arjen bez większego problemu zniszczą mu karierę, a tego by nie chciał...
*****
Od aresztowania Goetze minęła prawie doba. Sophie zadzwoniła do jego prawnika. Pan Alex Marey był mężczyzną w podeszłym wieku. Stary wyjadacz wśród najlepszych adwokatów w kraju. Postanowił zająć się sprawą młodego Niemca i od razu zaczął działać. Panna Weidenfeller również musiała złożyć zeznania. Opowiedziała na nich całą prawdę, głównie wypytywano ją o powrót Mario z imprezy. Zaraz potem miała umówione widzenie u chłopaka. Dzięki swoim wpływom udało mu się tak szybko ,,wynegocjować" pierwsze widzenie. Blondynka weszła do wskazanego przez policjanta pomieszczenia. W pokoju znajdował się tylko duży stół i dwa krzesła, a na jednym z nich czekał sportowiec. Funkcjonariusz został przed mosiężnymi drzwiami, dzięki czemu para miała trochę prywatności. To pewnie też kwestia łapówki. Gdy brunet ujrzał swoją wybrankę, podniósł się i podbiegł do niej.
- Strasznie się cieszę, że przyszłaś.- mocno ją przytulił, po czym pocałował, lecz trwało to dość krótko. Zielonooka odsunęła się od mężczyzny, spuszczając głowę.
- Przyniosłam ci najpotrzebniejsze rzeczy.- wręczyła mu sportową torbę z ubraniami i kosmetykami.
- Dziękuję.- uśmiechnął się blado. Usiedli przy stole na przeciw siebie, trzymając się za dłonie.
- Wiesz już kiedy cię wypuszczą?- zapytała. Nie prezentowała się najlepiej. Widać było, że zarwała nockę. Biła się z myślami, aż rozbolała ją głowa.
- Nie.- westchnął- Zbierają do kupy wszystkie zeznania twoje, chłopaków...
- I tej dziewczyny.- wtrąciła, biorąc większy oddech. W pomieszczeniu zapadła cisza. Blondynka była bliska płaczu. Podjęła trudną decyzję. Nie wiedziała, jak ma mu to powiedzieć.- Mario... Zrobiłeś to?- głos jej zadrżał.
- Nigdy w życiu nie zrobiłbym czegoś tak okrutnego...Ale wtedy byłem pijany i ja na prawdę nie wiem. Nic nie pamiętam. Mam pustkę w głowie.- odpowiedział.
- No właśnie. Sam nie masz pewności.- stwierdziła- Zrozum, że ta sytuacja dla mnie też jest trudna. Kocham cię bardzo ale... Ciągle mam przed oczami obraz, kiedy ty i ona... To obrzydliwe.- potrząsnęła głową.
- Tak mi przykro, że przeze mnie też cierpisz...- pokręcił głową- Gdybym tyle nie wypił...
- Brzydzę się tym wszystkim i...- czuła, jak jej serce rozpada się na kawałki- Nie mogę tak dłużej.- wyrwała ręce z jego uścisku.
- Nie wymagam od ciebie, żebyś ślepo wierzyła w moją niewinność.- rzekł cicho, patrząc na dziewczynę. Widział, że chce mu coś przekazać.
- Zakończmy to. Jeszcze dziś się wyprowadzę, tak będzie lepiej dla nas.- wreszcie wyrzuciła z siebie te słowa. Nie chciała tego robić, ale nie mogła inaczej. Jak miała mu ufać, skoro on sam sobie nie ufał?
- Co? Kochanie nie żartuj.- uśmiechnął się krzywo, ale jej mina mówiła, że jest w tym momencie poważna- Ale.. Przecież... Ja... Kocham cię jak wariat. Jesteś moją drugą połówką, nie możesz odejść, proszę...- chciał chwycić za jej dłoń, lecz ta szybko schowała je pod stołem. Wzrok wbiła w blat, unikając spojrzenia mężczyzny, z którym jeszcze wczoraj planowała wspólną przyszłość.
- Sophie spójrz na mnie proszę.- nie zareagowała. Wstała z krzesła i powiedziała:
- Nie utrudniajmy tego. Pójdę już. Klucze oddam Alexowi.- rzekła, starając się nie uronić łez. Brunet szybko znalazł się przy niej i namiętnie pocałował. Obydwoje zatracili się w pocałunku. Blondynka odbierała go jako ostatni. Ostatni raz czuła jego wargi na swoich, jego dotyk, jego przyśpieszony oddech... Ostatni raz znalazła się tak blisko...
- Jesteś kobietą mojego życia. Nie rób mi tego. Ja nie potrafię bez ciebie normalnie funkcjonować. Nie wyobrażam sobie, że nagle miałabyś zniknąć z mojego życia. Mogę zaoferować ci tylko swoją miłość. Proszę zostań. Wiem, że mnie kochasz...- wyszeptał. Miał wrażenie, że coś bardzo ważnego właśnie wymyka mu się z rąk. Zielonooka nie wytrzymała, strumienie łez zaczęły płynąć po jej policzkach. Całą noc nad tym myślała. Wiedziała, że będzie cholernie trudno. Wierzyła w każde jego słowo. Ale czy mogłaby nadal z nim być? Jak to możliwe, aby nie pamiętać, czy zrobiło się coś tak okrutnego, czy nie? Ten gwałt nie dawał jej spokoju. Trzeba to zakończyć jak najszybciej. Mówią, że prawdziwa miłość przetrwa wszystko. Ona czuję się za słaba psychicznie. Sama będzie miała ogromne wyrzuty sumienia, że to zrobiła.
- Nie rób tak nigdy więcej.- tylko tyle udało jej się powiedzieć. Ostatni raz spojrzała w oczy bruneta, czego szybko pożałowała. Ujrzała w nich ogromy ból i małą iskierkę nadziei. Szybko wybiegła z pokoju odwiedzin, kierując się do wyjścia. Rozpłakała się jak małe dziecko. Nie zatrzymywała już łez. Ludzie patrzyli na nią jak na wariatkę. Sophie wiedziała, że jej życie nigdy nie będzie już takie samo. Przecież nie zapomni o nim, nie chce zapomnieć. Chce tylko, żeby nie bolało tak mocno...
****
Wszystkie niemieckie gazety piszą o domniemanym gwałcie. Sophie od dwóch dni siedzi w swojej kawalerce. Dostała ją dawno temu od dziadka i babci, ale nie miała jeszcze okazji z niej korzystać. Niedawno zastanawiała się nad jej wynajęciem jednak nie zdążyła znaleźć lokatorów i może to dobrze... Teraz ma gdzie się podziać. Ani razu nie opuściła starej kamienicy. Dzisiaj odwiedził ją Marcel.
- Wyglądasz okropnie.- powiedział, widząc skuloną dziewczynę na kanapie.
- Dzięki.- odpowiedziała. Siatkarz szybko wyczuł, że jest źle. Blondynka na pewno odgryzłaby się na taki komentarz. Obiecał sobie, że odwiedzi Goetze, kiedy wyjdzie z aresztu i pogada z nim ,,po męsku". To przez niego jego przyjaciółka cierpi.
- Nie jest wart, ani jednej twojej łzy.- powiedział, siadając obok niej.
- Możemy nie poruszać tego tematu?- chrypnęła. Na policzkach widniały ślady po łzach.
- Jak wolisz. Jadłaś coś? Martwię się o ciebię.- wyznał, badając osiemnastolatkę wzrokiem.
- Nie jestem głodna. Daj mi spokój.- poprosiła, kładąc się na boku.
- Ugotuję coś. Nie możesz tak funkcjonować.- pokręcił głową- Jajecznica czy naleśniki?- nie uzyskał odpowiedzi- Nie będziesz się do mnie odzywać?
- Nie rozumiesz, że nie jestem głodna? Nie mam ochoty na pieprzone naleśniki, ani jajecznicę.- warknęła nakrywając się kocem- Marcel idź sobie. Ja nie potrzebuję niczyjej litości, ani pomocy.
- Zrobię jajecznicę i udam, że nie słyszałem.- obrócił się na pięcie stojąc już przy blacie kuchennym. Zielonooka właśnie taką taktykę przyjęła- zrazić wszystkich do siebie. Nie wyobrażała sobie odpowiadać na pytania ze strony ojca czy dziadków. Telefon leżał gdzieś w kącie, oczywiście rozładowany. Jej skrzynka odbiorcza była pełna nieprzeczytanych wiadomości i nieodebranych połączeń. Wiedziała, że i tak będzie musiała dać znak życia. Straciła sens swojego życia. Już nigdy nie będzie tą samą Sophie. Wielki bałagan panował w jej głowie, jak i dookoła niej. Wprowadziła się do nowego mieszkania, a jej rzeczy nadal leżały w walizce. Pewnie Marcel znał lepiej jej kuchnie niż osiemnastolatka. Olała swoją prace, raczej już jej nie posiada. Jak można się domyślić na wykładach również nie bywała.
- Mam nadzieję, że będzie ci smakować.- oświadczył brunet, siadając obok dziewczyny. Wręczył jej talerz i sztućce. Kawalerka była typowo studencka, więc brakowało w niej między innymi stołu. Z drugiej strony zająłby on zbyt dużo miejsca w i tak małym mieszkanku.
- Nie jest złe.- mruknęła, biorąc kolejny kęs swojej porcji. Wcześniej spychała myśl, że jest głodna na dalszy plan. Reszta posiłku przebiegła w ciszy, a gdy oba talerze świeciły pustkami, brunet zabrał głos.
- Widzę, że jest ci ciężko, ale ja nie odsunę się na bok. Przyjaciele tak nie robią. Chcę, żebyś wiedziała, że zawsze będę przy tobie.- wyjaśnił, uśmiechając się delikatnie.
- Jestem taka beznadziejna...- schowała twarz w dłonie.
- Co ty za głupoty gadasz?- przysunął się do panny Weidenfeller.
- Nie zasługuję na takiego przyjaciela.- przytuliła się do niego, roniąc kolejne łzy.
- Zasługujesz na to co najlepsze.- zapewnił- Spokojnie wszystko się ułoży.- chciał podnieść ją na duchu.
- Nic nie będzie już takie samo. A wiesz, co jest najgorsze?- zadała pytanie, przecierając załzawione oczy.
- Nie wiem...- objął ramieniem przyjaciółkę.
- Nadal go kocham i nie wyobrażam sobie życia bez niego.- powiedziała mocząc koszulkę bruneta. Ten pozwolił jej się wypłakać. Że też musiała zakochać się akurat w Goetze. Może inny nie skrzywdziłby blondynki... Od początku coś mu w nim nie pasowało. Czyżby posiadał intuicję? Albo jest w błędzie, jak cała reszta?
****
Nadaje się? Mi niedokońca pasuje... Dziękuję za komentarze i czekam na następne ;* Pozdrawiam gorąco :3
- Obaj jesteście popieprzeni!- krzyknął zdenerwowany.
- Witaj przyjacielu!- zaśmiał się, zaciągając dymem z cygara.
- Zniszczycie mu życie! Na co wam to?!- nie rozumiał, jaki sens ma wsadzenie Goetze za kratki.
- Oh, czyli jesteś już po przesłuchaniu. I co ciekawego powiedziałeś panom policjantom?- dopytywał, gładząc dłonią swoją łysinę.
- To co kazaliście.- splunął, niedowierzając, że dał się wmanipulować w cały przekręt.
- Zuch chłopak. Pamiętaj, że siedzisz w tym gównie po uszy.- uświadomił młodszego kolegę z drużyny- A jeśli będziesz się stawiał, próbował nas wydać... Pamiętaj, że możemy wymyślić historyjkę, która ciebie też pogrąży.- wyszczerzył się.
- Powinni was izolować od społeczeństwa! Nie nawidzę was! Muller i ty będziecie smażyć się w piekle.- ciagle mówił podwyższonym głosem.
- Taki z ciebie chojrak? No popatrz, ale wyśpiewałeś wszystko tak, jak ci kazaliśmy... Jesteś taki sam jak my. Przykro mi Alaba.- wybuchnął gromki śmiechem. To on tu triumfował.
- A myślałem, że nikt nie dorasta tobie do pięt.- kopnął zmarzniętą bryłę śniegu, która leżała na jego drodze- Ty Robben ten najlepszy, najcudowniejszy.- prychnął z pogardą- Bałeś się, że Mario może cie przyćmić?
- On? Nie żartuj sobie.- rzekł, udając znudzonego- To tak dla rozrywki.
- Mam nadzieję, że spotka cię coś równie okrutnego. Jesteś potworem. Wstyd mi, że zadałem się z tobą. No i Muller... Nawet nie jest mi was szkoda. Leczcie się idioci!- przystanął na chwilę.
- Widzimy się jutro na treningu. Szkoda, że nasz kolega nie pojawi się tam w najbliższym czasie...- zakończył konwersację dumny z samego siebie. David czuł się zerem. Musi kryć tych popaprańców udawać, że czegoś nie widział. Nie miał nic do Mario. Fajny chłopak nawet zaczął się z nim dogadywać. Nie umiałby pójść teraz do aresztu i patrząc mu prosto w oczy, powiedzieć że wszystko będzie dobrze. Austryjak dobrze wie, że tak się nie stanie. Brukowce szybko wywęszą sensację. Może sam Arjen czy Thomas poinformują ich anonimowo. Jest cholernie wściekły na siebie, na ,,kolegów". Dał się podejść jak małe dziecko. Zawiódł na całej lini. Nie może tego naprawić, bo boi się o własny tyłek. Żal mu Goetze, ale sam jest tchórzem. Thomas i Arjen bez większego problemu zniszczą mu karierę, a tego by nie chciał...
*****
Od aresztowania Goetze minęła prawie doba. Sophie zadzwoniła do jego prawnika. Pan Alex Marey był mężczyzną w podeszłym wieku. Stary wyjadacz wśród najlepszych adwokatów w kraju. Postanowił zająć się sprawą młodego Niemca i od razu zaczął działać. Panna Weidenfeller również musiała złożyć zeznania. Opowiedziała na nich całą prawdę, głównie wypytywano ją o powrót Mario z imprezy. Zaraz potem miała umówione widzenie u chłopaka. Dzięki swoim wpływom udało mu się tak szybko ,,wynegocjować" pierwsze widzenie. Blondynka weszła do wskazanego przez policjanta pomieszczenia. W pokoju znajdował się tylko duży stół i dwa krzesła, a na jednym z nich czekał sportowiec. Funkcjonariusz został przed mosiężnymi drzwiami, dzięki czemu para miała trochę prywatności. To pewnie też kwestia łapówki. Gdy brunet ujrzał swoją wybrankę, podniósł się i podbiegł do niej.
- Strasznie się cieszę, że przyszłaś.- mocno ją przytulił, po czym pocałował, lecz trwało to dość krótko. Zielonooka odsunęła się od mężczyzny, spuszczając głowę.
- Przyniosłam ci najpotrzebniejsze rzeczy.- wręczyła mu sportową torbę z ubraniami i kosmetykami.
- Dziękuję.- uśmiechnął się blado. Usiedli przy stole na przeciw siebie, trzymając się za dłonie.
- Wiesz już kiedy cię wypuszczą?- zapytała. Nie prezentowała się najlepiej. Widać było, że zarwała nockę. Biła się z myślami, aż rozbolała ją głowa.
- Nie.- westchnął- Zbierają do kupy wszystkie zeznania twoje, chłopaków...
- I tej dziewczyny.- wtrąciła, biorąc większy oddech. W pomieszczeniu zapadła cisza. Blondynka była bliska płaczu. Podjęła trudną decyzję. Nie wiedziała, jak ma mu to powiedzieć.- Mario... Zrobiłeś to?- głos jej zadrżał.
- Nigdy w życiu nie zrobiłbym czegoś tak okrutnego...Ale wtedy byłem pijany i ja na prawdę nie wiem. Nic nie pamiętam. Mam pustkę w głowie.- odpowiedział.
- No właśnie. Sam nie masz pewności.- stwierdziła- Zrozum, że ta sytuacja dla mnie też jest trudna. Kocham cię bardzo ale... Ciągle mam przed oczami obraz, kiedy ty i ona... To obrzydliwe.- potrząsnęła głową.
- Tak mi przykro, że przeze mnie też cierpisz...- pokręcił głową- Gdybym tyle nie wypił...
- Brzydzę się tym wszystkim i...- czuła, jak jej serce rozpada się na kawałki- Nie mogę tak dłużej.- wyrwała ręce z jego uścisku.
- Nie wymagam od ciebie, żebyś ślepo wierzyła w moją niewinność.- rzekł cicho, patrząc na dziewczynę. Widział, że chce mu coś przekazać.
- Zakończmy to. Jeszcze dziś się wyprowadzę, tak będzie lepiej dla nas.- wreszcie wyrzuciła z siebie te słowa. Nie chciała tego robić, ale nie mogła inaczej. Jak miała mu ufać, skoro on sam sobie nie ufał?
- Co? Kochanie nie żartuj.- uśmiechnął się krzywo, ale jej mina mówiła, że jest w tym momencie poważna- Ale.. Przecież... Ja... Kocham cię jak wariat. Jesteś moją drugą połówką, nie możesz odejść, proszę...- chciał chwycić za jej dłoń, lecz ta szybko schowała je pod stołem. Wzrok wbiła w blat, unikając spojrzenia mężczyzny, z którym jeszcze wczoraj planowała wspólną przyszłość.
- Sophie spójrz na mnie proszę.- nie zareagowała. Wstała z krzesła i powiedziała:
- Nie utrudniajmy tego. Pójdę już. Klucze oddam Alexowi.- rzekła, starając się nie uronić łez. Brunet szybko znalazł się przy niej i namiętnie pocałował. Obydwoje zatracili się w pocałunku. Blondynka odbierała go jako ostatni. Ostatni raz czuła jego wargi na swoich, jego dotyk, jego przyśpieszony oddech... Ostatni raz znalazła się tak blisko...
- Jesteś kobietą mojego życia. Nie rób mi tego. Ja nie potrafię bez ciebie normalnie funkcjonować. Nie wyobrażam sobie, że nagle miałabyś zniknąć z mojego życia. Mogę zaoferować ci tylko swoją miłość. Proszę zostań. Wiem, że mnie kochasz...- wyszeptał. Miał wrażenie, że coś bardzo ważnego właśnie wymyka mu się z rąk. Zielonooka nie wytrzymała, strumienie łez zaczęły płynąć po jej policzkach. Całą noc nad tym myślała. Wiedziała, że będzie cholernie trudno. Wierzyła w każde jego słowo. Ale czy mogłaby nadal z nim być? Jak to możliwe, aby nie pamiętać, czy zrobiło się coś tak okrutnego, czy nie? Ten gwałt nie dawał jej spokoju. Trzeba to zakończyć jak najszybciej. Mówią, że prawdziwa miłość przetrwa wszystko. Ona czuję się za słaba psychicznie. Sama będzie miała ogromne wyrzuty sumienia, że to zrobiła.
- Nie rób tak nigdy więcej.- tylko tyle udało jej się powiedzieć. Ostatni raz spojrzała w oczy bruneta, czego szybko pożałowała. Ujrzała w nich ogromy ból i małą iskierkę nadziei. Szybko wybiegła z pokoju odwiedzin, kierując się do wyjścia. Rozpłakała się jak małe dziecko. Nie zatrzymywała już łez. Ludzie patrzyli na nią jak na wariatkę. Sophie wiedziała, że jej życie nigdy nie będzie już takie samo. Przecież nie zapomni o nim, nie chce zapomnieć. Chce tylko, żeby nie bolało tak mocno...
****
Wszystkie niemieckie gazety piszą o domniemanym gwałcie. Sophie od dwóch dni siedzi w swojej kawalerce. Dostała ją dawno temu od dziadka i babci, ale nie miała jeszcze okazji z niej korzystać. Niedawno zastanawiała się nad jej wynajęciem jednak nie zdążyła znaleźć lokatorów i może to dobrze... Teraz ma gdzie się podziać. Ani razu nie opuściła starej kamienicy. Dzisiaj odwiedził ją Marcel.
- Wyglądasz okropnie.- powiedział, widząc skuloną dziewczynę na kanapie.
- Dzięki.- odpowiedziała. Siatkarz szybko wyczuł, że jest źle. Blondynka na pewno odgryzłaby się na taki komentarz. Obiecał sobie, że odwiedzi Goetze, kiedy wyjdzie z aresztu i pogada z nim ,,po męsku". To przez niego jego przyjaciółka cierpi.
- Nie jest wart, ani jednej twojej łzy.- powiedział, siadając obok niej.
- Możemy nie poruszać tego tematu?- chrypnęła. Na policzkach widniały ślady po łzach.
- Jak wolisz. Jadłaś coś? Martwię się o ciebię.- wyznał, badając osiemnastolatkę wzrokiem.
- Nie jestem głodna. Daj mi spokój.- poprosiła, kładąc się na boku.
- Ugotuję coś. Nie możesz tak funkcjonować.- pokręcił głową- Jajecznica czy naleśniki?- nie uzyskał odpowiedzi- Nie będziesz się do mnie odzywać?
- Nie rozumiesz, że nie jestem głodna? Nie mam ochoty na pieprzone naleśniki, ani jajecznicę.- warknęła nakrywając się kocem- Marcel idź sobie. Ja nie potrzebuję niczyjej litości, ani pomocy.
- Zrobię jajecznicę i udam, że nie słyszałem.- obrócił się na pięcie stojąc już przy blacie kuchennym. Zielonooka właśnie taką taktykę przyjęła- zrazić wszystkich do siebie. Nie wyobrażała sobie odpowiadać na pytania ze strony ojca czy dziadków. Telefon leżał gdzieś w kącie, oczywiście rozładowany. Jej skrzynka odbiorcza była pełna nieprzeczytanych wiadomości i nieodebranych połączeń. Wiedziała, że i tak będzie musiała dać znak życia. Straciła sens swojego życia. Już nigdy nie będzie tą samą Sophie. Wielki bałagan panował w jej głowie, jak i dookoła niej. Wprowadziła się do nowego mieszkania, a jej rzeczy nadal leżały w walizce. Pewnie Marcel znał lepiej jej kuchnie niż osiemnastolatka. Olała swoją prace, raczej już jej nie posiada. Jak można się domyślić na wykładach również nie bywała.
- Mam nadzieję, że będzie ci smakować.- oświadczył brunet, siadając obok dziewczyny. Wręczył jej talerz i sztućce. Kawalerka była typowo studencka, więc brakowało w niej między innymi stołu. Z drugiej strony zająłby on zbyt dużo miejsca w i tak małym mieszkanku.
- Nie jest złe.- mruknęła, biorąc kolejny kęs swojej porcji. Wcześniej spychała myśl, że jest głodna na dalszy plan. Reszta posiłku przebiegła w ciszy, a gdy oba talerze świeciły pustkami, brunet zabrał głos.
- Widzę, że jest ci ciężko, ale ja nie odsunę się na bok. Przyjaciele tak nie robią. Chcę, żebyś wiedziała, że zawsze będę przy tobie.- wyjaśnił, uśmiechając się delikatnie.
- Jestem taka beznadziejna...- schowała twarz w dłonie.
- Co ty za głupoty gadasz?- przysunął się do panny Weidenfeller.
- Nie zasługuję na takiego przyjaciela.- przytuliła się do niego, roniąc kolejne łzy.
- Zasługujesz na to co najlepsze.- zapewnił- Spokojnie wszystko się ułoży.- chciał podnieść ją na duchu.
- Nic nie będzie już takie samo. A wiesz, co jest najgorsze?- zadała pytanie, przecierając załzawione oczy.
- Nie wiem...- objął ramieniem przyjaciółkę.
- Nadal go kocham i nie wyobrażam sobie życia bez niego.- powiedziała mocząc koszulkę bruneta. Ten pozwolił jej się wypłakać. Że też musiała zakochać się akurat w Goetze. Może inny nie skrzywdziłby blondynki... Od początku coś mu w nim nie pasowało. Czyżby posiadał intuicję? Albo jest w błędzie, jak cała reszta?
****
Nadaje się? Mi niedokońca pasuje... Dziękuję za komentarze i czekam na następne ;* Pozdrawiam gorąco :3
niedziela, 1 marca 2015
ROZDZIAŁ 25-,, Wyglądam jak Król Julian?"
Grudzień rozpieszcza wszystkich nadzwyczaj słoneczną pogodą. Doskonałą na długie spacery pod ciepłym ramieniem ukochanej osoby. Jednak niekażdemu jest dane korzystać z tych przywilejów. Sophie biegała po domu z odkurzaczem, chcąc posprzątać w mieszkaniu. Odkładała to już długo i wreszcie znalazła wolną chwilę. Właśnie walczyła z pokojem dziennym, zgrabnie przemykając między meblami. Tymczasem Mario siedział na kanapie z wyciągniętymi nogami na stoliku. Uważnie obserwował najmniejszy ruch blondynki, jakby było to najciekawsze zajęcie na świecie.
- Może jeszcze piwko podać?- zapytała z wyrzutem. Brunet leniuchował w najlepsze, gdy ona ogarynała bałagan, który wspólnie stworzyli.
- Od piwa brzuszek rośnie.- odsłonił koszulkę, pokazując idealnie wyrzeźbioną klatkę piersiową i brzuch- Ja wytarłem kurze.- podniósł recę ku górze w geście obronnym. Zielonooka pokręciła głową z niedowierzenia, po czym powróciła do wcześniejszej czynności.
,,I nie zastanawiaj się,
chcę, żebyś zaskakiwał mnie."
Niespodziewanie odkurzacz przestał hałasować, co oznaczało, że został wyłączony. Blondynka ujrzała sprawcę całego zajścia. Kto mógł jej przeszkadzać? Oczywiście, że Goetze.
- Nudzisz się?- zapytała, opierając się o rurę od odkurzacza.
- Trochę.- westchnął, po czym znalazł się przy pannie Weidenfeller- Strasznie mnie kusisz w tej kitce.- powiedział, przygryzając jej płatek ucha.
- Co ty nie powiesz?- uniosła brwi, wbijając się w jego usta. Potrafił w ułamku sekundy sprawić, że zapominała o całym świecie i pragnęła tylko jego. Jakie porządki? Para zaczęła obdarowywać się coraz zachłanniejszymi pocałunkami. Ich oddechy przyśpieszyły. Osiemnastolatka popchnęła Niemca na kanapę i zaraz znalazła się na nim. Jednak nie trawało to długo, ponieważ brunet szybko znalazł się nad dziewczyną. Zielonooka pomogła mu pozbyć się T-shirtu, by móc napawać się widokiem jego ciała. W tej chwili telefon sportowca zaczął dzwonić, lecz młoda para zignorowała go. Mario pozbył się już koszulki swojej ukochanej. Ich języki wciąż prowadziły dziki taniec, a serca zaczęły bić jednym rytmem. Komórka dała o sobie znać po raz drugi i trzeci.
- Odbierz.- powiedziała blondynka łapiąc oddech i opierając czoło o klatkę piersiową chłopaka. Ten nie zwrócił uwagi na jej słowa, nie miał ochoty przerywać.- Może to coś ważnego.- ujęła jego twarz w dłonie, rozpływając się pod wpływem jego brązowych teńczówek. Zawsze gdy w nie patrzyła, czuła się jak księżniczka. Tonęła w oczach mężczyzny, za którym poszłaby w ogień, dla którego byłaby w stanie zrobić wszystko. Brunet posłuchał swojej kobiety i z wielkim bólem serca ruszył do szafki, na której leżał telefon. Tęsknym wzrokiem patrzył na Sophie, a ta nie mogła powstrzymać się od śmiechu. Piłkarz miał minę jak dziecko, któremu zabrano ulubioną zabawkę.
- Halo?- odebrał telefon z lekko zachrypniętym głosem.
- Co tak długo, zapomniałeś już o swoim najlepszym przyjacielu?- zapytał Marco, szczerzący się jak głupi do sera.
- Reus?!- zawyła zła klubowa dziewiętnastka.
- A ciebie co ugryzło?- zdziwił się farbowany blondyn- Przerwałem w czymś?- zapadła cisza- Stary, przepraszam. Nie domyśliłem się, że skoro nie odbierasz to znaczy, że szalejesz z panną Weidenfeller.- zakrył dłonią twarz, zawstydzony swoją głupotą.
- Po co zakłócasz mój spokój?- młodszy usiadł na fotelu, a blondynka rzuciła w niego koszulką.
- Chciałem zapytać, czy macie jakieś plany w przyszłym tygodniu.- wyjaśnił.
- Nie chcesz przeszkadzać?- sarknął Goetze, lustrując wzrokiem zielonooką, która doprowadzała się do porządku.
- Długo będziesz się boczył? Odbijesz sobie innym razem.- powiedział, przeczesując palcami grzywkę.
- Nie. Nie mamy chwilowo nic zaplanowane. Czemu pytasz?- zainteresował się brązowooki.
- Chciałem wpaść do was. Po świętach lecę do Dubaju, więc pomyślałem, że fajnie by było spotkać się jeszcze przed Bożym Narodzeniem.- rzekł.
- Może jakiś melanżyk?- rozpromienił się młodszy.
- Więc czuję się zaproszony.- roześmiał się gracz Borussii.
- To wbijaj, a teraz żegnam.- oświadczył chłopak.
- Oj młody, młody...- pokręcił głową rozbawiony Niemiec, kończąc konwersację.
- Blondyna do nas wpadnie. A co ty robisz?- zdziwił się brunet, widząc swoją ukochaną ponownie przy odkurzaczu.
- To świetnie. Dawno go u nas nie było.- zauważyła- Kiedyś trzeba posprzątać.- wzruszyła ramionami- Ale wiesz... Wpadłam na genialny pomysł!
- Do kończymy, to co zaczęliśmy?- wyszczerzył się gracz Bayernu.
- Może wieczorem...- przesłała mu buziaka w powietrzu- Ty dokończysz odkurzanie, a ja sobię poleżę.- uśmiechnęła się promiennie.
- Czego się nie robi z miłości?- westchnął, zabierając się za porządki.
- Też cię kocham.- pomachała mu już z kanapy, rozkładając się niczym królowa.
*****
To niepierwszy raz kiedy tego wieczoru popłakała się ze śmiechu, a policzki bolały ją od ciągłego uśmiechania się. Chwyciła po kieliszek z czerwonym winem, uważając na świeżo pomalowane paznokcie. Turkusowy lakier nie zdążył jeszcze wyschnąć, a szkoda aby takie dzieło sztuki się zniszczyło. Sophie bardzo się starała. Ogólnie dzisiejszy wieczór miał wyglądać trochę inaczej. Zaprosiła do siebie Sue koleżankę z pracy. Planowały spędzić wspólnie czas na babskich sprawach tj. malowanie paznokci, maseczki, ploteczki i inne. Panna Weidenfeller miała wolną chatę, ponieważ jej partner wybrał się do pubu ze znajomymi z klubu. Blondynka cieszyła się, że znaleźli wspólny język i Mario nie czuje się już jak piąte koło u wozu. Zielonooka nie jest typem samotnika. Lubi towarzystwo innych ludzi i nie chciała spędzić wieczora samotnie. Nie mogła liczyć na swoją przyjaciółkę Olivię, która miała swoje obowiązki, których nie da się rzucić od tak, aby przyjechać do Monachium na domowe spa. Sophie zdążyła wszystko przygotować włącznie z przekąskami i winem, kiedy Sue poinformowała ją, że nie przybędzie. Niespodziewanie jej córeczka się rozchorowała, a kobieta nie miała serca podrzucać dziecka swojej matce. Sophie nie gniewała się na koleżankę. Po chwili namysłu zadzwoniła do Marcela, który szybko przyjął jej propozycję, aby odwiedzić przyjaciółkę. Cóż... Planowała babski wieczór, ale sprawy się pokomplikowały i towarzystwa dotrzymał jej brunet.
- Marcelooo, twoje zdrowie.- oświadczyła blondynka, prostując nogi na kanapie. Jej stopy dosięgły kolan siatkarza i na nich spoczęły.
- Nawet o tym nie myśl.- zaśmiał się, popijając piwo prosto z puszki- Nie jestem Mortem, żeby ci stopy masować.
- Nic nie powiedziałam głupolu.- uderzyła go w ramię- Wyglądam jak Król Julian?- Marcel podrapał się po brodzie, udawając, że ciężko nad czymś myśli.
- Z tego profilu... Może trochę...- droczył się.
- Igrasz z ogniem.- ostrzegła przyjaciela.
- Kobieta jest bezbronna, gdy ma pomalowane paznokcie.- wytknął w jej stronę język.
- Nie wierzę, że ciebię lubię.- westchnęła, kręcąc głową.
- Młoda, ty mnie jak brata kochasz.- posłał w jej kierunku buziaka. Od czasu do czasu udawało się mu powiedzieć coś mądrego i właśnie przed chwilą miał taki prześwit. Sophie traktowała go jak członka rodziny. Wiele by dla niego zrobiła. Cały wieczór minął im w świetnym nastroju. Mimo, że droczyli się ze sobą, a czasem nawet wyzywali, ale to do nich podobne. Nikt nie obraził się na dłużej niż dwie minuty. Jeszcze przed północą Marcel poszedł do domu, ponieważ musiał nazajutrz wstać w miarę wcześnie. Zielonooka nie spodziewała się szybkiego powrotu Goetze. Posprzątała po dzisiejszym spotkaniu, wzięła długą kąpiel. Kiedy kładła się do łóżka, zegar wskazywał godzinę pierwszą w nocy. Dziewczyna szybko poddała się wpływom Morfeusza.
****
- Proszę pana tak nie może być! Dlaczego osły są dyskryminowane przez inne koniowate zwierzęta?- burzył się pijany Niemiec. Kierowca taksówki powstrzymywał się od śmiechu, potakując od czasu, do czasu. Ten człowiek mógłby napisać książke, w której opisałby, co ciekawego mówią ludzie po pijaku. Komedia rozeszłaby się w sklepach jak świeże bułeczki światowy bestseller na sto procent.- On wcale nie jest głupi. Dlaczego nie mówi się głupi jak koń? Albo zebra?- Mario plątał się już język. Oparł głowę o zimną szybę, powoli zasypiając. Miły pan taksówkarz dojechał do celu. Zaparkował przed apartamentowcem.
- Halo! Nie śpimy! Wysiadamy, jesteśmy na miejscu.- zakomunikował, odwracając się do sportowca.
- Tak, tak...- ziewnął, rozbudzając się lekko- Ale zebra to koń, tak? A może koń to zebra? Moje życie straciło sens!- zakrył dłonią usta. Kierowca zauważył, że chłopaka nie jest w stanie sam wysiąść z samochodu, więc mu pomógł.
- Więc pod którym pan numerem mieszka?- zapytał podtrzymując pod ramię mężczyznę.
- Ja nie daję swojego numeru obcym.- pokręcił głową z dezaprobatą- Potem pan będzie do mnie wydzwaniał...- taksówkarz próbował wyciągnąć od Goetze odpowiednie informację, lecz nie szło się z nim dogadać. Piłkarz nie mógł zbyt długo utrzymać się na nogach, więc przysiadł na kamiennej donicy.
- Jest już czwarta nad ranem, a ja nie mam całego dnia, żeby tu sterczeć.- westchnął zmartwiony staruszek- Mieszkasz z kimś? Może zadzwonimy do tej osoby i ona nam pomoże.- myślał głośno.
- Pan oszalał? Sophie śpi już dawno. Jak ją obudzę, to będzie wściekła.- przysypiał na siedząco- Ale jest piękna jak się złości.- uśmiechnął się. Kierowca nie czekając dłużej chwycił za telefon Mario i wybrał numer do Sophie. Po kilku sygnałach usłyszał zaspany głos.
- Gdzie ty jesteś?- jęknęła panna Weidenfeller.
- Dobry wieczór... A może już dzień dobry, nieważne. Jestem taksówkarzem. Stoję razem z panem Goetze pod apartamentowcem, kazano mi go tu przywieźć. Biedak nie pamięta numeru mieszkania i nie jest w stanie sam do niego dotrzeć.- wyjaśnił sytuację doświadczony już człowiek.
- Zaraz będę na dole.- powiedziała krótko, po czym się rozłączyła. Blondynka szybko założyła pierwsze z brzegu dżinsy. Na T-shirt w którym spała, narzuciła kurtkę i kozaki bo to jednak grudzień. Kierowca ujrzał młodą kobietę, zmierzającą ku niemu.- Dzień dobry panu. Mario już zapłacił?- zapytała, lustrując wzrokiem zwłoki Niemca.
- Tak, zapłacono mi już na początku.- zapewnił- Będę się już zbierał. Dobrej nocy.- pożegnął się i odjechał.
- Coś ty z sobą zrobił...- niedowierzała. Chłopak zaszalał, a jutro będzie cierpiał. Nie zamierzała mu z tego powodu robić kazań, ani się gniewać. Kac będzie odpowiednią karą, a ona nie chce wyjść na starą zrzędę.
- A ty nie śpisz?- zdziwił się piłkarz, dopiero zauważając swoją ukochaną.
- No niestety nie. Idziemy do środka, bo zimno.- pomogła mu wstać, kierując się do apartamentu.
- Kupmy sobie osiołka.- zproponował, uważnie stawiając każdy krok, aby nie spotkać się z podłogą. Blondynka wybuchnęła śmiechem.- Nie śmiej się z niego. To normalne zwierzę, które potrzebuje trochę ciepła! A wy wszyscy jesteście tacy sami. Wyśmiewacie się z niego!- był bliski płaczu. Co alkohol robi z człowiekiem?
- Kochanie nie wyśmiewam się ze zwierzaka.- osiemnastolatka chciała załagodzić całą sytuację- My nie mamy gdzie trzymać takiego osła. On potrzebuje wybiegu na dworzu.- zauważyła.
- Masz rację. Ale ja chcę osła.- trzymał się swego.
- Pogadamy o tym jutro.- obiecała.
- Dlaczego musimy jechać windą?- zapytał, podpierając się jej ściany.
- Bo tak jest szybciej.- odpowiedziała wciąż rozbawiona.
- Aha.- wyczerpał temat- A kochasz mnie?- zadał kolejne pytanie.
- Oczywiście.- uśmiechnęła się, wyprowadzając chłopaka z windy.
- A osły też kochasz?- weszli do mieszkania. Blondynka pokierowała piłkarza prosto do ich wspólnej sypialni.
- Niebardziej niż ciebie. Połóż się i śpij.- oznajmiła, zdejmując z bruneta spodnie i koszulę by było mu wygodniej.
- I tak kupię osła.- po wypowiedzi tych słów zasnął, przytulając się do poduszki. Blondynka zajęła miejsce obok mężczyzny, jednak trzymała dystans. Nie pachniał najładniej...
****
- Dużo głupot wczoraj gadałem?- zapytał już trzeźwy Mario. Razem z Sophie spędzał popołudnie przed telewizorem, lecząc kaca.
- W sumie to było dziś. I tak, dużo.- na samo wspomnienie, blondynka wybuchnęła śmiechem.
- Nic nie pamiętam.- stwierdził, biorąc kolejny łyk wody mineralnej. Oglądali jakiś kryminał, fim bardzo wciągnął młodą Niemkę.
- I on teraz tak umrze?- pomyślała głośno, przeżywając jedną z akcji.
- Nie, przecież ma kamizelkę kuloodporną.- zdradził Goetze.
- Oj zamknij się.- jęknęła zła- Ktoś ci kazał mówić, co się wydarzy?
- Pytałaś czy...- zaczął.
- Ale nie miałeś odpowiadać. Mówiłam sama do siebie.- prychnęła, wpatrując się w ekran telewizora. Brunet powstrzymał się od komentarza, ponieważ nie chciał bardziej denerwować swojej dziewczyny. Kiedy Mario opróżnił półtoralitrową butelkę , a film dobiegł końca, para usłyszała dzwonek do drzwi.- Zapraszałeś kogoś?- zapytała panna Weidenfeller.
- Nie, a ty?- zaciekawił się. Szczerze nie miał ochoty na żadne odwiedziny. Chciał przeleżeć cały wieczór na kanapie z Sophie u boku.
- Nie. Otworze.- oznajmiła kierując się do wejścia. Przed drzwiami stało dwóch funkcjonariuszy policji.
- Dzień dobry. Pan Mario Goetze jest w domu?- zapytał wyższy z czapką na głowie.
- Tak, a coś się stało?- zaniepokoiła się.
- Możemy wejść?- pytanie zadał drugi mężczyzna z kilkudniowym zarostem. Zielonooka uchyliła drzwi wpuszczając władzę do środka. Sportowiec zauważył przybyszy i zawitał do przedpokoju.- Pan Mario Goetze?- pytanie zadał chyba tylko dla formalności.
- Tak, o co chodzi?- dopytywał brązowooki, obejmując ramieniem ukochaną.
- Musi pan jechać z nami na komisariat.- oświadczył jeden z komisarzy.
- Ale po co?- zdziwił się.
- Został pan oskarżony o gwałt.- dla Sophie słowa odbiły się echem po pokoju.
- To jakiś żart?- zapytał Goetze zbity z tropu.
- Nie żartujemy z prawa.- odparł oschle policjant w czapce- Reszty dowie się pan na miejscu.
- Mogę się chociaż przebrać?- brunet miał na sobie szorty nieodpowiednie na grudniową pogodę.
- Ma pan dwie minuty.- rzekł ten niższy. Sportowiec przeszedł do sypialni, szybko wymieniając odzież. Był zmieszany. Nie wiedział, o co tym ludziom chodzi. Jaki gwałt? On nie byłby do czegoś takiego zdolny...
- Mario, co się dzieje?- zapytał przestraszona blondynka.
- Skarbie, nie mam zielonego pojęcia.- położył swoje dłonie na jej ramionach- Zadzwoń do mojego prawnika. Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Uśmiechnij się.- powiedział pewny siebie, lecz w środku bał się tak jak ona. Nie zrobiłby czegoś takiego za żadne pieniądze. Jednak wczorajszy wieczór jest jak wycięty z jego pamięci. Skoro nie był wstanie sam trafić do domu, jakich głupot narobił prędzej? Bił się z własnymi myślami, ale nie chciał tego po sobie okazać. Miał wielką nadzieję, że to jakaś pomyłka. Jednak czarne chmury zebrały się nad sportowcem. Najbliższe tygodnie będą dla tej pary koszmarem. Ich wspólne plany na przyszłość stoją pod znakiem zapytania. Zawistni ludzie pragnęli zabawić się losem piłkarza. Jak można być tak podłym, aby wymyślić taki chory plan i wprowadzić go w życie? Wystarczy, że przewrócą pierwszy klocek, a reszta obali się sama jak w Domino. Ciekawe czy potem będzie można je podnieść i ponownie ustawić...
****
I mamy przełom w całym opowiadaniu! Teraz będzie się działo, koniec nudnej sielanki :D Co myślicie o tym rozdziale? Czekam na wasze opinie, wierzę, że zmotywujecie mnie do dalszego tworzenia. Chwilowo mam bardzo dużo czasu wolnego (czytaj: złamana noga). Pozdrawiam gorąco wszystkich, którzy komentują :*
- Może jeszcze piwko podać?- zapytała z wyrzutem. Brunet leniuchował w najlepsze, gdy ona ogarynała bałagan, który wspólnie stworzyli.
- Od piwa brzuszek rośnie.- odsłonił koszulkę, pokazując idealnie wyrzeźbioną klatkę piersiową i brzuch- Ja wytarłem kurze.- podniósł recę ku górze w geście obronnym. Zielonooka pokręciła głową z niedowierzenia, po czym powróciła do wcześniejszej czynności.
,,I nie zastanawiaj się,
chcę, żebyś zaskakiwał mnie."
Niespodziewanie odkurzacz przestał hałasować, co oznaczało, że został wyłączony. Blondynka ujrzała sprawcę całego zajścia. Kto mógł jej przeszkadzać? Oczywiście, że Goetze.
- Nudzisz się?- zapytała, opierając się o rurę od odkurzacza.
- Trochę.- westchnął, po czym znalazł się przy pannie Weidenfeller- Strasznie mnie kusisz w tej kitce.- powiedział, przygryzając jej płatek ucha.
- Co ty nie powiesz?- uniosła brwi, wbijając się w jego usta. Potrafił w ułamku sekundy sprawić, że zapominała o całym świecie i pragnęła tylko jego. Jakie porządki? Para zaczęła obdarowywać się coraz zachłanniejszymi pocałunkami. Ich oddechy przyśpieszyły. Osiemnastolatka popchnęła Niemca na kanapę i zaraz znalazła się na nim. Jednak nie trawało to długo, ponieważ brunet szybko znalazł się nad dziewczyną. Zielonooka pomogła mu pozbyć się T-shirtu, by móc napawać się widokiem jego ciała. W tej chwili telefon sportowca zaczął dzwonić, lecz młoda para zignorowała go. Mario pozbył się już koszulki swojej ukochanej. Ich języki wciąż prowadziły dziki taniec, a serca zaczęły bić jednym rytmem. Komórka dała o sobie znać po raz drugi i trzeci.
- Odbierz.- powiedziała blondynka łapiąc oddech i opierając czoło o klatkę piersiową chłopaka. Ten nie zwrócił uwagi na jej słowa, nie miał ochoty przerywać.- Może to coś ważnego.- ujęła jego twarz w dłonie, rozpływając się pod wpływem jego brązowych teńczówek. Zawsze gdy w nie patrzyła, czuła się jak księżniczka. Tonęła w oczach mężczyzny, za którym poszłaby w ogień, dla którego byłaby w stanie zrobić wszystko. Brunet posłuchał swojej kobiety i z wielkim bólem serca ruszył do szafki, na której leżał telefon. Tęsknym wzrokiem patrzył na Sophie, a ta nie mogła powstrzymać się od śmiechu. Piłkarz miał minę jak dziecko, któremu zabrano ulubioną zabawkę.
- Halo?- odebrał telefon z lekko zachrypniętym głosem.
- Co tak długo, zapomniałeś już o swoim najlepszym przyjacielu?- zapytał Marco, szczerzący się jak głupi do sera.
- Reus?!- zawyła zła klubowa dziewiętnastka.
- A ciebie co ugryzło?- zdziwił się farbowany blondyn- Przerwałem w czymś?- zapadła cisza- Stary, przepraszam. Nie domyśliłem się, że skoro nie odbierasz to znaczy, że szalejesz z panną Weidenfeller.- zakrył dłonią twarz, zawstydzony swoją głupotą.
- Po co zakłócasz mój spokój?- młodszy usiadł na fotelu, a blondynka rzuciła w niego koszulką.
- Chciałem zapytać, czy macie jakieś plany w przyszłym tygodniu.- wyjaśnił.
- Nie chcesz przeszkadzać?- sarknął Goetze, lustrując wzrokiem zielonooką, która doprowadzała się do porządku.
- Długo będziesz się boczył? Odbijesz sobie innym razem.- powiedział, przeczesując palcami grzywkę.
- Nie. Nie mamy chwilowo nic zaplanowane. Czemu pytasz?- zainteresował się brązowooki.
- Chciałem wpaść do was. Po świętach lecę do Dubaju, więc pomyślałem, że fajnie by było spotkać się jeszcze przed Bożym Narodzeniem.- rzekł.
- Może jakiś melanżyk?- rozpromienił się młodszy.
- Więc czuję się zaproszony.- roześmiał się gracz Borussii.
- To wbijaj, a teraz żegnam.- oświadczył chłopak.
- Oj młody, młody...- pokręcił głową rozbawiony Niemiec, kończąc konwersację.
- Blondyna do nas wpadnie. A co ty robisz?- zdziwił się brunet, widząc swoją ukochaną ponownie przy odkurzaczu.
- To świetnie. Dawno go u nas nie było.- zauważyła- Kiedyś trzeba posprzątać.- wzruszyła ramionami- Ale wiesz... Wpadłam na genialny pomysł!
- Do kończymy, to co zaczęliśmy?- wyszczerzył się gracz Bayernu.
- Może wieczorem...- przesłała mu buziaka w powietrzu- Ty dokończysz odkurzanie, a ja sobię poleżę.- uśmiechnęła się promiennie.
- Czego się nie robi z miłości?- westchnął, zabierając się za porządki.
- Też cię kocham.- pomachała mu już z kanapy, rozkładając się niczym królowa.
*****
To niepierwszy raz kiedy tego wieczoru popłakała się ze śmiechu, a policzki bolały ją od ciągłego uśmiechania się. Chwyciła po kieliszek z czerwonym winem, uważając na świeżo pomalowane paznokcie. Turkusowy lakier nie zdążył jeszcze wyschnąć, a szkoda aby takie dzieło sztuki się zniszczyło. Sophie bardzo się starała. Ogólnie dzisiejszy wieczór miał wyglądać trochę inaczej. Zaprosiła do siebie Sue koleżankę z pracy. Planowały spędzić wspólnie czas na babskich sprawach tj. malowanie paznokci, maseczki, ploteczki i inne. Panna Weidenfeller miała wolną chatę, ponieważ jej partner wybrał się do pubu ze znajomymi z klubu. Blondynka cieszyła się, że znaleźli wspólny język i Mario nie czuje się już jak piąte koło u wozu. Zielonooka nie jest typem samotnika. Lubi towarzystwo innych ludzi i nie chciała spędzić wieczora samotnie. Nie mogła liczyć na swoją przyjaciółkę Olivię, która miała swoje obowiązki, których nie da się rzucić od tak, aby przyjechać do Monachium na domowe spa. Sophie zdążyła wszystko przygotować włącznie z przekąskami i winem, kiedy Sue poinformowała ją, że nie przybędzie. Niespodziewanie jej córeczka się rozchorowała, a kobieta nie miała serca podrzucać dziecka swojej matce. Sophie nie gniewała się na koleżankę. Po chwili namysłu zadzwoniła do Marcela, który szybko przyjął jej propozycję, aby odwiedzić przyjaciółkę. Cóż... Planowała babski wieczór, ale sprawy się pokomplikowały i towarzystwa dotrzymał jej brunet.
- Marcelooo, twoje zdrowie.- oświadczyła blondynka, prostując nogi na kanapie. Jej stopy dosięgły kolan siatkarza i na nich spoczęły.
- Nawet o tym nie myśl.- zaśmiał się, popijając piwo prosto z puszki- Nie jestem Mortem, żeby ci stopy masować.
- Nic nie powiedziałam głupolu.- uderzyła go w ramię- Wyglądam jak Król Julian?- Marcel podrapał się po brodzie, udawając, że ciężko nad czymś myśli.
- Z tego profilu... Może trochę...- droczył się.
- Igrasz z ogniem.- ostrzegła przyjaciela.
- Kobieta jest bezbronna, gdy ma pomalowane paznokcie.- wytknął w jej stronę język.
- Nie wierzę, że ciebię lubię.- westchnęła, kręcąc głową.
- Młoda, ty mnie jak brata kochasz.- posłał w jej kierunku buziaka. Od czasu do czasu udawało się mu powiedzieć coś mądrego i właśnie przed chwilą miał taki prześwit. Sophie traktowała go jak członka rodziny. Wiele by dla niego zrobiła. Cały wieczór minął im w świetnym nastroju. Mimo, że droczyli się ze sobą, a czasem nawet wyzywali, ale to do nich podobne. Nikt nie obraził się na dłużej niż dwie minuty. Jeszcze przed północą Marcel poszedł do domu, ponieważ musiał nazajutrz wstać w miarę wcześnie. Zielonooka nie spodziewała się szybkiego powrotu Goetze. Posprzątała po dzisiejszym spotkaniu, wzięła długą kąpiel. Kiedy kładła się do łóżka, zegar wskazywał godzinę pierwszą w nocy. Dziewczyna szybko poddała się wpływom Morfeusza.
****
- Proszę pana tak nie może być! Dlaczego osły są dyskryminowane przez inne koniowate zwierzęta?- burzył się pijany Niemiec. Kierowca taksówki powstrzymywał się od śmiechu, potakując od czasu, do czasu. Ten człowiek mógłby napisać książke, w której opisałby, co ciekawego mówią ludzie po pijaku. Komedia rozeszłaby się w sklepach jak świeże bułeczki światowy bestseller na sto procent.- On wcale nie jest głupi. Dlaczego nie mówi się głupi jak koń? Albo zebra?- Mario plątał się już język. Oparł głowę o zimną szybę, powoli zasypiając. Miły pan taksówkarz dojechał do celu. Zaparkował przed apartamentowcem.
- Halo! Nie śpimy! Wysiadamy, jesteśmy na miejscu.- zakomunikował, odwracając się do sportowca.
- Tak, tak...- ziewnął, rozbudzając się lekko- Ale zebra to koń, tak? A może koń to zebra? Moje życie straciło sens!- zakrył dłonią usta. Kierowca zauważył, że chłopaka nie jest w stanie sam wysiąść z samochodu, więc mu pomógł.
- Więc pod którym pan numerem mieszka?- zapytał podtrzymując pod ramię mężczyznę.
- Ja nie daję swojego numeru obcym.- pokręcił głową z dezaprobatą- Potem pan będzie do mnie wydzwaniał...- taksówkarz próbował wyciągnąć od Goetze odpowiednie informację, lecz nie szło się z nim dogadać. Piłkarz nie mógł zbyt długo utrzymać się na nogach, więc przysiadł na kamiennej donicy.
- Jest już czwarta nad ranem, a ja nie mam całego dnia, żeby tu sterczeć.- westchnął zmartwiony staruszek- Mieszkasz z kimś? Może zadzwonimy do tej osoby i ona nam pomoże.- myślał głośno.
- Pan oszalał? Sophie śpi już dawno. Jak ją obudzę, to będzie wściekła.- przysypiał na siedząco- Ale jest piękna jak się złości.- uśmiechnął się. Kierowca nie czekając dłużej chwycił za telefon Mario i wybrał numer do Sophie. Po kilku sygnałach usłyszał zaspany głos.
- Gdzie ty jesteś?- jęknęła panna Weidenfeller.
- Dobry wieczór... A może już dzień dobry, nieważne. Jestem taksówkarzem. Stoję razem z panem Goetze pod apartamentowcem, kazano mi go tu przywieźć. Biedak nie pamięta numeru mieszkania i nie jest w stanie sam do niego dotrzeć.- wyjaśnił sytuację doświadczony już człowiek.
- Zaraz będę na dole.- powiedziała krótko, po czym się rozłączyła. Blondynka szybko założyła pierwsze z brzegu dżinsy. Na T-shirt w którym spała, narzuciła kurtkę i kozaki bo to jednak grudzień. Kierowca ujrzał młodą kobietę, zmierzającą ku niemu.- Dzień dobry panu. Mario już zapłacił?- zapytała, lustrując wzrokiem zwłoki Niemca.
- Tak, zapłacono mi już na początku.- zapewnił- Będę się już zbierał. Dobrej nocy.- pożegnął się i odjechał.
- Coś ty z sobą zrobił...- niedowierzała. Chłopak zaszalał, a jutro będzie cierpiał. Nie zamierzała mu z tego powodu robić kazań, ani się gniewać. Kac będzie odpowiednią karą, a ona nie chce wyjść na starą zrzędę.
- A ty nie śpisz?- zdziwił się piłkarz, dopiero zauważając swoją ukochaną.
- No niestety nie. Idziemy do środka, bo zimno.- pomogła mu wstać, kierując się do apartamentu.
- Kupmy sobie osiołka.- zproponował, uważnie stawiając każdy krok, aby nie spotkać się z podłogą. Blondynka wybuchnęła śmiechem.- Nie śmiej się z niego. To normalne zwierzę, które potrzebuje trochę ciepła! A wy wszyscy jesteście tacy sami. Wyśmiewacie się z niego!- był bliski płaczu. Co alkohol robi z człowiekiem?
- Kochanie nie wyśmiewam się ze zwierzaka.- osiemnastolatka chciała załagodzić całą sytuację- My nie mamy gdzie trzymać takiego osła. On potrzebuje wybiegu na dworzu.- zauważyła.
- Masz rację. Ale ja chcę osła.- trzymał się swego.
- Pogadamy o tym jutro.- obiecała.
- Dlaczego musimy jechać windą?- zapytał, podpierając się jej ściany.
- Bo tak jest szybciej.- odpowiedziała wciąż rozbawiona.
- Aha.- wyczerpał temat- A kochasz mnie?- zadał kolejne pytanie.
- Oczywiście.- uśmiechnęła się, wyprowadzając chłopaka z windy.
- A osły też kochasz?- weszli do mieszkania. Blondynka pokierowała piłkarza prosto do ich wspólnej sypialni.
- Niebardziej niż ciebie. Połóż się i śpij.- oznajmiła, zdejmując z bruneta spodnie i koszulę by było mu wygodniej.
- I tak kupię osła.- po wypowiedzi tych słów zasnął, przytulając się do poduszki. Blondynka zajęła miejsce obok mężczyzny, jednak trzymała dystans. Nie pachniał najładniej...
****
- Dużo głupot wczoraj gadałem?- zapytał już trzeźwy Mario. Razem z Sophie spędzał popołudnie przed telewizorem, lecząc kaca.
- W sumie to było dziś. I tak, dużo.- na samo wspomnienie, blondynka wybuchnęła śmiechem.
- Nic nie pamiętam.- stwierdził, biorąc kolejny łyk wody mineralnej. Oglądali jakiś kryminał, fim bardzo wciągnął młodą Niemkę.
- I on teraz tak umrze?- pomyślała głośno, przeżywając jedną z akcji.
- Nie, przecież ma kamizelkę kuloodporną.- zdradził Goetze.
- Oj zamknij się.- jęknęła zła- Ktoś ci kazał mówić, co się wydarzy?
- Pytałaś czy...- zaczął.
- Ale nie miałeś odpowiadać. Mówiłam sama do siebie.- prychnęła, wpatrując się w ekran telewizora. Brunet powstrzymał się od komentarza, ponieważ nie chciał bardziej denerwować swojej dziewczyny. Kiedy Mario opróżnił półtoralitrową butelkę , a film dobiegł końca, para usłyszała dzwonek do drzwi.- Zapraszałeś kogoś?- zapytała panna Weidenfeller.
- Nie, a ty?- zaciekawił się. Szczerze nie miał ochoty na żadne odwiedziny. Chciał przeleżeć cały wieczór na kanapie z Sophie u boku.
- Nie. Otworze.- oznajmiła kierując się do wejścia. Przed drzwiami stało dwóch funkcjonariuszy policji.
- Dzień dobry. Pan Mario Goetze jest w domu?- zapytał wyższy z czapką na głowie.
- Tak, a coś się stało?- zaniepokoiła się.
- Możemy wejść?- pytanie zadał drugi mężczyzna z kilkudniowym zarostem. Zielonooka uchyliła drzwi wpuszczając władzę do środka. Sportowiec zauważył przybyszy i zawitał do przedpokoju.- Pan Mario Goetze?- pytanie zadał chyba tylko dla formalności.
- Tak, o co chodzi?- dopytywał brązowooki, obejmując ramieniem ukochaną.
- Musi pan jechać z nami na komisariat.- oświadczył jeden z komisarzy.
- Ale po co?- zdziwił się.
- Został pan oskarżony o gwałt.- dla Sophie słowa odbiły się echem po pokoju.
- To jakiś żart?- zapytał Goetze zbity z tropu.
- Nie żartujemy z prawa.- odparł oschle policjant w czapce- Reszty dowie się pan na miejscu.
- Mogę się chociaż przebrać?- brunet miał na sobie szorty nieodpowiednie na grudniową pogodę.
- Ma pan dwie minuty.- rzekł ten niższy. Sportowiec przeszedł do sypialni, szybko wymieniając odzież. Był zmieszany. Nie wiedział, o co tym ludziom chodzi. Jaki gwałt? On nie byłby do czegoś takiego zdolny...
- Mario, co się dzieje?- zapytał przestraszona blondynka.
- Skarbie, nie mam zielonego pojęcia.- położył swoje dłonie na jej ramionach- Zadzwoń do mojego prawnika. Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Uśmiechnij się.- powiedział pewny siebie, lecz w środku bał się tak jak ona. Nie zrobiłby czegoś takiego za żadne pieniądze. Jednak wczorajszy wieczór jest jak wycięty z jego pamięci. Skoro nie był wstanie sam trafić do domu, jakich głupot narobił prędzej? Bił się z własnymi myślami, ale nie chciał tego po sobie okazać. Miał wielką nadzieję, że to jakaś pomyłka. Jednak czarne chmury zebrały się nad sportowcem. Najbliższe tygodnie będą dla tej pary koszmarem. Ich wspólne plany na przyszłość stoją pod znakiem zapytania. Zawistni ludzie pragnęli zabawić się losem piłkarza. Jak można być tak podłym, aby wymyślić taki chory plan i wprowadzić go w życie? Wystarczy, że przewrócą pierwszy klocek, a reszta obali się sama jak w Domino. Ciekawe czy potem będzie można je podnieść i ponownie ustawić...
****
I mamy przełom w całym opowiadaniu! Teraz będzie się działo, koniec nudnej sielanki :D Co myślicie o tym rozdziale? Czekam na wasze opinie, wierzę, że zmotywujecie mnie do dalszego tworzenia. Chwilowo mam bardzo dużo czasu wolnego (czytaj: złamana noga). Pozdrawiam gorąco wszystkich, którzy komentują :*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)